… dłuższy wysryw
#kawaidoprzoduNiekoniecznie chcę wchodzić w polemikę dlaczego "podróże, sport, joga i rozrywka do świetne pasje dla kobiety lvl 35-40+", ani jaka proporcja "szalenia" jest akceptowalna dla facetów, którzy mogliby być kandydatem na partnera dla takiej kobiety. Po prostu przedstawię jak ja na to patrzę i na serio, opinia innych nie zrobi mi różnicy. Będzie kontrowersyjnie, ale nikt i nic nie zmusza mnie do dostosowywania swoich poglądów.
Po pierwsze ta kategoria wiekowa kobiet już sama w sobie dla wielu facetów jest nieatrakcyjna. Bo bagaż, bo biologia, bo grawitacja, bo dzieci, bo ex, bo obyczaje i rytuały. Ale załóżmy, że to wszystko pomijamy (ja nie pomijam, piszę to szczerze, mimo że za moment będzie szejming). Jest kobieta, która ma poukładane sprawy z ex, potomstwem, zawodowo stabilna, ma czas na to, żeby robić to, na co ma ochotę. I tu wjeżdża (nie wiem dlaczego, ale obserwując profile w serwisach randkowych jest to wyraźne i dotyczy większości) zestaw "podróże, sport, joga i rozrywka". Czasem uzupełniony o coś, czasem pomijający coś.
Zajawka sportowa jest bardzo fajna. Jak już gdzieś pisałem, 3 dekady temu uprawiałem sport na poziomie wyczynowym, udało mi się zachować sensowną wydolność, kondycję i sylwetkę do dziś. W pewnym momencie wybrałem inny priorytet i zająłem się życiem, pracą, rodziną, biznesem. Nadal przychylnym okiem patrzę na trochę mocniej wyrzeźbione dziewczyny, które zwykle także miały jakiś sportowy okres w swoim życiu. Ale większość tych "kolarek", "surferek" i "koniar" z serwisów randkowych to rekreacja, którą zaczęły niedawno, amatorsko. I nie ma w tym nic złego, o ile nagle "sportowy świr" nie zaczyna dominować w życiu. I nagle wszystko, włącznie z czasem dla bliskich, rodziny, faceta, relacji kurczy się aż do zera. Ciężko uznać taką osobę za sensowną kandydatkę na wspólne życie, bo jej życie to praca, sport i kropka. Bardzo możliwe, że są tacy faceci, którzy żyją podobnie i jakoś dogadają się z taką kobietą, ale wydaje mi się, że niewielu. Znajomi często startują w maratonach, rajdach, intensywnie ćwiczą, ale mają czas na biznes i związek. Zachowują zdrowe proporcje. Albo coś im się zawala. Niewielu oczekuje że partnerki czy żony będą dzielić ich pasję.
Joga. Medytacja. Nie ma w tym nic złego, pomaga w regulowaniu emocji, ćwiczeniu uważności. Wiele kobiet trafia na jogę z powodu deficytów w tych zakresach. OK, świetnie, pracują nad sobą, może nawet z powodzeniem. Niestety nie trafiłem na przypadek dziewczyny, która interesuje się tym "tak po prostu", bez wyjątku wszystkie miały ostre przejścia w życiu, mają masę negatywnego bagażu, przez kawał życia albo nadal są rozchwiane emocjonalnie tak, że nie ma mowy o spokojnym rozwiązywaniu codziennych sytuacji. Niektóre owszem, uspokoiły się, posiadły umiejętność regulowania emocji. Najgorszy typ to te które weszły w towarzyszącą jodze mistykę. To odklejenie znacznie poważniejsze niż sekta albo znaki zodiaku.
Podróże. Fajnie jest mieć wszystko poukładane i masę czasu na szwendanie się po świecie. Ale nie każdy tak ma i większość facetów w grupie wiekowej ewentualnie zainteresowanej w randkach z takimi kobietami jest nadal mocno zaangażowana w biznes, pracę i obowiązki. O ile nadal coś tworzą, a nie odcinają kuponów od życia, wakacje 2x w roku to wszystko. I to powoduje, że w żaden sposób nie dogadają się z "obieżyświatem", który co weekend musi być w innym kącie świata.
Na szczęście, dla większości kobiet te "zainteresowania" to tylko płytkie albo nieszczere pozowanie. Chcą za takie uchodzić, nie poświęcają temu "za dużo czasu", ani "w sam raz", ot po prostu jeżdżą na rowerze w weekend, albo raz do roku gdzieś jadą na wakacje. A jeśli zapytać o prawdziwe zainteresowania... nie mają do powiedzenia nic. Takie szczęście w nieszczęściu.