#vesper najlepsze najnowsze

Dragnipurake 2026-06-24 18:17:43 +5
Kurczę, się ten Vesper popsuł. Okładki to AI slop, ilustracje to AI slop, podobno tłumaczenie jakieś z nowych Eonów skopane (chyba Conan nowy, jeśli dobrze pamiętam pewien komentarz).
W Wymiarach i innych książkach tak samo jest? Bo kiedyś to wydawnictwo było top.

#ksiazki #czytajzwykopem #vesper
Cerber108 2026-06-25 00:05:35 +0
@Dragnipurake: okładki są z reguły ładne i tutaj przeważnie nie zwracam uwagi na aspekty AI, jednakże ilustracje w takim Solomonie Kanie (tylko jego dotąd przeczytałem) jechały ejajozą i ogólną amatorszczyzną na kilometr. Co do tłumaczenia się nie wypowiem, bo nowszych książek jeszcze nie czytałem, ale widziałem już kilka komentarzy dot. właśnie nowego Conana albo jakiejś pozycji z Wymiarów, nie pamiętam już której.
marcin-abcdefgh 2026-09-07 04:11:14 +0
@Cerber108: Ich okładki są notorycznie slopowato-kiczowate, nie ładne. Szkoda że jak piszesz ilustracje także, bo właśnie na Salomona się szykowałem.
solejukowski 2026-06-10 14:07:52 +4
Seria Lonesome Dove, czyli Na południe od Brazos i pozostałe części, jest wydana pięknie, więc super, że Vesper robi z tego serię (anty)westernów

#ksiazki #western #vesper
solejukowski 2026-06-10 14:08:53 +3
first 2026-07-29 12:53:25 +2
@solejukowski: @solejukowski @moll @drCox: a czytał może ktoś tę serię tą?
https://www.goodreads.com/series/57708-winning-of-america
Melchior Gibson motzno polecał w jakimś wywiadzie i mnie letko zaintrygowało.
pokaż komentarze (4)
kinson 2026-06-03 17:51:17 +7
Złamałem swoje postanowienie, żeby nie kupować książek z okładkami SI. Na swoje usprawiedliwienie mam to, że żadna nowa powieść z Conanem nie wyszła od 26 lat czyli od 72 tomu cyklu Ambera "Conan i widmo przeszłości" z 2000 roku
#ksiazki #fantasy #conan #vesper
kinson 2026-06-03 17:52:01 +3
@kinson:
Ilustracje to jakieś nieporozumienie. Tutaj srający Conan-Vegeta
Altar 2026-06-03 18:18:05 +2
@kinson: Skoro tak twierdzisz. Widocznie masz lepsze oko, bo ja nie widzę nic charakterystycznego dla AI.
pokaż komentarze (7)
Cerber108 2026-03-29 09:11:01 +13
Wczoraj przyszła "Planeta śmierci" i dzięki temu, że "Cień olbrzyma" został opóźniony udało się ułożyć taki schludny prostokąt, wychodzą idealnie 33 Wymiary i 11 Eonów.
Na uznanie zasługuje fakt, że Vesper to wszystko wydał w niecałe 3 lata, a gdyby pominąć pierwsze 3 książki, to równo 2 lata. "Conan 1" wyszedł dokładnie tego samego dnia co "Planeta śmierci", tyle że 2 lata wcześniej.

#ksiazki #czytajzwykopem #vesper #wymiaryvesper #eony #chwalesie #ksiazkicerbera
Cerber108 2026-03-29 10:24:19 +3
@solejukowski: kurczę, trudne się wylosowało. Każda z tych serii powstała w trochę innym celu, weź też pod uwagę, że w przypadku Wymiarów i Eonów przeczytałem ledwie ułamek całości.

- Uczta wyobraźni to największa niewiadoma, bo może się w niej znaleźć dosłownie wszystko, od aczytalnego pretensjonalnego pitolenia, poprzez zanudzanie, którego nie powstydziłaby się LeGuin, po faktycznie wciągające historie z atmosferą pierwszej klasy. Na ten moment nie trafiło się jeszcze nic, czemu dałbym więcej niż 8/10, choć oczywiście mam nadzieję, że coś takiego tam znajdę.

- Artefakty zbierają bardzo dużo pozycji klasycznych uważanych za świetne lub nawet wybitne (które w większości wciąż są przede mną, bo najlepsze lubię sobie odkładać w czasie), choć zdarzają się też kasztany.

- nienazwana seria grozy MAGa z grozą czy horrorem niewiele ma wspólnego, lecz tak jak znanych pozycji spośród wszystkich serii wydawniczych jest tu najmniej (bodaj tylko Księgi krwi zasługują na to miano - jeszcze nie czytałem), tak właśnie książki z tej serii wypadają po prostu najlepiej.

- Wehikuł czasu gromadzi, jak to się ludzie śmieją, klasykę około scifi, której MAG nie chciał wydać. Dosyć często trafiają się ramotki, choć jeszcze częściej ma się do czynienia z ciekawymi pomysłami/motywami/rozwiązaniami, którym po prostu niekiedy brakuje literackiego kunsztu. Ludzie, którzy w tę serię wchodzą raczej powinni wiedzieć, w co się pakują. Ja ją czytam, by prześledzić ewolucję gatunku.

- Wymiary mają w sobie trochę starszego i trochę nowszego. Myślę, że tutaj jak coś będzie dobre, to będzie faktycznie dobre, a jeżeli złe, to aż człowiek będzie zgrzytał zębami.

- Eony to sytuacja analogiczna jak z Wehikułem czasu, tylko tutaj zamieniamy scifi na fantasy. Zapewne będzie tu sporo naleciałości, bo utwory wydane w tej serii mają jednak trochę lat na karku.

Patrząc na średnią ocen (w nawiasie podam ilość przeczytanych książek na wszystkie w ramach konkretnej serii, tak dla poglądu): groza MAGa 7,63 (8/19) > Artefakty 6,83 (12/42) > Wehikuł czasu 6,27 (15/56) > Uczta wyobraźni 6 (16/79) > Eony 6 (1/11) > Wymiary 5,67 (3/33).

Groza MAGa zwycięża zarówno pod względem suchych liczb, jak i zwyczajnych odczuć. W Artefaktach trafiły się wybitne książki, ale równoważą je rzeczy kiepskie. Krótko mówiąc: te dwie serie mają w sobie najlepsze książki.

Weź mi zadaj to samo pytanie za jakieś 3 lata, chętnie ponownie zrobię sobie taką analizę.
wysuszony_szkielet_kostny_czlowieka 2026-03-29 11:43:47 +2
Ciekawe jak ty to zmieściłeś w kadrze

@kinson: zapewne ujęcie z drona ( ͡° ͜ʖ ͡°)
pokaż komentarze (8)
gimemoa 2026-02-25 21:22:19 +1
Wróciłem po latach do Cyklu o Vespedze Magdaleny Kozak. A powodem tego było to, że w końcu po latach wydała w zeszłym roku finałowy tom. I jakie to było ponownie dobre. W wielkim skrócie - siły specjalne, wampiry, walki za kulisami, działania jednostek specjalnych. To nie są też typowe wampiry jak w innych powieściach. Książki są. Spisane lekkim stylem, swojskie, jednocześnie widać że autorka rzeczywiście w wojsku była. Bardzo mocno polecam.

#ksiazki #magdalenakozak #vesper
Cerber108 2025-12-29 08:47:54 +18
967 + 1 = 968

Tytuł: Solomon Kane
Autor: Robert E. Howard
Gatunek: fantasy, science fiction
Ocena: ★★★★★★☆☆☆☆
ISBN: 9788384080115
Tłumacz: Tomasz Nowak
Wydawnictwo: Vesper
Liczba stron: 440
Forma książki: książka

Wreszcie przyszło mi napocząć kolejną serię wydawniczą - tym razem vesperowe Eony. Na start postanowiłem wykluczyć wielotomówki, co solidnie zawęziło pulę, a wybór ostatecznie padł na książkę, z której okładki klimat wylewa się już nawet nie hektolitrami, a po prostu cysternami.
Tom ten zawiera zestawienie kilkustronicowych opowiadanek, dłuższych (zapewne pierwotnie publikowanych w odcinkach) opowiadań oraz fragmentów dłuższych utworów. Traktują one o tytułowym Solomonie, pogromcy wszelkiego plugastwa - czy to w ludzkiej powłoce, czy też nadnaturalnej. W tułaczce bez przewodniego celu towarzyszy mu nieodzowny rapier, pistolety skałkowe, niekiedy muszkiet, do tego prosty kapelusz bez piór, ciemny płaszcz oraz pozbawiony granic upór. Mściciel ten wędruje po świecie nikomu nie wadząc - nawet zwierzętom - chyba że natrafi na nękanych w jakikolwiek sposób prostych ludzi, to wtedy biada prowodyrom, gdyż nic Kane'a nie powstrzyma przed wymierzeniem należytej kary - nawet ocean.
W pewnej mierze podoba mi się styl autora, który miejscami przypomina Lovecrafta (panowie tworzyli równolegle, a o inspiracji klimatem wychowanka Providence można mówić dopiero w przypadku późniejszych utworów), najzwyczajniej w świecie pasujący do konwencji - lekko grafomański, patetyczny, z nutą teatralnego dialogu. Jednakże w oczy kolą ciągłe powtórzenia - niestety na wielu płaszczyznach. Gdyby objawiały się one tylko w opisach i porównaniach, to jeszcze dałoby się to przeżyć, choć wciąż nie jest to zbyt fortunne, bo ile razy, w koło Macieju, można przyrównywać rzeczy wszelakie do wilka czy węża - pod tym względem repertuar autora jest dosyć ograniczony. Niestety bardziej zgrzytał mi recykling przebiegu historii: nawet jeżeli odbywały się one w różnych miejscach, mniej lub bardziej egzotycznych, stronę zła reprezentowała istota ludzka ze swoimi motywacjami lub nienaturalna ze swoimi wykoślawieniami, a dany utwór posiadał pewien twist, to rdzeń przebiegał niemal zawsze bardzo podobnie. Może i zanadto się czepiam i wymagam od pulpy nie wiadomo czego. Poza tym nie można zapomnieć, że teksty te (nie jestem pewny, czy wszystkie) były pisane w odcinkach, a przyswajane w taki sposób co jakiś czas z pewnością nie drażniły powtarzalnością, natomiast dla czytelnika w 2025 roku, obcującego ze zbiorem i czytającego go ciurkiem jednak rzuca się to w oczy.
Czego by jednak nie mówić, to należy jednak docenić kreację Solomona, pełną sprzeczności: na swój sposób pobożny i stroniący od bluzgów, a jednocześnie bezlitosny w pozbawianiu życia złoczyńców. Ubrany w ciemny, często poszarpany strój; o bladym, wręcz trupim licu, a jednak przychodzący potrzebującym w sukurs bez chwili wahania, nie oczekując nic w zamian. Nawet pomimo, mogłoby się zdawać, nadludzkich umiejętności, nie zawsze wszystko idzie po jego myśli, choćby wytężył siły ciała i ducha do granic pojmowania. I takie podejście do kreowania perypetii przekozaków odbieram pozytywnie.
Generalnie, czego by nie mówić, to jest to dosyć zjadliwy zbiór przygód mrocznego purytanina. Fale losu wysyłają go w ciekawe miejsca i stawiają przeciwko odmiennym oponentom, choć reszcie elementów odpowiedniej różnorodności brakuje. Myślę, że miłośnicy Lovecrafta i mrocznego klimatu odnajdą się tu lepiej niż inni.

#bookmeter #ksiazki #czytajzwykopem #ksiazkicerbera #robertehoward #eony #vesper #fantasybookmeter #sciencefictionbookmeter
kinson 2025-12-29 11:49:43 +2
wybór ostatecznie padł na książkę, z której okładki klimat wylewa się już nawet nie hektolitrami, a po prostu cysternami.

@Cerber108:
Ja przez te ejajowe okładki to eonów nie tykam. A ta z człowiekien co ma kapelusz zamiast głowy to już dla mnie sroga profanacja. Na szczeście mam już lepsze wydania ( ͡° ͜ʖ ͡°)
Cerber108 2025-12-29 12:13:49 +0
@kinson: kurde, właśnie, zupełnie zapomniałem we wpisie wspomnieć o grafikach, które wyglądają na stworzone przy sporej pomocy ejaj. Jeżeli chodzi o okładkę, to wolę obecną.
pokaż komentarze (3)
Cerber108 2025-12-09 07:44:59 +19
898 + 1 = 899

Tytuł: Pyłek w Oku Boga
Autor: Larry Niven, Jerry Eugene Pournelle
Gatunek: fantasy, science fiction
Ocena: ★★★★★★★☆☆☆
ISBN: 9788377314920
Tłumacz: Tomasz Chyrzyński
Wydawnictwo: Vesper
Liczba stron: 864
Forma książki: książka

Zacznę tam, gdzie zwykle powinno się to robić, czyli od samego początku. W tym przypadku była to lista postaci rodem z jakiegoś dramatu oraz uproszczona chronologia świata sprzed wydarzeń przedstawionych w książce; wspomniane w niej światło z Mote - a zwłaszcza fakt jego nagłego zgaśnięcia po latach emisji - natychmiast budzi w człowieku ten najlepszy typ ciekawości. Byłem wciągnięty, a historia nawet się jeszcze na dobrą sprawę nie rozpoczęła.
Centralną postać stanowi Roderick Blaine, czyli drugi najważniejszy człowiek na okręcie MacArthur - jednak nie na długo. Po wykryciu zbliżającego się do układu obcego obiektu krążownik zostaje oddany pod jego dowództwo z rozkazem przechwycenia lub - w przypadku wykazania jednoznacznie wrogich intencji - zniszczenia przybysza. Po brawurowej, ryzykownej i niestandardowej operacji udaje się zrealizować opcję pierwszą. Osoby decyzyjne, zaniepokojone odmiennością obcego oraz technologią dostępną jego gatunkowi, nie mają innego wyboru jak wysłać wyprawę w celu nawiązania pierwszego kontaktu z innymi rozumnymi istotami. Blaine pozostaje kapitanem MacArthura, jednakże całej ekspedycji przewodzi Kutuzow na pokładzie, a jakże, Lenina. W tle powyższych wydarzeń przewijają się aspekty raczej przyziemne, lecz nie mniej istotne jak choćby stare (nie)dobre politykowanie, podejście "nie chcem, ale muszem", rebelie, obozy jenieckie, eksperymenty mające na celu uzyskanie superżołnierzy (wspomniane absurdalnie szczątkowo) itd. W tym momencie nie są one jakoś bardzo porywające - później zresztą też - ale kładą konieczne fundamenty dla dalszych fragmentów książki. No i tutaj kończy się wstęp do świata przedstawionego i zaczyna to, po co zainteresowani tutaj przyszli.
W całym "akcie" poświęconym kontaktowi niezmiernie przeszkadzają mi dwie rzeczy: 1. nadmierne zaufanie nie tyle bezpośrednio do obcych, co w samą ideę bezproblemowego porozumienia i współpracy, frywolne podejście do procedur i brak dyscypliny, a także, w odniesieniu do wszystkich ww. aspektów, sinusoidalne wręcz podejście do nich. Raz bierzemy bez żadnej kwarantanny obcego na pokład z istotami, które uważamy za jego zewnętrzne pasożyty, a innym razem otwieramy pół okrętu na próżnię, by pozbyć się szkodników. Raz pozwalamy nieoficjalnie więzionemu muzułmańskiemu kupcowi swobodnie harcować i wikłać się w działania, które miały szanse obrócić wszystkie działania ekspedycji w drobny mak, a innym razem każemy wszystkim zdolnym wojownikom zamykać się w pancerzach i strzec każdych drzwi. Wszystkie te niekonsekwencje okropnie rażą w oczy. Albo jesteśmy służbistami i działamy według ściśle określonych surowych procedur, albo nie, a nie uprawiamy jakieś widzimisię. 2. kontakt z obcymi, a raczej ich niemal bezproblemowe zrozumienie naszej mowy, zarówno werbalnej jak i ciała, przebiega absurdalnie szybko i do samego zakończenia historii niezmiennie wybija z immersji. Wg mnie kontakt z obcymi powinien z definicji być okupiony grosem pomyłek i obarczony ciągłą niepewnością; nie trzeba przecież wszystkiego opisywać, tylko można zafundować czytelnikowi time-skip i streścić co ważniejsze przełomy.
Czego by jednak nie mówić, fakt, że obcy nas rozumieją, nawet bardzo dobrze (przynajmniej w sposób powierzchowny), a my ich nie, wprowadza właśnie wspomnianą dozę niepewności, choć trochę innego rodzaju niż miałem na myśli te kilka linijek wyżej. Wartym wspomnienia jest również to, że mimo wszystkich różnic dzielących motów i ludzi, oba te gatunki łączy znacznie więcej, niż można by dostrzec na pierwszy rzut oka.
Całkiem sporo stron poświęca się dosyć mdłemu dyskutowaniu o "korzystnej dla obu stron wymianie technologii w taki sposób, by wprowadzone nowe techniki nie stanowiły dla populacji szoku i na dłuższą metę nie prowadziły do powstawania nierówności lub upadków pewnych sektorów". Do tego właśnie były potrzebne fundamenty wspomniane pod koniec drugiego akapitu. Z jednej strony były to ustępy o ciekawym potencjale, istotne z punktu widzenia rządu i jego kontroli, jak i populacji i jej dobrobytu, ale przedstawione w sposób raczej suchy i nudny.
Generalnie brak tej książce swoistego pazura i jaj; utrzymana jest ona w konwencji, powiedziałbym, dżentelmeńskiej - wszyscy mówią do siebie per "Pan", jedyna (co samo w sobie zakrawa o lekką parodię, choć patrząc na rok powstania książki, już mniej) kobieta na pokładzie traktowana jest jak dama (choć zakładam, że to głównie ze względu na koneksje), ale i tak wszyscy mają utajoną chcicę. Sam wątek romantyczny, dzięki bogu, w ogóle nie leci w opisy, ale i tak jest zupełnie niepotrzebny, nie wynika znikąd i do niczego nie prowadzi. Cały ten manieryzm ani mnie grzeje, ani ziębi - jest po prostu cechą.
Książka ta na wyższą ocenę nie zasługuje, już prędzej na niższą: za dużo tu niekonsekwencji, infantylności i głupotek. Jednakże niektóre elementy wyszły całkiem nieźle i w ogólnym rozrachunku nie uważam czasu spędzonego z nią za stracony.

#bookmeter #ksiazki #czytajzwykopem #ksiazkicerbera #larryniven #jerrypournelle #wymiaryvesper #vesper #fantasybookmeter #sciencefictionbookmeter
Cerber108 2025-10-11 07:53:39 +15
733 + 1 = 734

Tytuł: Omen
Autor: David Seltzer
Gatunek: horror
Ocena: ★★★★★☆☆☆☆☆
ISBN: 9788377313152
Tłumacz: Lesław Haliński
Wydawnictwo: Vesper
Liczba stron: 248
Forma książki: książka

Bodaj pierwszy raz spotykam się z książką, gdzie bohater jeszcze przed rozpoczęciem historii był osobą ze wszech miar wpływową: ambasador USA, przewodniczący Światowej Konferencji Gospodarczej, filantrop, który wojenny biznes ojca przekształcił w imperium niosące pomoc potrzebującym, wreszcie człowiek uważany przez wielu za dobrego kandydata na prezydenta. Nie jest to kaprys autora, a zabieg uzasadniony przynajmniej pod jednym względem, ale o tym później.
Fabuła? Raczej standardowa jak na starszy horror. Para stara się o dziecko, długo nie wychodzi, a gdy wreszcie się udaje, do akcji wkracza przedwieczna sekta, o czym oczywiście rodzice nie wiedzą. Ojciec zgadza się na "adopcję" innego dziecka tak, by nic nie pozostało w papierach - nie informuje przy tym żony. Czas sobie leci, wszystko jest IDEALNIE IDEALNE (aż do porzygu, ile razy można to podkreślać?), do momentu pierwszego incydentu. Jednakże wszystko daje się stosunkowo racjonalnie wyjaśnić, sprawa wygląda podobnie z kolejnymi niepokojącymi przypadkami, choć ziarno niepewności zostaje zasiane. Później do akcji wkraczają duszpasterz dręczony wyrzutami sumienia oraz wyjątkowo namolny i śliski dziennikarz, któremu jednak nie można odmówić daru przekonywania - dzięki niemu też późniejsze wydarzenia nabierają na szczęście rozpędu i kolorów (raczej brudnych, ale wciąż).
Niestety jednak, tak jak miało to już miejsce z wieloma horrorami z kilkoma krzyżykami na karku, tak i tutaj zamysł jest dosyć ciekawy, ale praktycznie wszystko inne nie domaga: dialogi może i nie są stricte drewniane, ale za to ascetyczne i lakoniczne - niewiele w nich emocji, chyba że zupełnego zmęczenia i rezygnacji; zachowania dziwaczne i momentami sztuczne, pobudki absurdalne. Pierwsza połowa książki to przeważnie chodzenie rodziców na niezrozumiałe kompromisy i ustępstwa (choć to może perspektywa czytelnika z wiedzą niedostępną bohaterom), dopiero później akcja, motywy i tajemnice wchodzą na wyższy bieg. Wszystko to zaczyna się w momencie, gdy ojciec postanawia wziąć sprawy w swoje ręce.
Czego by nie mówić, to całkiem nieźle zostały zrealizowane makabryczne i zalatujące fatum sceny kończące przygody niektórych osób na tym świecie. Książka przedstawiała też ciekawe oraz zajmujące problemy i dylematy natury moralnej, wywierające całkiem mocne wrażenie, niestety tylko po to, by za chwilę zaprzepaścić je dziwnymi zabiegami. Wspomniana na początku pozycja bohatera ma swoje uzasadnienie: po pierwsze wiąże się ono z biblijną przepowiednią, a po drugie, wg mnie, jeszcze bardziej uwypukla bezsilność działań wobec diabelskich sił, bez względu na posiadane wpływy i bogactwa.
Mimo licznych wad, lektura ta jest dosyć znośnym przedstawicielem motywu "przybycia diabła". Czyta się ją dosyć sprawnie, a druga połowa historii trzyma w napięciu. Jeżeli akurat nic nie macie pod ręką, to na 2-3 wieczory znajdziecie zajęcie.

#bookmeter #ksiazki #czytajzwykopem #ksiazkicerbera #seltzer #vesper #horrorbookmeter
Gozd 2025-10-11 11:27:41 +0
@Cerber108: to na podstawie tego filmu?
Cerber108 2025-10-11 11:54:02 +0
@Gozd: tak, dosłownie (z pewnymi marginalnymi różnicami). Napisał to autor scenariusza.
pokaż komentarze (4)
Cerber108 2025-09-15 07:11:20 +16
656 + 1 = 657

Tytuł: Nemezis i inne utwory poetyckie
Autor: H.P. Lovecraft
Gatunek: poezja
Ocena: ★★★★★★★☆☆☆
ISBN: 9788377313138
Tłumacz: Mateusz Kopacz
Wydawnictwo: Vesper
Liczba stron: 492
Forma książki: książka

Tym razem przyszła kolej na tomik poezji. Gdy te kilka lat temu odkryłem Vespera, to po prostu kupiłem jak leci wszystko z napisem "Lovecraft" na okładce i takim właśnie sposobem na półce pojawiły się, poza dwoma wcześniej opisywanymi zestawieniami, mniejsze tomiki, pokrywające się z nimi w ogromnej mierze oraz ww. zbiór wierszy właśnie, za którymi to z reguły niezbyt przepadam. Była to jednak ciekawa odmiana, znacznie przyjemniejsza w odbiorze niż się spodziewałem; do tego obok tłumaczeń znalazły się tu także oryginały wszystkich zamieszczonych utworów, tak więc człowiek mógł posiłować się z angielskim w starym stylu.
Od razu zaznaczę, że jestem prostym człowiekiem i dla mnie wiersz musi się rymować, a ich odmiana biała nie zasługuje nawet na moje pogardliwe spojrzenie. Do tego zwracam szczególną uwagę na rymy, rytm i szeroko rozumianą płynność odbioru (oczywiście bez nazywania rzeczy po imieniu, bo, jak już mówiłem, jestem istotą nieskomplikowaną), natomiast niewielką wagę przykładam do faktycznego przekazu lub drugiego dna, bo do interpretowania lub odkrywania ich skutecznie zniechęciła mnie szkoła.
Tym razem nie będę pisał o wszystkich utworach, bo nawet poświęcenie ledwie jednego zdania każdemu z nich dałoby w rezultacie ścianę bardzo powtarzalnego i zupełnie nieciekawego tekstu. Zamiast tego wspomnę o rzeczach, które wywarły na mnie jakieś wrażenie - czy to dobre, czy też nie - lub po prostu czymś się wyróżniły.

"Grzyby z Yuggoth" - z kronikarskiego obowiązku wspomnę o pierwszym w kolejności w tym zbiorze cyklu 36 sonetów traktujących o rzeczach przeróżnych, przy czym w części z nich można znaleźć fragmenty, które w późniejszych latach staną się mniej lub bardziej istotnymi elementami opowiadań i powieści.

"Aletheia Phrikodes" - wiersz biały, tak więc po prostu przez niego przeleciałem.

"Prastary szlak" - wreszcie aabb, do tego urokliwa, nostalgiczna, acz i posępna atmosfera powrotu na znajome tereny.

"Hallowe'en na przedmieściu" - (tytuł napisany poprawnie) na pierwszy rzut oka bez ładu i składu, ale posiada wyjątkową, bardzo melodyjną formę. Po Polsku nie dało się oddać wszystkich walorów oryginału jednocześnie - rytm trochę ucierpiał.

"Miasto" - ponownie zabawa formą, przy czym tutaj ostatniego wersu każdej zwrotki za nic nie umiałem sensownie wyrecytować. Tego typu utworów znalazło jeszcze kilka i nie wiem, jak się on zwie.

"Październik" - marzycielski, nostalgiczny, w oryginale płynniejszy.

"Do śniącego" - został po mistrzowsku przetłumaczony; oryginał człowiek duka, a spolszczenie recytuje niczym wieszcz. Nastrój także wysokiej próby.

"Psychopompos: opowieść rymowana" - wyróżniające się długością, przedstawia prostą historię.

"Poza Zimbabwe" - w oryginale niesamowicie melodyjne.

"Nathicana" - wiersz biały pełny żenujących powtórzeń i pozbawiony sensu.

"Na marność ludzkich dążności" - niesamowicie aktualne i piękne w swej prostocie.

"Na śmierć krytyka poezji" - po pierwsze zgrabne - zarówno w oryginale, jak i w tłumaczeniu - ale także na ciekawy temat: o tytułowym krytyku, człowieku pełnym sprzeczności, cenionym za jedne cechy, za drugie niemal wzgardzanym; o mieszanych uczuciach - podmiotu i innych - związanych z jego odejściem.

"Sir Thomas Tryout" - tak jak nie cierpię kotów, tak owy kawałek na cześć zmarłego przedstawiciela tego gatunku należącego do pewnego dżentelmena był doprawdy uroczy.

"Papier jałowy" - z dopiskiem "poemat o głębokiej nieistotności" jest wierny i jednemu, i drugiemu. Bełkot, w którym nawet nie próbowałem doszukać się sensu. W posłowiu okazuje się, że zawiera mrowie nawiązań. Jest to na szczęście parodia utworu, którego Lovecraft nie cenił, tak więc negatywne odczucia są jak najbardziej na miejscu.

"Wyrafinowanemu młodemu dżentelmenowi" - o problemach starszego pana w znalezieniu wartościowej lektury dla wnuka. Cały wiek później problemy wciąż te same.

Także i ten tomik wzbogacony jest o wartościowe posłowie nadające kontekstu i umiejscawiające poezję pośród całości twórczości Lovecrafta. Jak już wspomniałem na początku, ogólny odbiór większości zawartości tej książki był lepszy niż się pierwotnie spodziewałem: poza wierszami białymi i innymi dziwnymi przypadkami reszta utworów była napisana rymem, prostszym lub bardziej wyszukanym. Nastroje w nich panujące są różne, na takie też mniej więcej kategorie zostały podzielone.
Generalnie umiarkowanie polecam: jak ktoś lubi wiersze, to dlaczego nie spróbować tych spod pióra Lovecrafta? I na odwrót: jak ktoś lubi Lovecrafta, to dlaczego nie spróbować jego mniej typowej twórczości? Równie dobrze można potraktować to jako odskocznię od zwyczajowo pochłanianej prozy, tak jak miało to miejsce po części w moim przypadku (a tylko po części, bo sięgnąłem po to jako kontynuację styczności z tym autorem, a nie stricte przerwę od prozy).

#bookmeter #ksiazki #czytajzwykopem #ksiazkicerbera #lovecraft #vesper #poezja #poezjabookmeter
pod_sloncem_szatana 2025-09-15 08:33:10 +5
@Cerber108: To bardzo miło, że obok tłumaczeń znalazły się też oryginalne wiersze. Tak powinny wyglądać wydania obcej poezji,
Cerber108 2025-09-08 09:21:28 +16
639 + 1 = 640

Tytuł: Przyszła na Sarnath zagłada. Opowieści niesamowite i fantastyczne
Autor: H.P. Lovecraft
Gatunek: horror
Ocena: ★★★★★★☆☆☆☆
ISBN: 9788377312377
Tłumacz: Maciej Płaza
Wydawnictwo: Vesper
Liczba stron: 624
Forma książki: książka

"Zgroza w Dunwich i inne przerażające opowieści" bardzo mi się podobała, postanowiłem więc iść za ciosem. Zbiór ten nie stoi niestety na poziomie ww. Tak jak poprzednio napiszę słów kilka na temat każdej pozycji; jest ich całkiem sporo, ale postanowiłem zawrzeć wszystkie, gdyż nie bazgrałem o nich tyle, co ostatnio.

"Grobowiec" - ot, młody facet o dziwnych zainteresowaniach, wśród nich zamiłowanie do grobowców, odkrył jeden okaz w gęstych chaszczach nieopodal domu i dostał na jego punkcie bzika do tego stopnia, że przez swoje szalone relacje wylądował w wariatkowie.

"Polaris" - zupełnie niezrozumiały dla mnie strumień świadomości, na szczęście króciutki.

"Biały statek" - sny na jawie samotnego latarnika z dziada pradziada.

"Przyszła na Sarnath zagłada" - tutaj zacząłem wyczuwać wpływy Dunsany'ego tj. oniryczne, mityczne opisy i niewiele faktycznych wydarzeń.

"Zeznanie Randolpha Cartera" - cmentarny horrorek z amnezją w tle oraz niespodziewanym zakończeniem, nawet mi się podobało.

"Celephais" - o potędze tworzenia światów w snach, staniu się od tej czynności zależnym aż do tragicznego, transcendentnego końca.

"Rycina w starym domu" - całkiem niezły tekst o napotkaniu chatki wyjętej rodem z XVIII - albo i wcześniejszego - wieku i jej szemranego lokatora. Rosnąca świadomość niepokojących faktów została nieźle zrealizowana, niestety zakończenie jest nagłe i niesatysfakcjonujące.

"Bezimienne miasto" - badanie prastarego, starszego niż Egipt miasta, zaginionego pośród piasków pustyni. Wszyscy od zawsze omijają to miejsce łukiem, ale bohater, jako pierwsza osoba od nieokreślonego czasu, zakłóca jego spokój.

"Wędrówka Iranona" - przygnębiający kawałek o próbach odnalezienia marzeń, by wreszcie zderzyć się ze ścianą prawdy i rzeczywistości.

"Księżycowe moczary" - o zamiarze zbrukania swego rodzaju świętego mokradła (chodzi o jego osuszenie), które takie bluźnierstwo karze w sposób surowy nie tylko prowodyra.

"Inni bogowie" - kilka stron o wyszukanym i nie do końca zamierzonym sposobie sprzeciwienia się istotom ciut ważniejszym od bogów.

"Reanimator Herbert West" - ze względu na drobne powtórzenia na początkach rozdziałów można odnieść wrażenie, jakby opowiadanie ukazywało się odcinkowo w gazecie. A tak, to mamy w mojej opinii do czynienia z najlepszym utworem tego zbioru: przez lata towarzyszymy dwóm kumplom ze studiów, gdzie jeden przejawia niepokojącą chęć wynalezienia serum umożliwiającego ożywianie zwłok, a drugi towarzyszy koledze w tym przedsięwzięciu ze względu na jego magnetyczną osobowość i nieliche umiejętności. Panowie, w zależności od szeroko pojętego szczęścia i okoliczności, przeprowadzają eksperymenty rzadziej lub częściej, niemniej z biegiem czasu dokonują niewielkich postępów w badaniach oraz coraz bardziej śmiałych i okropnych zbrodni. Nastrój jest niepodrabialny, wydarzenia z jednej strony nadprzyrodzone i lekko przesadzone, z drugiej strony nieciężko uwierzyć w odpowiedni ciąg przypadków trafiający na (nie)odpowiednią osobę. Tutaj Lovecraftowi udało się stworzyć dzieło faktycznie odpychające.

"Ogar" - o przykrych rezultatach niezaspokojonego apetytu na plugawe wrażenia.

"Pod piramidami" - dziwne przeżycia Houdiniego w Egipcie. Kontakty z lokalsami przybierają niespodziewaną formę.

"Opuszczony dom" - głównym obiektem zainteresowania jest tytułowa konstrukcja, która w swojej półtorawiecznej historii była miejscem cierpienia i zejścia wielu osób z tego łez padołu. Pewien mieszkaniec Providence od dziecka był owym budynkiem zainteresowany - tak samo jak jego wuj - gdy więc dorósł, połączył siły z krewnym i we dwóch zdecydowali się odkryć źródło przekleństwa i w miarę możliwości je usunąć. Na plus muszę zaliczyć opisanie historii domostwa i mieszkańców, którzy przewijali się przez jego mury oraz zmian w szerszym świecie, które też miały niebagatelny wpływ na rozwój wypadków.

"Zgroza w Red Hook" - tekst przejawia pewne odstępstwo od normy objawiające się w przeniesieniu miejsca akcji z typowego dla Lovecrafta cichego, odludnego miasteczka do zatłoczonej, szemranej i wielokulturowej dzielnicy metropolii. Faktycznej treści i historii jest tu niestety tyle co kot napłakał - reszta to wynurzenia o zakazanych mordach, dziwnych grupach i ich występkach, możliwych niepojętych rytuałach, przemianach fizycznych i psychicznych pewnego dziadka oraz mentalnych problemach detektywa.

"On" - kontynuujemy zagubienie i uczucie osamotnienia w wielkim mieście; bardziej też niż w tekście poprzednim czuć tutaj wyraźną nutę rasizmu. Fabułka niewiele sobą przedstawia, te kilkanaście stron to po prostu za mało.

"Zimno" - całkiem ciekawe opowiadanko, na wstępie wspominające o niecodziennym lęku - przed zimnem - a potem wyjaśniające jego źródło - ostatni etap krótkiej znajomości z pewnym ekscentrycznym doktorem. Ukazano też tutaj, jak łatwo można wpaść w pułapkę długu wdzięczności.

"Model Pickmana" - tutaj znowu mamy nowy zabieg, bo narrator swoich przemyśleń nie kieruje do niesprecyzowanego odbiorcy w przyszłości, a do swojego kolegi w teraźniejszości. Sama struktura i styl są identyczne jak w innych pozycjach, ale występujące wtręty nadają im nowy charakter. Historia też jest niczego sobie: pewien artysta tworzy obrazy o potwornej tematyce tak dobre, tak naturalne, tak rzeczywiste, że nie mogą być one wytworem samej tylko wyobraźni i talentu. Tekst ten zainspirował również niecodzienną postać Pickmana i jego galerię w Falloucie 4.

"Dziwny dom wysoko wśród mgieł" - całkiem ciekawy pomysł na fabułę: obok miasteczka znajduje się gigantyczny klif, a na nim chatka, w której nie wiadomo kto mieszka. Przyjezdny profesor postanawia wspiąć się tam i poznać jej tajemnicę. Niestety znowu kończymy na jakichś dziwnych wynurzeniach bez ładu i składu.

"Ku nieznanemu Kadath śniąca się wędrówka" - jest to autora najobszerniejszy utwór stricte fantastyczny, z którym to wiążą się także inne, czy to przez bohatera, czy to przez inne postacie, czy to przez świat. Karkołomne zadanie, jakie postawił przed sobą protagonista stanowi temat zajmujący, niestety okrężność pisaniny autora zupełnie w tym nie pomaga; niewiele tutaj dynamiki, głównie chodzenie lub oczekiwanie. Pojawiają się krótkie epizody z niespodziewanymi sprzymierzeńcami, z którymi bohater potrafi o dziwo się porozumiewać - mowa mianowicie o kotach oraz ghulach. Ci drudzy odgrywają całkiem istotną rolę w późniejszej części utworu, gdzie akcja na szczęście trochę przyspiesza i się urozmaica. Generalnie jednak tekst ten bardzo mi się dłużył. Wspomnę również, że czasami stosowano nazwę Inganok, czasem Ignanok i sam już nie jestem pewny, która jest tą poprawną, chyba pierwsza.

"Srebrny klucz" - ten krótki tekst diametralnie zmienia postrzeganie poprzedniego utworu i nadaje nowy sens zakończeniu.

"Coś na progu" - ostatni utwór fabularny w tym zbiorze kończy z wysoką notą. Ukazuje walkę między spokojnym, uległym facetem i plugawą duszą zaklętą w ciele kobiety. Uczucie niepewności, braku zaufania oraz zwroty akcji na duży plus.

"Nadprzyrodzona groza w literaturze" - całkiem długa rozprawa na tytułowy temat: geneza, jej przyczyny, przyczyny przyczyn, osobiste podejście, podział na "ery" wraz z wymienieniem bardziej lub mniej istotnych autorów w nich tworzących i ich dzieł oraz sytuacja współczesna autorowi. Pozycja niezmiernie ciekawa i zajmująca, choć raczej dla koneserów.

Dopiero w pewnym momencie zdałem sobie sprawę, że zbiór ten poświęcony jest także utworom o charakterze czysto fantastycznym, bez nuty grozy - świadczy to tylko o moim braku umiejętności czytania ze zrozumieniem; informacja ta znajduje się przecież w tytule - na szczęście nie było ich tak dużo, jak się na początku obawiałem. Niemniej jednak, gdy już przyszło co do czego, pozycje te niezmiennie nużyły mnie podczas lektury - za dużo w nich pustych opisów niepopychających w żadnym stopniu akcji do przodu. W tekstach grozy nawet jeżeli obszerne opisy się pojawiają, to mają one na celu albo wyjaśnienie sytuacji psychicznej/fizycznej bohatera, albo opisanie obecnego miejsca akcji lub wydarzenia, albo przedstawienie potrzebnego kontekstu; poza tym w horrorach Lovecrafta zawsze istnieje jakieś bliżej nieuchwytne zakotwiczenie, które chłonięcie takich opisów usprawiedliwia i ułatwia. W innych utworach tego brak i tym samym pochłanianie ich to zwykła, wyśniona nuda.
Generalnie jednak poziom tego zbioru stoi wyraźnie niżej niż poprzedniego: tamte teksty zapadają w pamięć i tylko kilka się dłuży lub nie wywiera większego wrażenia; tutaj natomiast mamy do czynienia z sytuacją zgoła odwrotną. Najlepszy był "Reanimator", "Opuszczony dom" całkiem niezły, "Rycina" też niczego sobie, kilka było ok, natomiast reszta niedługo wyparuje z mojej pamięci. Trochę szkoda, ale jak widać dobór tekstów do konkretnych tomów nie był kwestią przypadku.

#bookmeter #ksiazki #czytajzwykopem #ksiazkicerbera #lovecraft #cthulhu #vesper #horrorbookmeter
solejukowski 2025-09-02 18:01:56 +0
Postanowiłem jeszcze raz przeczytać Na południe od Brazos zanim wezmę się za kolejne części. Vesper zdąży wypuścić ebooki zanim znowu zapomnę fabułę części pierwszej?

#ksiazki #vesper

Czy w ciągu 2-3 miesięcy będą ebooki?

  • tak (0)
  • nie (5)
  • nie będzie ebooków nigdy (11)
Balcar 2025-09-02 18:08:44 +1
@solejukowski: Jakby mi się chciało czytać jeszcze raz, to teraz bym przeczytał tomy w kolejności chronologii wydarzeń.
Cerber108 2025-09-02 19:12:09 +1
@solejukowski: ludzie tak trąbią o tych ebookach, tak gadają na Vespera (może i słusznie, bo przekładają to w nieskończoność), a koniec końców i tak 90% pobierze pirata.
pokaż komentarze (1)
Cerber108 2025-08-30 09:45:43 nsfw +53
556 + 1 = 557

Tytuł: Zgroza w Dunwich i inne przerażające opowieści
Autor: H.P. Lovecraft
Gatunek: horror
Ocena: ★★★★★★★★★☆
ISBN: 9788377311578
Tłumacz: Maciej Płaza
Wydawnictwo: Vesper
Liczba stron: 792
Forma książki: książka

Z braku laku i pomysłu na wybór kolejnej książki do przerobienia, wybór padł na absolutnego klasyka. Standardowo, o każdym tekście tego zestawienia napiszę co nieco (albo trochę więcej), a ogóle odczucia przedstawię na koniec.

"Dagon" - na temat samego utworu nie mam właściwie nic do powiedzenia, choć mgliście kojarzę pewne sceny, ale skąd? Nie mam pojęcia.

"Ustalenia dotyczące zmarłego Arthura Jermyna i jego rodu" - niby króciutkie, ale zwięźle nakreśla niefortunne dzieje kilku pokoleń pewnego rodu, którego to problemy zaczęły się po wizycie jednego jego przedstawiciela w Kongu. Dosyć szybko odkrywamy szokującą prawdę, która tytułowego bohatera - jak dowiadujemy się na samym początku - skłoniła do samobójstwa, a wszystkich innych do wymazania jej z pamięci i kartotek.

"Wyrzutek" - lekko przewrotne oraz jednocześnie przewidywalne i zaskakujące.

"Muzyka Ericha Zanna" - nic specjalnego, ot, przypadkowe natknięcie się na ekscentryczną i zaszczutą osobę mającą dostęp do okienka wychodzącego na niepojętą grozę.

"Szczury w murach" - w dużym skrócie: skomplikowana sytuacja dziejów pewnego rodu. Sam zainteresowany - ostatni jego przedstawiciel - na początku nie przykładał do tego większej wagi, ale po śmierci syna, z braku laku, postanowił zająć się tymi sprawami.

"Święto" - nic godnego naniesienia na wirtualny papier.

Generalnie powyższe teksty w ogóle nie zapadają w pamięć, później na szczęście sprawy prezentują się znacznie lepiej.

"Zew Cthulhu" - jedno z najsłynniejszych opowiadań, swoją drogą słusznie. Jest krótsze niż się spodziewałem i na tych 30 stronach mieści wszystko, co potrzebne - w odpowiednich proporcjach. To tutaj zaczyna się zamiłowanie autora do stosowania motywu "ktoś, już choćby w najmniejszym stopniu zainteresowany konkretnymi zagadnieniami, odkrywa zapiski swojego przodka lub po prostu innej osoby, która starała się zatrzeć fakt ich istnienia. Zagłębiając się w szczegóły, odkrywa pradawne i niepojęte maluczkim umysłem tajemnice, powoli doprowadzające do złamania jego ducha i umysłu". Pomimo wspomnianej niewielkiej objętości, otrzymujemy kilka solidnie nakreślonych warstw tajemnicy, gdzie z każdym kolejnym krokiem odkrywamy nowe poziomy starego dobrego bluźnierstwa.

"Przypadek Charlesa Dextera Warda" - zastosowano tutaj mniej standardowe rozwiązanie, mianowicie pierwszy rozdział to chronologicznie zakończenie tej historii, natomiast wszystkie kolejne stanowią bogate przedstawienie wydarzeń, które do niego doprowadziły.
Drugi osadzony jest w XVIII-wiecznym Providence i skupia się na działaniach zapomnianego przodka tytułowej postaci, przy czym wszystkie ukazane w nim wydarzenia oparto na informacjach zaczerpniętych z listów, wycinków gazet, spisanych wspominek i innych tego typu relacji, wydartych zapomnieniu dzięki mozolnym poszukiwaniom. Kolejne traktują o długich dociekaniach doktora rodziny bohatera, mających na celu odkrycie źródła postępującego zdziwaczenia tegoż. Zaczyna się oczywiście standardowo - od młodzieńczego zafascynowania - później następuje punkt krytyczny, który pozornie wydaje się niezbyt istotny, ale z perspektywy czasu to on odpowiada za wprowadzenie kostek domina w ruch; dalej przechodzimy do przeprowadzania coraz to bardziej niepokojących eksperymentów (choć z biegiem czasu lepszym określeniem byłyby obrzędy), do występowania budzących grozę zjawisk, wpływania na osoby postronne, aż wreszcie do nadejścia niepojętego. Autor świetnie buduje napięcie, bogato opisuje napotykane zjawiska i następujące zdarzenia oraz, co najważniejsze, stopniowo i z wyczuciem przeprowadza nas przez odkrywające nowe szczegóły szaleństwa śledztwo doktora.
Strony kończące ostatni rozdział stanowią faktyczne zamknięcie historii poprzez rzucenie na wydarzenia z pierwszego rozdziału nowego światła. Na trop tego twistu (choć nie jego formy) można w pewnym momencie wpaść, jednakże jego wykonanie i zamknięcie historii stanowią idealny przykład satysfakcjonującego zrealizowania "chłodnej pewności i profesjonalizmu". Jest to bezapelacyjnie najlepszy tekst tego zbioru i tylko na zdrowie wychodzi mu większa objętość, pozwalająca na bogate przedstawienie wydarzeń i zarysowanie tła.

"Kolor z innego wszechświata" - przytłaczający i obrazowy opis stopniowego, dosłownego rozpadu pewnej farmy w okolicach Arkham oraz jej mieszkańców. Pokazuje przy tym, jak wpierw przywiązanie lub przyzwyczajenie, potem upór, aż wreszcie bezsilność i otępienie potrafią w pewnych sytuacjach doprowadzić do rzeczy okropnych.

"Zgroza w Dunwich" - ten tekst jakoś nie zwalił mnie z nóg. Ot, standardowa, zabita dechami mieścina, do której mało kto waży się zapuszczać jest świadkiem narodzin dziwnej istoty - na poły ludzkiej, na poły "jakiejś" - z biegiem czasu przejawiającej niewytłumaczalne cechy, która to okazuje się ledwie zwiastunem okropności i koszmarów, które dopiero tytułowe miasteczko nawiedzą.

"Szepczący w ciemności" - tutaj z kolei mamy do czynienia z licznymi, odnotowywanymi na przestrzeni wieków, przesłankami o istnieniu dziwnych, pochodzących z odległych gwiazd, a może i spoza znanego wszechświata, potworach, których to aktywność zaczął badać Akeley mieszkający niezmiernie blisko terenów rzekomego występowania wspomnianych poczwar. Znaczna część tego utworu to albo dosłowne listy wymieniane między Akeley'em a narratorem, Wilmarthem, albo ich streszczona i sparafrazowana wersja. Nadaje to tym fragmentom pewnej nierzetelności (co swoją drogą później nabiera znaczenia), gdzie niby otrzymujemy informacje z pierwszej ręki, bezpośrednio od zainteresowanego, ale z drugiej strony nie jest to rozmowa twarzą w twarz. Dopiero pod koniec autor wyprowadza bohatera z domu, a samą akcję wprowadza z kolei na bardziej dynamiczne tory. Bardzo dobra pozycja.

"W górach szaleństwa" - na początku zapowiadało się znakomicie: spora ekspedycja na Antarktydę, wpierw statkiem, potem składanymi samolotami (taki to był rozmach przedsięwzięcia). Klimat surowy, atmosfera jeszcze nie tak gęsta, cel wyprawy raczej przyziemny: odwierty i pobranie próbek. Odkopane jednak zostaje coś sprzecznego z wszelką wiedzą ludzką; prowadzi to do zupełnej reformy założeń wyprawy - spora część ekipy wyrusza w inne rejony. Tam dokonuje się jedno fantastyczne odkrycie za drugim, atmosfera w istocie zaczyna się już zagęszczać, aż wreszcie kontakt z ekipą się urywa. Na miejsce wyrusza mniejsza grupa, w skład której wchodzi narrator i odkrywają przyczynę milczenia, ale nie jego bezpośrednie źródło. Potem rozpoczyna się kolejny epizod, którego początki faktycznie wprowadzają w zdumienie, później jednak niezmiennie się on ciągnie, nawet jeżeli wyjaśnia sporo rzeczy, a do tego w dużym stopniu poszerza szeroko pojętą mitologię autora. Fragment ten może nie tyle nie spełnia oczekiwań, co po prostu nie stoi na takim samym poziomie co, nazwijmy ją, część "ekspedycyjna". Na wzmianę zasługuje fakt, że bohater wspomina krótko o Wilmarthcie z poprzedniego utworu.

"Widmo nad Innsmouth" - bodaj nigdy nie czułem takiego napięcia przy czytaniu. Atmosfera bezpośredniego zagrożenia jest oczywiście obecna w niektórych utworach tego zbioru, ale tutaj wprowadzona została ona na inny poziom. Pomimo świadomości tego, że narrator przeżyje (zaznaczone na początku, jak to u Lovecrafta), w żadnym stopniu nie wpłynęło to na jakość wrażeń. Zakończenie zaskakujące i różne od innych w tym zbiorze: bohater nie tyle zdecydował się mówić, co uległ niepojętemu. To właśnie na tym utworze bazuje luźno (i przewrotnie, mając na uwadze tytuł) "Call of Cthulhu: Dark Corners of the World".

"Cień spoza czasu" - utwór mający z "W górach szaleństwa" ten wspólny element, że bohater w pewnym momencie przemierza przestrzenie opuszczonego od eonów miasta istot, które zamieszkiwały Ziemię na długo przed pojawieniem się choćby pierwszych praprzodków ludzi. Nawet jeżeli ten aspekt zrealizowano w sposób bardziej wciągający niż w ww. tekście, a obcy - Wielka Rasa - zostali solidnie opisani i głęboko wpleceni w fabułę, etapowi "przygotowań i eksploracji" zdecydowanie brakuje rozmachu i uczucia badania prawdziwie nieznanego tak, jak miało to miejsce w "Górach". Z podobieństw można również wymienić serwowanie informacji poszerzających wiedzę o kosmicznej mitologii.

"Nawiedziciel mroku" - bardzo dobre. Nawiedzony kościół, przeklęty artefakt, bluźniercza sekta, pozakosmiczna bestia. Jak to często bywa u Lovecrafta, zakończenie historii poznajemy na samym początku, a dopiero dalej dowiadujemy się, jakie ciągi wydarzeń do niego doprowadziły. Atmosfera zagubienia - dosłownego i przenośnego - jest tutaj gęsta, warunki ATMOSFERYCZNE także dokładają swoje 3 grosze do budowania nastroju, no i wreszcie elementy nadprzyrodzone dopełniają obrazu niepokojącej opowiastki.

Słowem wstępu do zakończenia powiem tak: parodystyczne pasty czytane w czasach gimnazjum w jednym nie kłamały - wszystko jest plugawe, bluźniercze i obmierzłe. Na uznanie zasługuje praca tłumacza, gdyż świetnie oddał nie tyle styl czasów, w których Lovecraft pisał - jak wytłumaczono w posłowiu, swoją drogą bardzo dobrym, bogatym w informacje i konteksty - a raczej styl bardziej zamierzchły i jednocześnie dżentelmeński. Trzeba zauważyć, że pewne - memiczne i jednocześnie kultowe w odniesieniu do autora - słowa i zwroty dosyć często się powtarzają, ale nie przeszkadza to w czytaniu, a wręcz przeciwnie - potęguje kreację i oddziaływanie atmosfery. Muszę też przyznać, że sporo motywów, zagrań czy rozwiązań nosi w wielu tekstach znamiona leciutkiego recyklingu, ale, zupełnie szczerze, wcale mi to nie przeszkadza. Niezmiennie do coraz gwałtowniejszego śmiechu doprowadzała mnie swoją prostą barwnością obecność w niemal każdym utworze wzmianki o "«Necronomiconie» szalonego Araba Abdula Alhazreda"; w tej powtarzalności jest coś przewrotnie komicznego.

Zbiór zdecydowanie polecam. Komu? Każdemu, a zdecydowanie (szok) fanom horroru, którzy jakimś sposobem jeszcze się z tym autorem nie zapoznali, miłośnikom archaicznego, acz bardzo przyjemnego w odbiorze stylu oraz ew. osobom pragnącym sprawić sobie detoks po bardziej bezpośrednich przedstawicielach gatunku, kipiących obrzydliwymi opisami i sprośnymi rytuałami; tutaj wszystko jest pod tym względem "bezpieczne", jakkolwiek by to słowo nie brzmiało w odniesieniu do autora.
Nie ukrywam też, że w swoim czasie z chęcią zapoznam się z ilustrowanymi wersjami poszczególnych opowiadań

#bookmeter #ksiazki #czytajzwykopem #ksiazkicerbera #lovecraft #cthulhu #vesper #horrorbookmeter
GaldCC 2025-08-30 12:31:40 +3
@Cerber108:

"W szopie starego Wateleya - tej szopie którą syn brata ciotecznego matki Dinaisasdasun odziedziczył po ciotce ASfaiwnin, która w miejscowości SGisegninsi w latach 1888-1887 miała krowy rasy Wwfmiwunm - rosło niepojęte zło. Zło wyszło z szopy i znikło. Koniec"

Tak widzę 90% dzieł Lovecrafta i tak było tym razem.
Trzeba być psychofanem żeby przez to przebrnąć.
Cerber108 2025-08-30 13:03:56 +3
@GaldCC: jego krótsze teksty zdecydowanie na to cierpią, brak w nich jakiegokolwiek sensownego puntku zaczepienia. Dłuższe pozycje mają siłą rzeczy więcej miejsca na przedstawienie wszystkich potrzebnych elementów.
pokaż komentarze (2)
gimemoa 2025-08-26 22:41:14 +0
Nie wiem czy są tu fani cyklu o Vesperze Magdaleny Kozak. Jeśli tak, to nie wiem jak wy, ale mnie trochę wkurza, że od pierwszej części minęło 19(!!!!) lat, od ostatniej 8(!!) i dopiero dostajemy kontynuację. Babka strasznie tutaj daje ciała z tempem pisania.

#ksiazki #magdalenakozak #vesper
k.....l 2025-08-26 22:59:55 +1
@gimemoa: daj spokój, przeczytałem wszystkie trzy części...

I okazało się że jest czwarta ( ͡° ʖ̯ ͡°)
gimemoa 2025-08-27 06:00:52 +1
@ka-lol Nawet już piąta. Nazywa się Gracz, wyszła w czerwcu tego roku XD
pokaż komentarze (6)
Cerber108 2025-08-19 08:18:41 +20
527 + 1 = 528

Tytuł: Inwazja porywaczy ciał
Autor: Jack Finney
Gatunek: horror
Ocena: ★★★★★★★☆☆☆
ISBN: 9788377314791
Tłumacz: Henryk Makarewicz
Wydawnictwo: Vesper
Liczba stron: 244
Forma książki: książka

Na szczęście ten Wymiar - w przeciwieństwie do poprzedniego - nie wywołał u mnie skrętu kiszek.
Mamy tutaj do czynienia z mniej standardowym podejściem do ukazania inwazji obcych. Nie uświadczymy agresywnych Marsjan dezintegrujących wszystko na swojej drodze, tylko niepozorne przejmowanie kontroli nad mieszkańcami pewnego obszaru.
Rzecz dzieje się w miasteczku Mill Valley w hrabstwie Marin w latach 70. Wszystko zaczyna się od kobitki twierdzącej, że jej wuj nie jest tak naprawdę jej wujem - niby każdy element znajduje się na swoim miejscu, ale intuicja mówi jej, że coś jest nie w porządku. Główny bohater - Miles Bennell - będący lekarzem, jednakże nie specjalistą od dolegliwości głowy, nie będąc w stanie jej pomóc, przekierowuje ją do znajomego profesjonalisty. I tak to się przez spory fragment książki toczy: coraz więcej osób relacjonuje podobne obserwacje, specjaliści zrzucają to na karb zbiorowej halucynacji i samospełniającej się przepowiedni aż wreszcie wszystko pozornie zanika. Jednakże Miles oraz znajomy pisarz Jack - z jednej strony mając rzekome twarde dowody na faktyczne istnienie inwazji, z drugiej bardzo sensowne wyjaśnienia fachowców - nie odpuszczają w drążeniu tematu i tym samym lądują w samym środku obcego przedsięwzięcia.
Mam wobec całego tego procesu trochę mieszane odczucia: z jednej strony faktycznie korzysta on wielce z niedoskonałości ludzkiej psychiki i skłonności do nielogicznych zachowań i toku myślenia (co jest istotnym elementem tej książki), ale z drugiej niektóre przykłady i kontrprzykłady są po prostu idiotyczne; w porządku, jestem w stanie zrozumieć pozorne pomylenie przez jedną osobę kokonu ze stertą szmat w piwnicy, ale jeżeli 4 osoby widzą ciało w garażu, to chyba im się to nie przyśniło? Również niektóre decyzje obsady, gdy akcja odrobinę się już zagęszcza, można zaliczyć do wątpliwych, ale to już chyba standard.
O dziwo na plus muszę zaliczyć wątek miłosny, co w starych sajfajach właściwie się nie zdarza. Brak tutaj typowych wujowych opisów w stylu "czułem jej jędrne bimbały przez cieniutką koszuleczkę". Nie, całość jest przedstawiona w stonowany sposób, brak niepotrzebnego epatowania szczegółami, sama relacja ma podbudowaną przeszłość, no i po prostu obie strony są zgodne.
Nie jest to może pozycja niesamowita, ale czytało się ją dobrze, większość elementów została zrealizowana poprawnie, więc stanowi dobry wybór na zajęcie kilku wieczorów.
A teraz deser: autor posłowia, Rafał Nawrocki, za przykład dzieła kultury kręcącego się wokół kordycepsów podaje The Last of Us. Serial. Nie grę, a serial. Do tego określa jego gatunek jako weird fiction. Niektórzy w swoim profesjonalizmie zapędzają się aż za daleko.

#bookmeter #ksiazki #czytajzwykopem #ksiazkicerbera #jackfinney #wymiary #vesper #horrorbookmeter
Altar 2025-08-19 08:36:34 +5
@Cerber108: Któż nie widział filmu z 1993?
Ktory był remakiem filmu z 1978, który był remakiem filmu z 1956 ;)
Cerber108 2025-08-19 11:33:43 +2
@jagodowy_krol: nie licząc Władcy Pierścieni i Harry'ego Pottera, to za mną jest póki co "Coś" i było świetne. W kolejce m.in. "Adwokat diabła", "Dziecko Rosemary", Parki Jurajskie i coś się jeszcze znajdzie. Ogólnie filmów prawie w ogóle nie oglądam, lwią część wolnego czasu zajmują mi właśnie książki oraz gry.
pokaż komentarze (5)
Cerber108 2025-05-05 07:49:28 +10
309 + 1 = 310

Tytuł: Śpiący przebudzony
Autor: Herbert George Wells
Gatunek: fantasy, science fiction
Ocena: ★★★★★☆☆☆☆☆
ISBN: 9788377313848
Tłumacz: Krzysztof Sokołowski
Wydawnictwo: Vesper
Liczba stron: 332
Forma książki: książka

Historię zaczynamy od pojedynczego rozdziału przybliżającego nam ciąg wydarzeń, który doprowadził do "przeniesienia się" bohatera ponad 200 lat w przyszłość. Panuje tu wręcz deliryczny nastrój: Graham plecie dziwne rzeczy, takoż też się zachowuje, a jego rozmówca, Isbister, nie za bardzo wie, co robić.
Gdy przenosimy się wreszcie do faktycznego miejsca i czasu akcji, wiemy siłą rzeczy trochę więcej niż sam protagonista - jest to głównie zarys świata przedstawionego - jednak o sporej części szczegółów dowiadujemy się wraz z nim. Co ciekawe, dosyć spokojnie przyjął on do wiadomości fakt, że przespał ponad 200 lat. Owszem, zdumiewają go wszelkie nowości, ale nie przyprawiają o palpitacje ani paraliż.
W książce tej niezmiernie podoba mi się zestawienie XIX-wiecznego "romantyzmu i moralności" Grahama z ciężkimi dla niego do pojęcia zjawiskami, które od dziesiątek lat są już standardem. Wiąże się to też oczywiście z niemocą zaakceptowania niektórych z nich i chęcią wprowadzenia zmian, które to z kolei łączą się z wszechwładzą głównego bohatera, traktowaniem go jak niegodnego ze względu na posiadanie niedostatecznej wiedzy na temat współczesnego świata i mentalne tkwienie w świecie minionym oraz odwiecznym motywem "zawsze znajdzie się ktoś chętny na przejęcie i nadużycie władzy".
Jak to bywa z pozycjami zawierającymi element podróży w przyszłość, zwłaszcza tych starych, tak i tu można poczynić kilka obserwacji: pojazdy powietrzne są bardzo istotne, a ich pilotaż jest zawodem elitarnym; miasta rosną również wzwyż, nie tylko wszerz; dziećmi ludzi zamożniejszych zajmują się specjalne ośrodki, by ci mogli zająć się swoimi sprawami; kobiety są zupełnie niezależne i wiele innych. Tak jak zauważył to autor posłowia, Wells musiał być niezłym obserwatorem, gdyż ww. elementy, które zawarł w tej książce, nie były w jego czasach aż tak oczywiste.
Patrząc na powyższą część wpisu można by dojść do wniosku, że lektura ta przypadła mi do gustu. Otóż nie za bardzo. Czytanie szło opornie, musiałem wręcz robić sobie przerwy, a to wszystko dlatego, że książka ta jest po prostu nudna. Niby nie uświadczymy tu perfidnych dłużyzn, które z czystym sercem dałoby się usunąć, ale, tak czy siak, jest to w moim mniemaniu pozycja przeciągnięta i nieciekawa, a nie jestem w stanie zaproponować rozwiązania, które mogłoby ten stan rzeczy zmienić.
Mimo wszystko uważam, że można się z tą książką zapoznać, choćby dla ujrzenia prognoz człowieka schyłku XIX wieku wobec przełomu XXI i XXII oraz z kronikarskiego obowiązku, by mieć za sobą pozycję, która zainspirowała twórców bardziej znanych antyutopii.

#bookmeter #ksiazki #czytajzwykopem #ksiazkicerbera #hgwells #herbertgeorgewells #vesper #fantasybookmeter #sciencefictionbookmeter
voov100 2025-05-05 08:12:25 +10
@Cerber108: PRZEBUDŹ SIĘ! O ŚNIĄCY! ( ͡° ͜ʖ ͡°)
Cerber108 2025-05-05 09:48:04 +0