#napierala Alternatywna Historia Dr Napierała jako Liberalny Rolnik
W roku 2028, na rozległej, płaskiej jak stół wielkopolskiej wsi Jeżycówka, dr Piotr Napierała – niegdyś autor bestsellerowej serii „Historia bez mitów”, liberalny popularyzator protestantyzmu i demaskator narodowych mitów – budzi się o świcie w starym, ale solidnym domu z cegły, który kupił od schorowanego rolnika pamiętającego jeszcze czasy Gomułki. Gospodarstwo liczy 150 ha – pola pszenicy, rzepaku, trochę kukurydzy na kiszonkę i łąki pod siano. Ziemia dobra, gliniasta, ale kredyty na modernizację i zakup nowoczesnego Claasa (wypożyczonego, bo własny to marzenie ścięte kredytem) gryzą go w kieszeń co miesiąc. Napierała wychodzi na podwórze, zakłada czapkę z daszkiem „Historia bez mitów” (ostatnia partia z czasów, gdy jeszcze sprzedawał książki), sprawdza krowy – swoje „liberalne” jałówki, które doi się humanitarnie, bez stresu, z muzyką klasyczną w oborze (Haydn i Mozart, naturalnie). Obok stoi stary Ursus C-360, wierny, ale kapryśny jak polska demokracja lat 90.
Dr Napierale przy gospodarstwie pomaga Eliza Michalik – dawna gwiazda publicystyki, teraz w gumofilcach i z wiadrem – rozwozi mleko traktorem po okolicy. Robi to z werwą, komentując po drodze wszystko: od cen skupu po to, jak „system znowu doi rolnika bardziej niż krowy”. Pomagają jej trzej młodzi: Kamil Jastrzębski (od zawsze w szybkich decyzjach, teraz szybki w widłach), Dr Dawid Szombierski (filozofujący przy bele siana: „czy krowa ma wolną wolę, skoro doi się sama?”) i Michał Waliszewski (ten od geopolityki – analizuje ceny zboża jak ruchy armii na Bliskim Wschodzie).
Dr Napierała patrzy przez płot na sąsiednie pola – tam rządzi mgr Artur Wójcik, sarmatofaszystowski historyk z Krakowa, który też rzucił miasto i wykupił ziemię. Wójcik ma dwa ciągniki: poczciwy Ursus C-360 na sentyment i drugi, drogi, niemiecki, z klimą i GPS-em. Jego zbiory zawsze wyglądają jak z reklamy nawozów premium. Gdy Napierała widzi u Wójcika złociste ściernisko po żniwach, mruczy pod nosem:„ Toż to tylko magistrzyna… Zero doktoratu, a plon jak u ministra rolnictwa.”
Wójcik ma swoją ekipę – prawdziwą elitę intelektualno-sarmacką: prof. Adam Wielomski dogląda kombajnu i recytuje przy okazji Mickiewicza, prof. Antoni Dudek liczy zyski z precyzją historyka IPN-u, prof. Rafał Chwedoruk analizuje strukturę społeczną wsi, chłopak z RON pilnuje porządku na miedzy, a Rafał Ziemkiewicz przyjeżdża czasem dostawczakiem z piwem i prawi o tym, jak Sarmaci bronili wolności przed liberałami. Wszyscy dostają godziwą wypłatę, ubezpieczenie „sarmackie” (w pakiecie szabla i koniak) i szacunek.
Napierała za to ledwo wiąże koniec z końcem – pomocnicy pracują za symboliczną stawkę plus wyżywienie i dach nad głową. „Wolny rynek, panowie, wolny rynek…” – powtarza, zaciskając zęby, gdy kolejny raz spłaca ratę za Claasa.
Wójt wsi, Kelthuz – znany minarchista i fan Izraela – rządzi Jeżycówką na totalnym luzie. Podatki niskie, prawie żadne regulacje, śmieci wozi się samemu, a straż pożarna to ochotnicza brygada z agregatem i sikawką. Kelthuz mija Napierałę na drodze, puszcza oko i rzuca półgębkiem: „No co tam, doktorze? Dalej walczysz z mitami… i z oprocentowaniem?” Napierała czerwienieje, ale nic nie mówi – w końcu Kelthuz ma rację.
W niedziele Napierała chodzi do zboru protestanckiego – pastor Chojecki modli się głośno za niego, za Elizę, za pomocników i „za nawrócenie sarmackich sąsiadów”.
Po drugiej stronie drogi, w kościele katolickim, Wójcik klęczy u boku tajemniczego ks. proboszcza Lesefera. Nikt nie wie, jak naprawdę ma na imię ten młody ksiądz – plotki mówią, że to pseudonim, że ma tajemnicze koneksje, że jest bogaty, ale nikt nie widział, żeby wydawał. Po mszy ks. Lesefer kiwa głową Wójcikowi i szepcze coś o „porządku rzeczy”.
Tak wygląda lato 2028 na Jeżycówce: z jednej strony liberalne krowy doi się z empatią i kredytem na karku, z drugiej – sarmackie krowy pasą się w dostatku, a ich właściciel sprzedaje mleko drożej. Napierała czasem, zrzucając siano do obory, patrzy na swoje „liberalne” sztuki i mówi do siebie:„Hide cow from my farm… ale tylko te sarmackie.”A potem wraca do Ursusa, zapala papierosa i patrzy, jak słońce zachodzi nad polami – złotymi u Wójcika, trochę mniej złotymi u niego. Bo wolność kosztuje, a mit o niej – jeszcze więcej.
#napierala #kelthuz #michalik #liberalizm #wielomski #rolnictwo #ursus