mamy gościa teoretycznie DevOpsa. Postawil jakiś serwer do trzymania obrazów dockerowych, zwykłych plików czy tam innego dziadostwa. Jakieś płatne rozwiązani. Nie, żebyśmy już to mieli w
#gitlab , ale co tam - ich hajs. Kolo niczym
#dilbert jest, wszyscy nad nim oh ah eh jaki to super.
No i teraz wchodze ja - cały na biało: task robić pipeline, żeby budował się image dockera i uploadować go na ten serwer. Nie muszę mówić że ja i docker + gitlab CI to tak średnio słabo się znamy. Po 2 tygodniach mam, magiczny skrypt który buduje u mnie wszystko lokalnie. Nawet jestem z niego dumny bo fajnie wyszło. Robię MR i w CI nie działa. A to, że nie działa coś, a to, że error, a to że nie ma komendy, a to tamto, a to siamto. Mówię od 4 dni na daily, że ni huja nie ruszę dalej bo nie wiem o co chodzi. Help me. No to dzisiaj padło "Call Dilbert and he will help you."
No to ja call z nim. I kurła widzę jak kolo się wije, żeby tylko zwalić z siebie robotę. A to użyj tego, a to jakiś skrypt na 1kk linii z kamiko sramiko - na pewno będzie działał. Nawet gita użyć nie umie, bo widziałem jak coś robił u siebie na lapku. To ja mu szach-mat sprzedaję:
- Idę na urlop w środę i muszę to skończyć żeby releas za tydzień był. Otyły Pan wkazał ciebie jako bóstwo, które to to ogarnie. Jak nie będę miał działającego przykładu dzisiaj to powiem jutro na daily, że nie daliśmy rady i trzeba zmienić milestone ale to już trzeba będzie z Otyłym Panem gadać, żeby nas nie skazał na ścięcie.
Kolo siedzi i dzierga, co chwilę k------c co chwilę, że "co to za komenda" albo "jak kułwa nie mam dostępu"....
#programista15k #devops
@rumcajser: Chyba komuś z czarnej listy ( ͡° ͜ʖ ͡°)