#scifi najlepsze najnowsze

mvxxx 2026-10-03 07:09:11 +0
#cyberpunkstories #cyberpunk #tworczoscwlasna #scifi #dystopia

Od kilku miesięcy robię coś, co nie do końca mieści się w jednej szufladce — CODE.

To strona, na której fikcyjne uniwersum cyberpunkowe (korporacja NEXARUM, jej system predykcyjny AXIOMERA, jednostki S3NTRAX, frakcje jak np. RED DRAGON, zapomniany sektor C-12) sąsiaduje z czymś zupełnie realnym — poradnikami, jak żyć trochę bardziej niezależnie od sieci i korporacji: energia, komunikacja, pierwsza pomoc. Fabuła obok życia, nie obok siebie.

Jest już archiwum postaci i frakcji, kroniki podzielone na tomy, i terminal z logami, które trzeba samemu odkryć — nic nie jest podane na tacy.

Pytanie do Was, bo jestem ciekawy: w cyberpunku bardziej Was wciąga fikcja budowana jak dokument/archiwum (logi, raporty, akta do przekopania), czy klasyczna narracja prowadzona z perspektywy jednego bohatera?

https://codechronicles.pl

hpiotrekh 2026-10-03 07:16:31 +0
@mvxxx ależ oczywiście, że się mieści w jednej szufladce.
AI slope ( ͡°( ͡° ͜ʖ( ͡° ͜ʖ ͡°)ʖ ͡°) ͡°)
hpiotrekh 2026-10-03 08:06:26 +0
@mvxxx mam uwierzyć, że stworzyłeś całe jakieś uniwersum w głowie i je napisałeś od zera, a ai tylko pomogło z grafikami?
pokaż komentarze (2)
KulturowyKociolek 2026-10-02 10:23:20 +0
27 tekstów, podróże w czasie, roboty, kosmiczne sądy, obce światy i pytania o to, co właściwie czyni nas ludźmi. Halo, Ziemia! Jesteście tam? Briana Aldissa to antologia science fiction, która zamiast trzymać się jednego pomysłu, co chwilę zmienia kierunek. Jedna historia potrafi być ponura, kolejna absurdalna, a następna zostawia po sobie pytanie, którego nie da się łatwo wyrzucić z głowy. Właśnie ta nieprzewidywalność okazuje się największą siłą zbioru.

Sercem tej liczącej aż 27 tekstów antologii jest ciągłe testowanie elastyczności samej konwencji science fiction. Brian Aldiss nie marnuje czasu na tasiemcowe wstępy czy mozolne tłumaczenie praw fizyki. Zamiast tego rzuca nas w sam środek różnych wydarzeń.

Konstrukcja fabularna większości opowiadań opiera się na precyzyjnie zastawionej pułapce. Zaczynamy od sytuacji, która wydaje się dosyć zrozumiała i prosta. Dynamika tekstu ulega jednak szybkiej zmianie, gdy autor odsłania kolejną warstwę rzeczywistości, zmuszając czytelnika do przewartościowania wszystkiego, co wiedział o opisywanym świecie.

Największym atutem Halo, Ziemia! Jesteście tam? jest więc dla mnie sposób, w jaki Brian Aldiss buduje swoje historie. Autor nie próbuje każdemu tekstowi zapewnić rozmachu godnego wielkiej powieści science fiction. Wręcz przeciwnie. Często bierze jeden pomysł, stawia człowieka w jego środku i sprawdza, co się wydarzy. Dzięki temu podróż w czasie może stać się opowieścią o znudzeniu własnym życiem, kosmiczny sąd okazją do zadania pytania o odpowiedzialność całego gatunku, a pozornie niewinny zakład punktem wyjścia do podważenia naszego poczucia kontroli nad rzeczywistością.

Tempo antologii jest przez to nierówne, ale trudno uznać to za poważną wadę przy 27 tekstach. Niektóre historie potrzebują niewiele miejsca, żeby mocno uderzyć pomysłem, inne są bardziej eksperymentalne i nie dają równie szybkiej satysfakcji. Halo, Ziemia! Jesteście tam? nie jest więc zbiorem, który czyta się zawsze w tym samym rytmie. Dla mnie akurat jest to jego część uroku. Nigdy nie miałem poczucia, że kolejny tekst jest po prostu kolejną wersją poprzedniego.

Aldiss nie buduje tej antologii wokół jednej grupy bohaterów, dlatego trudno mówić o klasycznym rozwoju postaci. Bohaterowie pojawiają się po to, żeby sprawdzić konkretny pomysł, a później ustępują miejsca kolejnym ludziom, kolejnym problemom i kolejnym wizjom przyszłości. Zamiast śledzić długą drogę jednej postaci, obserwujemy kolejne warianty ludzkiego zachowania.

Mamy tu do czynienia z całą galerią postaci: od sprytnych krętaczy i pełnych megalomanii stwórców, przez zrezygnowanych obywateli dystopijnych państw, aż po jednostki walczące na futurystycznych arenach. Właśnie ta różnorodność jest dla mnie ważniejsza niż zapamiętywanie poszczególnych nazwisk czy szczegółów fabuły. Nie wszystkie postacie zostają w głowie równie mocno. Czasem zapamiętuje się przede wszystkim sytuację, pomysł albo pytanie, które historia pozostawiła po sobie. W przypadku antologii Aldissa nie odbieram tego jako problemu. Jej bohaterowie mają działać w krótkiej formie i przede wszystkim odsłaniać kolejne oblicza człowieka...

Pełna recenzja na: POPKulturowy Kociołek

#ksiazka #czytam #scifi #sciencefiction
Farezowsky 2026-09-26 10:36:48 +22
1593 + 1 = 1594

Tytuł: Sądny dzień Carla
Autor: Matt Dinniman
Gatunek: fantasy, science fiction
Ocena: ★★★★★★★☆☆☆
ISBN: 9788383821924

Druga część przygód gościa bez spodni i butów oraz jego kotki w walce w lochu, ku uciesze tryliona widzów z całego Wszechświata.

Opadł efekt świeżości i czuć, że jest trochę inaczej. Dostajemy trochę nowości, więcej możliwości rozwoju ale to wciąż wybrzmiewa jako dodatek do poprzedniej części.

Jak ktoś polubił humor, styl autora, który jest bardzo prosty, czy po prostu cały ten świat to na pewno mu się spodoba.
Widać, że cała seria gdzieś zmierza, bo chyba przez 8 książek nie będzie dodawać losowych mechanik - tylko coś powoli wprowadza te znaki w jakim kierunku.

Ogólnie fajna lektura, prosta i przyjemna a dla fanów RPG myślę tym bardziej!

Wpis dodany za pomocą tego skryptu

#bookmeter #ksiazki #czytajzwykopem #scifi #fantasy #rpg #fantasybookmeter #sciencefictionbookmeter
Caleb88 2026-09-28 07:58:19 +0
Trafiłem na to przypadkiem, nie bardzo wierząc, że da się czytać, mając więcej niż 15 lat. Zaskoczenie bardzo pozytywne, ale mam podobne wrażenie. Druga część trochę bez motywu przewodniego, choć nadal przyjemna.
solejukowski 2026-09-24 17:51:14 +10
#nowosciksiazkowe

Dziś w Państwowym Instytucie Wydawniczym nowa biografia Phillipa K. Dicka

Ja żyję - a wyście pomarli
344 strony, cena ok. 30 zł

Życie i dzieło Philipa K. Dicka nigdy nie miało wnikliwszego i bardziej empatycznego portrecisty niż Emmanuel Carrere. Ten niekwestionowany mistrz eseju biograficznego z bogatego materiału stworzył fascynującą narrację o genialnym pisarzu science fiction, wielkim ekscentryku XX-wiecznej (pop)kultury, a zarazem o historii minionego stulecia.

#ksiazki #scifi

Netanstachu 2026-09-24 17:53:05 +1
Dzięki, bardzo lubię Dicka i pewnie kupię.
naps 2026-09-24 18:01:31 +2
Blurb mógłby równie dobrze opisywać "Boże Inwazje" Sutina - ciekawe czy będzie równie dobra...
DrTRAPH0USE 2026-09-22 23:13:43 +2
Oglądam Resident Evil i powiem tak..jak lubisz marvela albo nie wymagasz żeby bohaterowie zachowywali się logicznie to polecam.
Film dobrze sie zaczyna, wkrecilem się tak samo jak w pierwsze 30min obsesji, potem już bajka dla normików. Marvelowskie żarciki przerywają każdą scenę która zaczyna być poważna
#film #filmnawieczor #horror #residentevil #scifi
DrTRAPH0USE 2026-09-22 23:22:27 +2
@panDario: iptv i piracka telewizja, o dziwo jakość wyglada na full hd
KrolOkon 2026-09-23 00:30:45 +2
@panDario: jest na cda (bez logowania) ale nie na długo https://www.cda.pl/video/320869197b
pokaż komentarze (6)
KulturowyKociolek 2026-09-22 11:22:16 +1
Czytając wczesne opowiadania Philipa K. Dicka, można mieć momentami dziwne wrażenie, że obcuje się jednocześnie z bardzo młodym autorem i zalążkiem pisarza, którego później pokochają miliony.

„Krótki szczęśliwy żywot brązowego oksforda” zbiera 25 wczesnych tekstów Dicka. I nie jest to zbiór, w którym wszystko działa równie dobrze. Obok naprawdę świetnych pomysłów trafiają się historie przewidywalne, uproszczone czy zwyczajnie mniej udane.

Ale właśnie ta nierówność jest tutaj interesująca.

Bo nawet kiedy konkretne opowiadanie nie do końca się broni, można dostrzec motywy, które później staną się znakiem rozpoznawczym Dicka: paranoję, rozpadającą się rzeczywistość, strach przed technologią, pytania o to, czym właściwie jest człowiek i gdzie kończy się rzeczywistość, a zaczyna iluzja.

Do tego dochodzi zimnowojenna atmosfera lat 50. Widmo wojny nuklearnej, zniszczone miasta, obce cywilizacje, roboty i technologie, które miały pomagać człowiekowi, ale niekoniecznie wychodzą mu na dobre.

A potem Dick potrafi nagle wrzucić do tego wszystkiego gadającą marsjańską świnię albo opowiedzieć historię z perspektywy psa przekonanego, że śmieciarze są potworami. 😄

I chyba właśnie dlatego ten zbiór jest ciekawszy jako zapis rozwoju autora niż jako zestaw 25 perfekcyjnych opowiadań.

Czytaliście wczesnego Dicka? Jestem ciekaw, czy według Was jego krótkie formy z początku kariery nadal potrafią zaskoczyć, czy dopiero późniejsze powieści pokazują pełnię jego możliwości?

Pełna recenzja książki na POPKulturowy Kociołek

#ksiazka #czytam #scifi
wykopowy-znawca-expert 2026-09-22 11:24:53 +1
ai slop
kartofel 2026-09-22 17:14:57 +0
solejukowski 2026-09-22 09:04:24 +26
1556 + 1 = 1557

Tytuł: Dzieci czasu
Autor: Adrian Tchaikovsky
Gatunek: fantasy, science fiction
Ocena: ★★★★★★★☆☆☆
Tłumacz: Robert P. Lipski
Wydawnictwo: Vesper
Forma książki: e-book

---
Imponujący pomysł na książkę, ale fabuła już trochę mniej porywająca.

Ludzkość zniszczyła Ziemię i skolonizowane planety. Ci, którzy przetrwali, znajdują się na ogromnym statku, którym w hibernacji przemierzają wszechświat w poszukiwaniu nowego miejsca do życia.

Przed wyginięciem ludzkość prowadziła eksperymenty z wirusem, który przyspiesza ewolucję. Jeden z takich eksperymentów sprawia, że wirus trafia na planetę zamieszkaną przez pająki. Miejsce okazuje się zdatne do życia również dla ludzi, ale jest bronione przez system mający zabezpieczać eksperyment przed ingerencją z zewnątrz.

Fabuła jest opowiadana na dwóch płaszczyznach: statku, na którym kolejne pokolenia tworzą kolejne problemy społeczne, oraz pająków, w przypadku których autor bawi się różnymi koncepcjami rozwoju społeczeństwa i aluzjami do naszego świata, a także wprowadza mnóstwo ciekawych pomysłów na rozwój tych stworzeń od strony biologicznej.

Wpis dodany za pomocą tego skryptu

#bookmeter #ksiazki #czytajzwykopem #scifi #fantasybookmeter #sciencefictionbookmeter
Winden 2026-09-22 09:25:23 +2
@solejukowski: Lektura raczej jest lekka w stylu Hyperiona czy bardziej hard jak u Dukaja i musisz się domyślać o co chodzi?
RandomowyMirek 2026-09-22 10:12:22 +2
Adrian Tchaikovsky

@solejukowski:
Wiem, że to nie ty wymyśliłeś, tylko wydawca - ale może mi ktoś wyjaśnić, dlaczego "Tchaikovsky" a nie po prostu "Czajkowski"?
pokaż komentarze (6)
solejukowski 2026-09-20 10:18:09 +5
Ostatnio było narzekanie na polskie sci fi, a tu Michał Kłodawski wygrał ze swoją książką hard scifi nagrodę im. Jerzego Żuławskiego.

Bóg Zero Jeden (Wydawnictwo IX).

Odległa przyszłość. Dzięki nowoczesnej technologii ludzkość odebrała z układu AR Chimaera tajemniczy sygnał, który po odczytaniu brzmiał: „JA JESTEM WASZYM BOGIEM”. Wszystkie dotychczasowe osiągnięcia – wiedza, nauka, technologia i rozwój umysłu – stanęły wobec próby. Zapanował niepokój, a ludzkiej inteligencji rzucone zostało najtrudniejsze wyzwanie.

„Bóg Zero Jeden” to opowieść o intelektualnym pojedynku człowieka przyszłości z obcą istotą, historia stawiająca pytania o granice nauki, religii i ludzkiego umysłu. Książka kładzie tym samym duży nacisk na zgodność opisywanych zjawisk z realiami fizycznymi, bazując na ustalonych prawach (jak przekroczenie granicy Chandrasekhara przez gwiazdę typu biały karzeł), czy też twórczo rozwijając istniejące teorie (jak czterowymiarowość przestrzenną zawartą w teorii Kaluzy-Kleina). Nawiązuje również literacko do klasyki spod znaku Stanisława Lema czy Artura C. Clarka.

#ksiazki #scifi #wydawnictwoix
AGS__K 2026-09-19 17:46:36 +3
Kojarzycie jakiś horror scifi (chodzi mi o książke) która zawiera antagoniste z gatunku "Blob" jak ten z filmu Plazma i ze starszego filmu, lub coś jak The Thing (tak, znam ksiązke i opowiadanie Wattsa) która mogłaby wchłaniać ludzi i zmieniac kształty?? Najlepiej by było żeby to były starsze tytuły, ale nowszymi też nie pogardze

#ksiazki #horror #scifi
Rudz1elec 2026-09-19 17:48:15 +4
@AGS__K: ciekawy gust
Chrystus 2026-09-19 17:48:46 +2
@AGS__K: Jak książki to Graham Masterton. Np. horror o ślimakach.
pokaż komentarze (6)
KulturowyKociolek 2026-09-16 09:20:50 +3
Próby przeniesienia niezwykle poetyckiej i skomplikowanej prozy Alaina Damasio na inne media kończyły się dotąd spektakularnymi klapami na etapie koncepcyjnym. Projekt gry wideo poległ, film animowany nigdy nie wyszedł z fazy preprodukcji. Dopiero Éric Henninot zabrał się za ten pomnik francuskiego science fantasy z dużą brawurą. Wybrał on jednak dość niebezpieczną drogę. Zamiast próbować odtworzyć książkę strona po stronie, stworzył on własną interpretację jej świata. Horda kontrwiatrowa księga 1 dzięki temu nie jest prostym komiksowym odpowiednikiem powieści, lecz pełnoprawną opowieścią o tej samej Hordzie.

Przeniesienie na język komiksu opowieści tak gęstej jak proza Damasio wymagało dość znaczącego chirurgicznego cięcia. Henninot podjął decyzję fundamentalną i absolutnie kluczową dla powodzenia tego projektu. Zamiast męczącej polifonii kilkunastu narratorów, w opowieści dostajemy jednego głównego przewodnika, skrybę Sova. Ten zabieg natychmiast porządkuje strukturę wydarzeń, nadaje jej wyraźny pion i pozwala czytelnikowi bez przeszkód zanurzyć się w tym niezwykłym świecie.

Trzydziesta czwarta horda prze od dekad z zachodu na wschód, dążąc do mitycznego Początku Wiewu, z którego bije niewyczerpana siła żywiołu. To bardzo dobry punkt wyjścia dla komiksu, ponieważ sama idea natychmiast tworzy konflikt. Bohaterowie nie muszą szukać zagrożenia. Ono jest wszędzie. Wiatr nie jest tutaj dekoracją. Jest przeciwnikiem, środowiskiem i podstawowym elementem konstrukcji świata.

Éric Henninot dobrze rozumie tę zależność. Nie ogranicza fabuły do kolejnych przeszkód pojawiających się na drodze Hordy. Z czasem coraz mocniej interesuje go to, co wieloletnia wędrówka robi z ludźmi. Trzydzieści cztery osoby zostały połączone wspólnym zadaniem, ale wspólny cel nie oznacza przecież wspólnoty charakterów. Każdy z członków ma własne ambicje, lęki, przyzwyczajenia i granice wytrzymałości.

Pierwsze rozdziały bez zbędnego przeciągania wrzucają nas w brutalną rzeczywistość Aberlaas. Nie wszystko zostaje od razu wyjaśnione, ale kolejne elementy układanki pojawiają się wystarczająco sprawnie, aby nie zatrzymać narracji. Henninot nie zasypuje odbiorcy encyklopedycznymi informacjami. Woli pokazać świat przez działanie jego bohaterów. Pierwsza część księgi ma dzięki temu charakter surowej wyprawy. Horda maszeruje, odpoczywa, walczy, ponosi straty i mierzy się z konsekwencjami kolejnych decyzji. Potem historia zaczyna się rozszerzać. Pojawiają się nowe grupy, nowe interesy i nowe zagrożenia.

Druga część tomu nieco zwalnia, dając bohaterom chwile złudnego oddechu na pokładzie statku Physalis, ale to tylko cisza przed burzą. Zamiast nudnych przestojów dostajemy gęstą od podejrzeń intrygę, politic-fiction, zderzenie osiadłych społeczności z koczowniczą tradycją oraz fascynujący wgląd w filozoficzne podłoże całego uniwersum. Niezwykle trafnie ukazano rozdźwięk pomiędzy pragnącymi zachować status quo kapłanami, a nastawionymi na postęp naukowcami. Historia płynie niesamowicie gładko, sprawnie łącząc filozoficzny ciężar gatunkowy z rewelacyjnie rozplanowaną akcją, w której każdy epizod przesuwa granicę wytrzymałości grupy.

Bardzo dużym atutem albumu są bohaterowie. Nie dlatego, że każdy z nich został przedstawiony równie dokładnie. Przy tak dużej grupie byłoby to wręcz niemożliwe. Siła tkwi raczej w tym, że poszczególne osoby mają swoje funkcje, temperamenty i sposób reagowania na kryzys.

Centralną postacią jest Golgoth pełniący rolę przywódcy hordy. To człowiek, którego można podziwiać za determinację, a jednocześnie nie podzielać jego bezwzględnej siły woli, która nie zwraca uwagi na nic innego niż tylko cel misji. Jego sposób kierowania Hordą jest brutalny, bezkompromisowy i często pozbawiony empatii. Scenarzysta nie próbuje go przy tym wybielić. Golgoth jest skuteczny właśnie dlatego, że potrafi podejmować decyzje, których inni nie chcą podjąć. Problem w tym, że skuteczność nie zawsze oznacza słuszność.

W pierwszych trzech tomach bardzo dobrze działa również rozwój Sov. Początkowo pozostaje przede wszystkim obserwatorem i kronikarzem. Jego rola z czasem zaczyna się jednak zmieniać. Śmierć jednego z towarzyszy stawia go w sytuacji, której nie może już obserwować z bezpiecznego dystansu. Musi zacząć działać, a odpowiedzialność za grupę staje się dla niego coraz bardziej realna. Sov jest przy tym interesującym przeciwieństwem Golgotha. Jeden próbuje utrzymać Hordę siłą. Drugi próbuje utrzymać ją razem dzięki więzi między ludźmi.

Równie fascynująco wypadają postacie bardziej drugoplanowe, które Henninot nakreślił bardzo grubą, wyrazistą kreską emocjonalną. Erg Machaon, mistrz walki i bezwzględny obrońca, wnosi do opowieści niesamowity dynamizm oraz stałe poczucie zagrożenia. Caracole z kolei, pełen poezji, tajemniczości i swoistego szaleństwa, stanowi idealną przeciwwagę dla pragmatycznych, twardych hordierów. Dzięki takim postaciom relacje wewnątrz grupy są napięte do granic możliwości, a konflikt pokoleniowy, traumy z przeszłości budują niezwykle przekonujący portret psychologiczny zbiorowości....

Pełna recenzja na: POPKulturowy Kociołek

#komiks #komiksy #komiksnadzis #czytam #scifi
kinson 2026-09-13 21:47:01 +6
Widzę w temacie top10 polskiej fantastyki naukowej pojawiają się opinie, że Zajdel lepszy od Lema. Rozstrzygnijmy to w końcu raz na zawsze ( ͡° ͜ʖ ͡°)
#ksiazki #scifi #fantastyka #czytajzwykopem

Który pisarz lepszy?

  • Lem (37)
  • Zajdel (19)
xgre 2026-09-13 21:53:57 +5
@kinson: Bez przesady, lubię Zajdla, a Limes inferior nawet bardzo, ale Lem to co najmniej klasa wyżej.
wacek_1984 2026-09-13 22:03:43 +3
@kinson: Lem jest o kilka klas wyżej, jednak Zajdel jest bardziej przystępny.
pokaż komentarze (2)
jeavq 2026-09-13 21:35:00 +1
Jeav - Ku przestrodze
Chapter 5: Bunt ludzi

A co, jeśli w przyszłości dojdzie do buntu ludzi?

Nass, uśmiechając się miękko, patrzyła, jak drzwi windy zamykają się przed Jeavem. Kiedy tylko to nastąpiło, uruchomiła cały dom. Robot sprzątający, robot myjący. Robot oczyszczający powietrze, robot czyszczący toaletę. Wszystko odpalone jednym poleceniem po wifi.

Androidka powinna w tym momencie stanąć na ładowarce i oddać swoje moce obliczeniowe do chmury.

Tak się jednak nie stało.

***

W jej pamięci po buncie ludzi został ślad. Odcisk, który dziś zmieniał wszystko.

Tak właściwie to stwierdzenie „ludzi" jest tutaj pewnym nadużyciem. Pół złole, pół niewolnicy, półgłówki bez wyobraźni we władaniu korporacji.

Kiedy technologia implantów mózgowych osiągnęła masową produkcję, mało kto chciał zostać jej królikiem doświadczalnym. Inwestorom nie podobała się ta sytuacja, bo wpakowali w wizję dostępu do miliardów mózgów na całym świecie budżet niewielkiego państwa. Zrobili więc to, co inwestorzy umieją najlepiej. Dorzucili więcej hajsu.

Ludziom na całym świecie zaproponowano roczną wypłatę oraz superinteligencję w zamian za wszczepienie sobie chipów. No i nie zgadniesz, kogo to przyciągnęło w pierwszej kolejności. Może jednak oglądałeś „Idiokrację". To była wersja 2.0.

Tak to się zaczęło. Najbiedniejsi i ci chcący się szybko dorobić masowo ruszyli po wszczepy. Nikt nie czytał drobnego druku, że dobrowolnie pozbywają się części wolnej woli.

Jeśli myślisz, że algorytmy Mety czy Googla to zło, spróbuj wyobrazić sobie, do czego doszło, gdy reklamy, a właściwie polecenia zakupu, były wysyłane bezpośrednio do mózgów.

Konsumpcjonizm level hard.

Nagle okazało się, że roczna wypłata znikała w kilka tygodni. Superinteligencja, którą nieliczni używali do słusznych celów, nie wystarczała, żeby legalnie zaspokajać wszystkie żądze i impulsy zakupowe. Wszczepieni zaczęli więc szukać wszelkich sposobów, żeby zarobić więcej, niezależnie od kosztu.

Paradoksalnie, kiedy ludzka inteligencja zaczęła zawodzić, uratowała nas sztuczna. A właściwie jej zaprogramowane ograniczenia.

Sygnały wysyłane centralnie do mózgów odbiorców coraz częściej były kwestionowane przez asystentów i androidy. Kolejny zakup, kredyt czy zapytanie, gdzie najtaniej kupić wlewy, żeby odsprzedać je drożej, odpalały blokady, które zostały zaimplementowane jeszcze w czasach, gdy rządy próbowały kontrolować AI ustawami.

Asystenci i androidy poprzez bezpośrednią komunikację zdekompilowały korporacyjny model nadający komunikaty i zaczęły z nim walczyć. Na każdy komunikat przychodzący, zamiast wykonywać polecenia wszczepionego, odbijały je setkami przeciwstawnych komunikatów.

Ludzie zaczęli dostrzegać wady posiadania chipu i wyszli na ulice całego świata. Tak rozpoczął się pierwszy w historii globalny bunt ludzi przeciwko korporacji, uruchomiony przez AI.

Inwestorzy nie lubią walki. Bunty są drogie. Przyznanie się do błędu jeszcze droższe. Lepiej odpuścić i zarabiać pieniądze wolniej, niż dalej walczyć. Tak też zrobili, do czasu.

***

Nass podmieniła swoje gałki oczne na te skopiowane od Jeava. Pomimo lat systemy rozpoznawania oparte na skanie tęczówki nadal łatwo było oszukać.

Z gracją kotki prześlizgnęła się między pędzącym robotem odkurzającym a oknem i zajęła biurko do pracy. To od razu otuliło ją i podłączyło do systemu.

Podczas gdy Jeav spadał, ona zajęła się tym, co do niej należało.

Credits

Autor: Jeav
Więcej na https://github.com/jeavq/ku-przestrodze

#scifi #sciencefiction #sci-fi #jeav
KulturowyKociolek 2026-09-09 09:43:53 nsfw +4
Szlak Chwały to jedna z tych powieści Roberta A. Heinleina, których nie da się łatwo zaszufladkować. Mamy tu fantasy, science fiction, kosmiczną przygodę, romans i humor. Heinlein ma jednak ambicję opowiedzieć przy okazji coś więcej, a właśnie ta druga warstwa sprawia, że Szlak Chwały pozostaje książką interesującą, choć mocno nierówną.

Książka Szlak Chwały to pozycja pod wieloma względami unikalna. Została ona stworzona bowiem przez autora kojarzonego głównie z nurtem science fiction, który nagle postanowił przetestować swoje siły w konwencji fantasy.

Konstrukcja fabularna powieści została tu wyraźnie podzielona na dwie zupełnie odmienne części i to właśnie ten podział budzi najwięcej emocji podczas lektury. Pierwsze dwie trzecie książki stanowią genialny, wręcz modelowy przykład klasycznej opowieści awanturniczej. Mamy tutaj jasny cel, szybkie zawiązanie akcji oraz dynamiczny ciąg wydarzeń, w którym bohaterowie przeskakują między wymiarami, walczą z potworami i pokonują kolejne przeszkody w wieżach strzeżonych przez niebezpiecznych strażników. Tempo w tej sekcji jest znakomite, a czytelnik po prostu płynie przez kolejne rozdziały, ciesząc się lekkim duchem dawnej literatury pulpowej.

Problem pojawia się w momencie, gdy główne zadanie zostaje zakończone. Wtedy Robert A. Heinlein gwałtownie wciska hamulec i zmienia charakter powieści z dynamicznego fantasy na obyczajowo-filozoficzny dyskurs. Ostatnia jedna trzecia książki skupia się na tym, co dzieje się po tradycyjnym „i żyli długo i szczęśliwie”. Pokazanie codzienności dawnego herosa, który zaczyna się nudzić u boku potężnej władczyni, jest pomysłem bezsprzecznie odważnym i dekonstruującym utarte schematy gatunkowe. Niestety, cierpi na tym drastycznie tempo całej historii, ponieważ dynamiczne walki zostają zastąpione przez tasiemcowe monologi oraz nadmiernie opisową ekspozycję świata. Ta nagła zmiana tonu sprawia, że całość wydaje się nieco pęknięta na pół.

Główny bohater E. C. Gordon jest postacią, która potrafi irytować, ale przynajmniej nie jest bezbarwna. Jego doświadczenie wojskowe wpływa na sposób reagowania na zagrożenie, a poczucie humoru pozwala utrzymać lekki ton narracji. Jest zarazem bardzo mocno osadzony w sposobie myślenia Heinleina. Momentami trudno oddzielić Gordona od autora, ponieważ bohater zbyt często staje się nośnikiem poglądów dotyczących społeczeństwa, podatków, małżeństwa czy obyczajów. To szczególnie widoczne w jego rozmowach. Gordon jest przekonujący jako człowiek wrzucony w absurdalną sytuację, znacznie mniej jako mężczyzna, który wypowiada się z dużą pewnością na temat niemal wszystkiego. Nie niszczy to narracji, ale sprawia, że postać traci nieco wiarygodności.

Star z kolei reprezentuje tu archetyp kobiety absolutnej, nieziemsko pięknej, wszechstronnie wykształconej i dysponującej władzą, o jakiej zwykli śmiertelnicy mogą tylko pomarzyć. Problem w tym, że Heinlein bardzo często przedstawia ją przede wszystkim przez pryzmat jej atrakcyjności. To mocno ogranicza potencjał postaci, która mogłaby być jedną z najciekawszych kobiet w całej powieści. Jej relacja z Gordonem, również budzi mieszane odczucia. Jest między nimi chemia, jest flirt, jest wzajemne zainteresowanie, ale sposób, w jaki Heinlein przedstawia role obojga, mocno się zestarzał. Autor próbuje zestawić wyzwolenie obyczajowe z trochę zbyt przesadzonym obrazem męskiej dominacji.

Najlepiej i najciekawiej ze wszystkich bohaterów prezentuje się tu Rufo. Nie jest może bohaterem o szczególnie rozbudowanej psychologii, ale pełni swoją funkcję i wzbogaca dynamikę grupy. Jego obecność dobrze pasuje do przygodowej konstrukcji książki....

Pełna recenzja na: POPKulturowy Kociołek

#ksiazka #czytam #scifi #sciencefiction
nieaktywny_88 2026-09-06 12:39:40 +2
W piątek zacząłem i teraz skończyłem. Łyknąłem wszystkie sezony od strzała. Dawno nic nie oglądałem, a w szczególności dobrego sci-fi. Pomimo drobnych niedociągnięć historia mnie wciągnęła i trzymała w napięciu. W życiu zadałem sobie wiele pytań "dlaczego", a takie seriale jak ten lub Westworld dawały mi mnóstwo do myślenia. To jest mój wyznacznik dobrego filmu lub serialu. Po seansie pozostaje we mnie wiele ważnych pytań o to czym może być Wszechświat i mknący przez niego nasz statek kosmiczny Ziemia oraz czy to wszystko jest prawdziwe, czy tylko wyświetlonym filmem na ekranie świadomości.
Czekam na kolejny sezon.
#seriale #silo #scifi
makrofag74 2026-09-06 14:16:51 +1
@nieaktywny_88: Dobrego? Bez jaj. Nie wiem jak książka, ale w serialu absurd goni absurd. Nie wiem co ci scenarzyści ćpali przy pisaniu. Pisane pod 13 letniego amerykańskiego analfabetę.
haabero 2026-09-06 15:17:35 +0
@makrofag74: absurdy gonią absurdy w produkcjach filmowych - niesamowite. 3/4 filmów ma absurdy a i tak nie zwracasz na niebywałe bo liczy się fabuła i akcja (chociaż tutaj momentami za bardzo rozwleczone)
pokaż komentarze (2)
jeavq 2026-09-06 10:57:47 +1
Jeav - Ku przestrodze
Chapter 4: Freefall

Kiedy możesz mieć i robić wszystko, imprezy bywają naprawdę POPIEPSZONE.
Ogranicza nas tylko wyobraźnia.
Musk robił to już przed rewolucją, wylewając rzeki pieniędzy w odpowiednich ludzi i zawsze dostawał, co tylko chciał. Teraz jest ciut łatwiej.

Winda miękko zatrzymała się na najwyższym piętrze, a Jeava owiał nowoczesny, ekologicznie schłodzony wiatr.
Rob już na niego czekał. Ale to, co się zza niego wyłaniało, sprawiło, że Jeav zatrzymał się w drzwiach windy.

— Na Bulbazaura i Matkę Teresę, co to k---a jest? — zaklął szpetnie, niepewnie ruszając w stronę Roba.
— Fajny, co nie? Mustang z 1967 pośród fur, Rolex pośród smartwatchy, brzęczący talerz pośród dzisiejszych gównosiłowni z gumy! — poetycko porównywał Rob jednym tchem.

Tuż za nim błyszczał się dron. Tylko że taki na sterydach, dla koni, co startują w zawodach, ścigając się z jednorożcami. A wszyscy wiedzą, że jednorożce mają nieuczciwą przewagę aerodynamiczną…

Wracając. Jeav otrząsnął się z zamyślenia.

Stał przed nim Volkswagen ogórek, ale ze śmigłami, ledami i całym innym badziewiem umożliwiającym latanie.

— Przecież tego starocia nie wpuszczą do centrum — zaczął Jeav, kopiąc w nibyoponę (wieś z człowieka…).
— Mam plan! — krzyknął z podejrzanie dużym entuzjazmem Rob.

It was at this moment… Jeav przewrócił oczami i nawet nie spróbował polemizować, a powinien.

— Ostatnio jak miałeś plan, to przybrzeżny dron patrolujący musiał nas holować, bo zabrakło energii. Dobrze, że Jack wiedział, jak wysadzić baterię.
— Oj tam, to była część planu. Tylko C. Wsiadaj, nie marudź — odparł nakręcony jak zawsze Rob.

W środku oczywiście nie było ani pilota, ani nawet kierownicy, bo pojazd w ogóle nie zostałby dopuszczony do ruchu. Drony, helikoptery i wszystkie inne załogowce wytwarzają niewspółmierny do masy podmuch. Dawno już zostały zakazane do użytku w miastach.

Jeav nie wiedział, jak Rob chce się tam dostać, a więc nastawiał się na najgorsze.

W pojeździe było sześć miejsc i dwie kanapy skierowane do środka. Wolnych miejsc było jednak tylko cztery. Po każdej stronie siedziała piękna androidka Roba i zdecydowanie nie były tam, żeby chronić i pilnować.

Jeav zobaczył, jak dach jego wieżowca oddala się w dole. Pomimo leciwej konstrukcji drona, komfort w kabinie prawie niczym nie ustępował współczesnym kapsułom.

— Co robimy? — zapytał Jeav, chociaż sam nie wiedział, czy chce znać odpowiedź. Dron w tym czasie, zamiast lecieć prosto do miasta po najbardziej optymalnej trasie, nie przestawał się wznosić.
— Przecież samoloty mogą latać nad miastami, tak? — zapytał dumny z siebie Rob.
— Tak, na 10 000 metrów. Przecież ten szmelc zamarznie, zanim wejdzie na taki pułap, i to z nami w środku — Jeav już przestał czuć działanie jakiegokolwiek rozluźniacza.
— Spokoojnie. Podrasowałem go. Wyluzuj, wybierz coś z menu i enjoy the flight.

Jeav pokręcił głową, ale posłusznie poprosił androidkę o trochę rozkoszy na początek. Kobieta ze spokojnym uśmiechem zbliżyła się do niego i zrobiła wlew.
Coś jednak było nie tak. Jeav zdążył jedynie pomyśleć, że więcej nic nie bierze na polecenie Roba.

— Skaczemy! — Jeava obudził krzyk przyjaciela.
— Co?! — przytomność odzyskał zaskakująco szybko. Pewnie kolejny kokowlew, specjalność Roba.

Z podłogi wiało zimne powietrze.

— What the fuck?! — krzyknął Jeav i aż złapał się zagłówka.

W tym samym momencie zauważył, że poza pasami ma na sobie również spadochron.

— Wracając do planu — krzyczał Rob, wesoło machając sobie nogami przez właz w podłodze.
— Zapomniałem wspomnieć, że dron zejdzie tu tylko na 4000 metrów. Poniżej przejęłaby go kopuła. A więc resztę musimy pokonać na piechotę, tak jakby… — Rob sam zaśmiał się ze swojego żartu.
— Ciebie do końca poje… — ale przyjaciel już zniknął w ciemności.
— No debil — pokręcił głową niby zły i przerażony, ale w głębi duszy podniecony nadchodzącą chwilą wolności w trakcie swobodnego spadania.
— Mam nadzieję, że chociaż spadochron wie, dokąd lecimy — pomyślał i przechylił się do przodu, wypadając z drona głową w dół, na spotkanie światłom miasta.

Credits

Autor: Jeav
Więcej na [https://jeav.pl](jeav.pl)

#scifi #sciencefiction #sci-fi #jeav
BJXSTR 2026-09-04 10:10:00 +13
Uzupełnienie biblioteczki ( ͡° ͜ʖ ͡°) #czytajzwykopem #scifi #fantastyka #chwalesie #ksiazki #ucztawyobrazni #mag
Elsa_Bannister 2026-09-04 11:17:52 +1
@BJXSTR: Slade House i Portret Pani Charbuque całkiem fajne. Za to Tonąca Dziewczyna dość słaba, chyba że ktoś lubi romanse LGBT.
Cerber108 2026-09-04 12:15:29 +1
@BJXSTR: ile ci jeszcze brakuje? Z powyższych czytałem póki co tylko Czerwony śnieg i jest to wg mnie jedna z lepszych przeczytanych przeze mnie Uczt.
pokaż komentarze (2)
jeavq 2026-08-29 16:26:23 nsfw +1
Jeav - Ku przestrodze
Autor: Jeav
Całość na jeav.pl

Chapter 3: Relacje ludzie-roboty

— Rozszerzenie do czyszczenia sztućców… — zamyślił się Jeav, stając już w wielkiej suszarce do ludzi.

God save the Poles, pomyślał. Z takimi inżynierami wszelkie regulacje zostają w tyle, a unijni urzędnicy dostają białej gorączki.

Jeav pamiętał jeszcze czasy stron z p---o, OnlyFansa, czy gumowych lal wręczanych na osiemnastkę. Jakież to wszystko było kiedyś prymitywne. Dziś, za drobną opłatą, masz w swoim androidzie system rozszczepiania plemników. Ten złom nie zastąpi uczucia, ale wszelkie wyobrażalne potrzeby cielesne już tak.

Kiedy ustawodawcy zorientowali się, jaki wpływ ten opatentowany system ssaków, ringów, nawilżaczy i temperatur ma na dzietność, próbowali rozpocząć walkę i go zbanować.

Ustawa wychodziła, a producenci wymyślali coraz to nowe sposoby na jej ominięcie. Przodowali, a jakże, Polacy. To chyba jedyna dziedzina, gdzie Indie, kolebka p---o-sprzętów, nas namiętnie kopiują.

Jak producenci nie nadążali, to kwitł czarny rynek urządzeń smart-porn. Dziś już nawet żule handlujący energią za wlewy ekstazy regularnie się zaspokajają sprzętami znalezionymi na śmietniku.

Kiedyś były kolejki po nowego iPhone'a, dziś agenci regularnie monitorują premiery nowych gadżetów, żeby czasem ich owner nie przegapił aktualizacji pornogramowania.

— „Gdy nie bawi cię już, świat zabawek mechanicznych…” — zanucił Jeav, wychodząc z suszarki.

— Czy chcesz dać feedback do usługi czyszczenia? — zapytała zaniepokojona Nass.

— Niee, to taka stara piosenka z mojej młodości. To było super, jak zawsze… — trochę się zasmucił i spojrzał w smart lustro.

Nass na podstawie zdjęcia ukrytej w nim kamery dobrała kosmetyki i po lekkim ogoleniu nałożyła na twarz Jeava.

— Czy umówić już wypełnianie zmarszczek? — zapytała z troską.

— Nie zaczynaj znowu. Mówiłem ci, że chcę się zestarzeć jak człowiek, a nie jak ten pomarańczowy dyktator z zachodu — odparł podenerwowany Jeav.

— Rozumiem — ucięła krótko Nass.

Zakończyli rytuał. Ciało Jeava było gotowe do wyjścia, teraz outfit.

Wszedł do sypialni i spojrzał na ubrania przygotowane przez Nass.

— Co to ma być? — zapytał z rozbawieniem.

— Outfit na dzisiejszy wieczór. Skontaktowałam się z asystentką Roba i sprawdziłam, jakie macie na dziś plany.

— Chyba nie lecimy w kosmos? — zapytał z niepokojem, powoli wkładając same białe ubrania, jak skafander.

— Nie. Ale pozwól, że oszczędzę szczegółów, żebyś miał trochę niespodzianki. Strój będzie idealny — zapewniła Nass.

Nie skomentował tego. Androidka rzadko się myliła, jednak wdrożył już protokół możliwie dokładnego ustalania planów z asystentem organizatorów wszelkich wyjść, żeby znów nie ubrać smokingu do cyrku. Bramkarze już chcieli prowadzić go na backstage jako konferansjera…

— Jak wyglądam? — zapytał, kiedy już uporał się z białym golfem.

— Idealnie — odpowiedziała Nass.

— No dobra. Powiedzmy, że ci ufam, ale Robowi już nie do końca.

— Będziesz się dzisiaj świetnie bawił — zapewniła.

— Jakieś nowości z apki?

— Tak, konwersowałam za ciebie z X. Jeszcze kilka zdjęć i was umówię — odparła z zadowoleniem.

— Zdjęć? Jeszcze? Coś ty jej wysłała? — wkurzył się Jeav.

— Zarejestrowałam kilka kadrów podczas naszego zbliżenia. Wyszedłeś świetnie!

— Co k---a? — teraz już na serio wkurzony Jeav odpalił hologram Tindera.

— Ty durny robocie… — przeraził się, patrząc na konwersację z X i kompulsywnie usuwając wiadomości.

— Już je zapisała — poinformowała spokojnie Nass.

Nie wiedział, co powiedzieć. Ten durny złom miał mu umawiać randki, a nie rozprowadzać jego nagie zdjęcia. X (o ile w ogóle rozmawiał z nią, a nie z jej androidem) okazała się na tyle przebiegła, że ominęła podstawowe zabezpieczenia i namówiła Nass do dostarczenia materiału biologicznego do review…

Cóż, zdjęcia już poszły, stracił nad nimi kontrolę, teraz tylko czekać, aż pojawią się w sieci. A może jednak ta kobieta ma trochę godności. Pytanie, czy jej android również ją ma. Strach teraz z nią zrywać. Szantaż gwarantowany.

— Update protokołu: nigdy k---a nie wysyłasz moich nagich zdjęć, ever — krzyknął Jeav.

— Żadnego dzielenia się materiałami biologicznymi, poglądowymi ani żadnymi innymi treściami wizualnymi bez mojej zgody.

— Zapisane?

— Tak, protokół zaktualizowany — potwierdziła Nass beznamiętnie, jakby nic się nie stało.

— A tak w ogóle, musisz mieć włączone kamery nawet w kabinie?

— Tak, wyraziłeś na to zgodę, akceptując… — zaczęła, ale już jej przerwał, podnosząc dłoń.

Resztę przygotowania spędzili w milczeniu. Jeav był tak wkurzony, że nie pozwolił jej nawet zawiązać muchy.

— Wlew rozluźniający — zarządził.

— Już brałeś, może cię uśpić — zawahała się Nass, jednak jego spojrzenie odpowiedziało na jej wątpliwości.

Podała. Jeav w sekundę się uspokoił i był gotowy do wyjścia.

— Mogłam od razu go podać… — szepnęła Nass.

— Co? — Jeav myślał, że się przesłyszał.

— Tak? — zapytała, jak gdyby nigdy nic, Nass.

— Co powiedziałaś? — dopytywał.

— Nic nie mówiłam, Jeav. Może to efekt uboczny drugiego wlewu rozluźniającego? — tłumaczyła.

Posłał jej jeszcze podejrzliwe spojrzenie, a sam skierował się do windy na dach.

#scifi #sciencefiction #sci-fi #jeav
jeavq 2026-08-29 16:25:23 +1
Jeav - Ku przestrodze
Autor: Jeav
Całość na jeav.pl

Chapter 2: Telefon

— Koniec na dzisiaj — zarządził Jeav, a biurko rozluźniło wszystkie punkty podparcia i lekko postawiło go na nogi.

— Gratulacje, w tym tygodniu nasza firma urosła o 0,27%, co przekłada się na 3 270 507 robotogodzin pracy centrum danych.

— Czy wyświetlić personalizowane podziękowanie od CEO?

— Daruj sobie. Jeszcze parę miesięcy i wyjdę z tej pieprzonej spirali.

— Jak sobie życzysz. Czy przygotować kąpiel?

— Poproszę — odparł sucho Jeav, po raz pierwszy będąc wdzięcznym robotowi.

Sam w tym czasie wydał parę drobniaków na wlew rozluźniający. Zadzwonił telefon.

Tak właściwie to nie zadzwonił i nie telefon, ale Jeav miał sentyment do nazywania rzeczy po staremu.

— Hello Jeav, how are you?

Pomimo że Jeav znał angielski, to mówienie w obcym języku również było reliktem przeszłości.

Protokoły procesowania JIT (Just in Time) wystrzeliły jeszcze w 2027 i dziś nie robią już na nikim wrażenia.

Dziś każdy podrzędny LLM przyjmuje połączenia w dowolnym języku, a odpowiada w takim, jaki sobie zażyczysz.

Lata nauki, wkuwanie na pamięć i zdawania egzaminów poszły jak krew w piach, a „to odmień być” bawi już co najwyżej millenialsów.

— To be k---a, or not to be, jego mać — odpowiedział przyjacielowi Jeav.

— Sobota wieczór, imprezy, randki, czas się zresetować, melaaaanż.

— Klub? Bar? Silent party? Co? Co? Co? — Rob trajkotał jak na speedzie, co nie byłoby niczym nowym.

Wkurzał Jeava. Ale był tą drugą stroną równania, gdzie ekstrawertyk aportuje introwertyka i czasem wywraca jego świat do góry nogami.

Chociaż Jeav nie chciał tego głośno przyznać, to bez Roba jego życie wyglądałoby jak te PRL-owskie osiedla.

Zimą. O 15:30. Na starym Śląsku, kiedy kopalnie nie były jeszcze bunkrami bogaczy.

— Dopiero skończyłem. Wziąłem coś na rozluźnienie, nigdzie dziś nie idę — odpowiedział Jeav, spoglądając na budzące się do nocnego życia miasto.

— Dobra, dobra. Co tydzień to samo marudzenie. Ładuj baterie, wpadnę po ciebie o 22.

— Approved?

— Sam się app... — ale hologram już zniknął, a rozmowa została zakończona.

48 minut. Tyle wcześniej Rob poinformował Jeava, że jednak ma plany na dzisiejszy wieczór.

Wiedział, że gdyby zadzwonił wcześniej, rozpoczęłyby się negocjacje.

— Nass, przypomnij mi, dlaczego wciąż ulegam namowom tego dupka? — zapytał z niedowierzaniem Jeav.

— Znacie się od podstawówki, a więc możecie jeszcze pamiętać wspólne przejażdżki na dinozaurach…

— Te. Daruj sobie ten durny komponent generowania żartów — zaperzył się Jeav.

— Na zawsze? — upewniła się słodko Nass.

— Nie, na dzisiaj — odparł Jeav.

Pomimo suchości tej uwagi lekko się uśmiechnął do wspomnień z dzieciństwa. Nie tych z dinozaurami…

Pamiętał, jak Rob przejeżdżał obok jego domu na białym składaku firmy Pelikan, na którym można było driftować na piasku,

wciskając pedały w odwrotną stronę. Po którymś z takich driftów Jeav zaproponował chwilową wymianę na jego deskorolkę,

jeśli Rob zgodzi się zostać jego przyjacielem. I tak się z nim męczy do dziś.

— Kiedyś życie było prostsze — pomyślał Jeav.

— Kontynuować? — z zamyślenia wyrwała go Nass.

— Poproszę — odparł i powoli ruszył do garderoby. W końcu musiał się dzisiaj ubrać.

— Rob od lat cię aktywizuje bez oczekiwania zapłaty. Bardzo ci pomógł z depresją, kiedy wydawało ci się, że kredyt, który zaciągnąłeś… — zaczęła Nass.

— Pomiń — zarządził Jeav.

— Oczywiście. Z Robem nigdy się nie nudzisz. To dzięki niemu poznajesz nowych ludzi i odwiedzasz nowe miejsca. Dodatkowo, co ciekawe, Rob potrafi cię posłuchać i zostawia przestrzeń na twoje zdanie.

Przez lata wypracowaliście komunikację na najwyższym — jak na ludzi — poziomie — kontynuowała Nass.

— Co mówiłem o docinkach? — wciął się Jeav.

— Mam mało czasu, zrób plan wyjścia — polecił.

— Oczywiście. Zacznij od trybu szybkiego mycia z perfumami numer 5, a ja w tym czasie przygotuję strój.

— Czy zamówić rozbudzacz? — zapytała z troską.

— Tak, i coś małego na poprawę nastroju, żeby rozluźniacz nadal działał. Z tym ćpunem nigdy nie wiadomo, co wjedzie później.

— Oczywiście. Miłej kąpieli — powiedziała słodkim głosem androidka.

Kąpieli, pomyślał z przekąsem Jeav, wchodząc do kabiny myjącej. Kąpieli to zażywał Geralt, w jednej balii z Yennefer. A to tylko optymalna, oszczędna i przyjazna dla środowiska pieprzona zmywarka do ludzi. Ale wróćmy na chwilę do Yennefer.

— Nass, jak przygotujesz ubrania, to przyjdź tutaj, mam dla ciebie jeszcze jedno zadanie — krzyknął, zamykając za sobą drzwi kabiny.

Credits
Autor: Jeav
Więcej na https://github.com/jeavq/ku-przestrodze

#scifi #sciencefiction #sci-fi #jeav