#prawo #polska #nieruchomosciSiema. Wiem, że "wykop to nie miejsce na porady prawne i idź do radcy typie" i "nie powinienem tego robić ale $%&@" ¯\(ツ)/¯.
Zacznijmy od krótkiej dygresji. Pamiętam, że kiedyś czytałem książkę o architekturze oprogramowania czy innym czystym kodzie. Jako przykład entropii podana była analogia z dzielnicą w mieście. Dzielnica była czysta, spokojna, ceny nieruchomości przez to szybowały w górę, tak jak obecnie w Polsce dzięki wolnorynkowemu podejściu naszego państwa i ich kolegów od wódki mieszających beton ( ͡° ͜ʖ ͡°). Pewnego razu jednak jakiś wandal wybił w jednym budynku okno. Zarządcy tego budynku nic z tym nie zrobili, więc inni wandale zaczęli robić graffiti, wybijać inne okna i uprawiać inny szeroko pojęty wandalizm. Przez to dobre osiedle zmieniło się w złe osiedle, przykładni obywatele przenieśli się w inne miejsce i tak powstały Łódź Bałuty.
Przechodząc do meritum. Nie sądziłem, że scenariusz z tej książki może odegrać się praktycznie 1 do 1 za płotem mojego rodzinnego domu. Działka obok była należącym do gminy nieużytkiem, jednak kilka lat temu postanowiono zrobić tam publiczny parking. Początkowymi niedogodnościami były częste odwiedziny rajdowców upalających swoje gruzy i sporadyczne imprezy młodzieży. Uciążliwe, ale jakoś dało się to przeżyć. Zakładam, że większość ludzi mieszkających przy jakichś dyskontach z dużymi parkingami musi się z tym zmagać, więc nic specjalnego.
Jakiś czas później entropia zaczęła naprawdę zapier... przyspieszać. Pojawiły się kontenery Caritasu i jakiejś prywatnej firmy oferującej recykling śmieci. Zostały one postawione w najbardziej odludnej części parkingu, która tak się składa, że znajduje się bezpośrednio za płotem mojej działki. Różni ludzie zaczęli grzebać w tych kontenerach w poszukiwaniu "skarbów" pozostawiając dookoła syf. Inni ludzie widząc ten wszechobecny syf zaczęli zwozić swoje własne śmieci w workach. Jeszcze inni ludzie (i w mniejszym stopniu zwierzęta xd) zaczęli grzebać również w tych workach, tworząc jeszcze większy syf. Straż miejska przyjeżdzała raz na jakiś czas, zrobiła fotki i to tyle. Służby sprzątające pojawiały się może raz na pół roku, mniej więcej ogarniały ten śmietnik (raczej mało dokładnie), a po tygodniu wysypisko śmieci znowu się pojawiało. Ostatnio ktoś zostawił nawet samochód na cegłach, który w ciągu tygodnia został ogołocony z co cenniejszych elementów XD. Co gorsza ostatnimi czasy w tym całym syfie zaczęły się lęgnąć muchy na skalę przekraczającą tą spotykaną w gospodarstwach zajmujących się hodowlą bydła (wiem o czym mówię, bo część rodziny się tym zajmuje). Owady wdzierają się do środka domu każdą możliwą drogą, jakby Netflix nakręcił live-action adaptation "Włatców Móch". Straż miejska po zgłoszeniu porzuconego auta zjawiła się ją obfotografować z każdej strony. Jakby jeden raz nie starczył po tygodniu przyjechali zrobić to samo po raz drugi. Akurat tak się złożyło, że moja mama była obecna w domu i wyszła sobie z nimi porozmawiać. Uprzejmi panowie powiedzieli, że nie mają pojęcia do kogo należy auto więc nie mogą z nim nic zrobić, analogicznie nie mają pojęcia kto zostawił na parkingu te kontenery więc nie są również w stanie ich usunąć ¯\(ツ)/¯. Ich zabranie kosztuje pieniądze, więc muszą znaleźć właściciela, aby móc obciążyć go kosztami XD. Nosz kur... Z tego co pamiętam jak była afera ze śmieciami z Niemiec i mafia zajmująca się tym procederem kiprowała te śmieci na działki ludzi nie mających świadomości co się odjaniepawla na ich nieruchomościach, to Kapitan Państwo obciążał kosztami utylizacji tych śmieci właścicieli działek czyli de facto ofiary procederu. Natomiast w tym przypadku gmina ma kompletnie wywalone w to co się dzieje i nie chce wziąć na siebie odpowiedzialności.
Domyślam się, że jak wyślę do urzędu pismo jako obywatel o treści "zróbcie coś z tą Sodomą i Gomorą za moim płotem. 1111" to otrzymam odpowiedź o treści praktycznie jeden do jeden jaką otrzymała moja mama od panów strażników, tylko na papierze i z ładnym podpisem. I tak wyślę takie pismo. Jakie są możliwe moje dalsze kroki od strony prawnej? Jest sens zgłaszać się do jakiegoś prawnika czy raczej sprawa jest ciężka do ugryzienia? (mam na myśli, że skończy się jakimiś zapasami z gminą rozwleczonymi na 2 lata, które nie przyniosą efektu, tylko zmarnują ogromne zasoby energii, wiadomo jak to jest walczyć z państwem...). Z góry dziękuje za jakieś porady i miłego dnia.