667 736 +
63 +
152 +
120 +
104 +
104 +
96 +
96 +
15 +
5 +
8 = 668 499
Moja wyprawa szlakiem R10 (Eurovelo10) wzdłuż całego polskiego wybrzeża: Świnoujście – Piaski (od granicy do granicy).
Pierwszego dnia pociąg do Świnoujścia z dwugodzinną przesiadką w Szczecinie spożytkowaną na szybki objazd centrum miasta. Następnie dojazd pociągiem do Świnoujścia, miasta plagi komarów, z którą miejscowość podobno nie radzi sobie już drugi rok, a znalezienie preparatu odstraszającego komary (spełniającego swoją rolę) graniczy z cudem... Szybki wieczorny objazd miasta przed właściwym startem wyprawy i ostatecznie Świnoujście opuściłam z ponad 60 ukąszeniami -.-
Start trasy na granicy polsko - niemieckiej w Świnoujściu + niewielki fragment R10 po niemieckiej stronie. Prawie całe pomorze zachodnie można traktować jak autostradę dla rowerzystów. Jakość tras na najwyższym poziomie oraz świetne oznaczenie kierunku jazdy (z małym wyjątkiem w lesie w okolicach Międzyzdrojów). Od Międzywodzia aż za Jarosławiec można jechać z zamkniętymi oczami, a fragment trasy prowadzący jednocześnie wzdłuż morza i jeziora Kopań jest jednym z najpiękniejszych. Niestety kawałek dalej od razu widać, że wjeżdżamy do innego województwa i tu już próżno szukać pomarańczowych tabliczek mówiących jak jechać. Oznaczenia pojawią się znów dopiero na trasie do Lubiatowa, chociaż czasem w ubogiej ilości. Generalnie zachodniopomorskie to dobrej jakości szutry i asfaltowe ścieżki rowerowe (niekiedy nawet lepszej jakości niż przyległe drogi), natomiast pomorskie stoi szutrami i płytami jumbo (często mocno wysłużonymi). Słynne Kluki, pomimo błota, były przejezdne. Dzień później ze względu na pogodę zapewne nie byłoby takiej możliwości, a szkoda, bo obszar jest bardzo urokliwy. Ostatnie 270 km niestety bardzo deszczowe, ale z racji tego, że trasy te miałam już wcześniej zjeżdżone, to fragment ten podzieliłam na dwa dni. Tylko śrubki w rowerze jakieś takie bardziej złote się zrobiły ;) Szóstego dnia udało mi się dotrzeć za Piaski, pod polsko - rosyjską granicę, pokonując tym samym 671 km. Oczywiście trasy wzdłuż Helu i Mierzei Wiślanej gwarantują piękne widoki bez względu na pogodę. Całość wyprawy, łącznie z dniem dojazdu do miejsca startowego oraz powrotem do Trójmiasta wyniosła 762 km.
Na trasie odwiedziłam prawie wszystkie latarnie morskie, a tym samym zdobyłam pieczątki do paszportu na srebrną odznakę Bliza- miłośnika latarń morskich. Wyjątkiem jest latarnia w Gdańsku, którą zwiedzę w wolnej chwili. Co prawda trzeba trochę zjechać z trasy, ale polecam latarnię w Czołpinie położoną na ponad 50-metrowej wydmie. Aby się tam dostać najpierw należy pokonać sporą ilość schodów, ale widoki na Słowiński Park Narodowy wszystko rekompensują Do latarni Stilo, od Łeby prowadzi chyba najtrudniejszy fragment trasy: piaski, błoto korzenie, spore wzniesienia... pomimo 12 km, to mtb z pełnego zdarzenia. Latarnia w Jarosławcu niestety ma dosyć kapryśne godziny zwiedzania :(
Generalnie wyprawa super, widoki z latarń morskich przepiękne, nawet przy pochmurnej pogodzie i polecam każdemu :)
Dla zainteresowanych zdjęcia na stravie :)
Na koniec dorzucam zdjęcie najbardziej wdzięcznej modelki, którą udało mi się sfotografować (。◕‿‿◕。)
#rowerowyrownik #r10 #eurovelo #eurovelo10 #latarniamorskaSkrypt |
Statystyki
W praktyce to wyjątkowo trudne (musiałby np. wykazać że tylko ty miałaś zrealizować jakieś zamówienie i przez to on je stracił) więc bym się nie obawiał.