Stanę przed Wami nagi, bez tarczy i zbroi. Ale nie myl tego, proszę, ze słabością – bo nią nie jest.
Moimi inicjałami są literki A i D. Jestem DDA i ADD. I nie tyle chodzi o te akronimy, co o powtarzający się z pokolenia na pokolenie cykl życia. Najlepiej jak potrafię, spróbuję Ci to wyjaśnić, bez cenzury i bez pudrowania rzeczywistości.
Ten wpis być może ocali Twój związek. Być może uratuje Twoją relację z dzieckiem, która za chwilę zacznie popadać w ruinę. Być może uratuje komuś życie. Być może dosłownie, nie w przenośni. Teraz jedna prośba – zanim przeczytasz dalej, uruchom proszę najbardziej empatyczną wersję siebie, jaką potrafisz, a ewentualne wyparcie schowaj do kieszeni. Ja wezmę dwa głębsze oddechy, bo to, co za chwilę zrobię, nie jest łatwe i zaczynamy.
„Zdolny, ale leniwy” – często słyszałem to w dzieciństwie.
I przez długi czas sam w to wierzyłem. Że jestem po prostu jakiś „nie taki”. Że coś ze mną nie gra. Bo z jednej strony potrafiłem godzinami siedzieć nad czymś trudnym i skomplikowanym, a z drugiej – nie umiałem odrobić lekcji na czas.
Aby było zabawniej – już w dzieciństwie mojej mamie pedagog szkolny zasugerował, że mogę mieć ADD. Ale nie chciała zaakceptować, że ma – w jej przekonaniu – „niepełnosprawne intelektualnie” dziecko. Zamiast zrobić mi badania na ADD, zrobiła mi profesjonalne testy na inteligencję. Wtedy okazało się, że jestem geniuszem. I łatka „zdolny, ale leniwy” została na mnie już w jej głowie na zawsze. Choć z pewnością matka kochała mnie, co udowodniła wiele razy w tym raz dosłownie tuż przed swoją śmiercią, była jedną z osób, które najbardziej skrzywdziły mnie w życiu. Bo we mnie – z powodu ciągłego d-----------a się do mnie przez nią – została zniszczona i bardzo długo niezreperowana samoocena.
Do czasu pierwszej próby samobójczej, o której nikomu do tej pory (oprócz mojej kochanej Pani psycholog) chyba nie mówiłem. Prawie się udało i dziś gdy pamiętam, co i ile połknąłem, nazwać to muszę cudem, bo dawka starczyłaby aby zabić 3 dorosłych ludzi. I nikt mnie nie znalazł, nie uratował, po prostu ku mojemu zdziwieniu odzyskałem świadomość jakieś 60 godzin później. Wtedy dopiero zgłosiłem się po pomoc i dowiedziałem się, że jestem neuroatypowy.
Tu na chwilę się zatrzymajmy.
Neuroatypowość to termin używany do opisu osób, których sposób myślenia, działania i przetwarzania informacji różni się od tzw. „neurotypowej” większości. Obejmuje to m.in. ADD / ADHD, autyzm (ASD), dysleksję, dyspraksję, zaburzenia przetwarzania sensorycznego. To nie choroba ani nie wada – to inna konfiguracja mózgu. Czasem trudniejsza w świecie stworzonym dla neurotypowych ludzi, ale zazwyczaj wiążąca się z wyjątkowymi talentami, kreatywnością i nieszablonowym podejściem do problemów.
Np. Einstein zapominał o rzeczach codziennych. Np. o umyciu zębów. Zapominał jeść i spać. Potrafił wyjść z domu w kapciach, nosił ubrania bez większego przywiązywania wagi do stylu i – podobno – miał jedną fryzurę na całe życie. Ponoć do końca życia nie umiał odróżnić lewego buta od prawego – musiał mieć je podpisane. Nigdy nie został zdiagnozowany, bo wtedy takie diagnozy nie istniały. Ale nie powiesz jednak chyba, że był debilem?
Ja dziś wiem, że mam ADD – zespół deficytu uwagi. Wiem, że to nie lenistwo. Wiem, że to nie brak inteligencji. Mam 1 punkt IQ mniej od Dody. Paradoksalnie – osoby z ADD są zazwyczaj ponadprzeciętnie inteligentne i wrażliwe.
Uwierz to też nie wymówka. Mój mózg działa inaczej. Możemy się zafiksować na jednym skomplikowanym zadaniu przez 12 godzin bez przerwy, a z drugiej strony – możemy zapomnieć przemieszać zupę, mimo że żona prosiła o to 10 minut temu.
Potrafimy zapomnieć, o czym czytaliśmy przed chwilą, bo podczas czytania nieinteresującej nas lektury, nasz mózg był pochłonięty innym, bardziej stymulującym tematem. Potrafimy zapomnieć nawet, że mamy żonę i dziecko, gdy coś dla nas ekscytującego nas pochłonie. Potykamy się o klocki dziecka na podłodze, mimo że wiemy, że one tam są. Albo przewracamy się na równym chodniku.
Od rana do wieczora mamy w głowie radio – kilkadziesiąt, czasami powiązanych ze sobą, a czasami kompletnie nie, myśli naraz, które ciężko uchwycić. I czasami… wróć – często je gubimy.
Ale potrafimy rozwiązywać bardzo skomplikowane problemy. Potrafimy też błyskawicznie analizować i podejmować decyzje.
Jesteśmy trochę jak bolid F1 z popsuty rozrusznikiem. Ciężko nam wystartować. Czasami potrzebujemy startera albo ruszyć na popych, ale jak już wystartujemy... To w głowie tylko Нас не догонят Нас не догонят! (fonetycznie: Nas nie dogoniat. Nas nie dogoniat).
Niestety, czasem stajemy się wersją siebie, której sami się boimy. Dla wyższego celu jesteśmy gotowi podpalić cały świat. Przebić się przez każdy mur, ogniem i żelazem niszcząc wszystko i wszystkich na drodze – byle tylko dotrzeć do celu. Nawet poświęcając siebie. Więc – napiszę to buńczucznie, ale to prawda – lepiej nas nie w------ć, bo gdy komuś się to uda, to jeńców wtedy nie bierzemy. I jedyne co usłyszysz przed śmiercią, to - This is Sparta!!!
Oczywiście i nam czasami mózg usypia. Rzadko, jednak się zdarza. A gdy wchodzimy do pudełka nicości, natychmiast pojawiają się pytania. „Czuję się spokojny. Mam moment równowagi. Hmmm... może to CHAD? Może to cisza przed burzą? Może jestem martwy?” To taka klasyka ADD.
Mamy tendencję do wchodzenia w relacje z osobami z borderline.
My dajemy intensywność, emocje, chaos, ale też lojalność i głębokie współodczuwanie. A osoba z borderline – choć panicznie boi się bliskości – jednocześnie bardzo jej pragnie. A my potrafimy ją zrozumieć. Także jej cierpienie, które, choć skrzętnie ukrywa przed światem, to przed nami nie potrafi. Mamy naturalną tolerancję na emocjonalną huśtawkę, bo sami żyjemy w wewnętrznym chaosie. Więc nie boimy się, że ktoś inny też tak ma. Nikt nie rozumie osoby z borderline tak dobrze, jak ktoś, kto całe życie był „niedopasowany”. Gdy pokochamy, potrafimy znieść bardzo dużo – czasem za dużo – i zatracić siebie w „ratowaniu” tej drugiej osoby. Neurotypowy facet, po drugim poważnym fochu powie takiej z borderline — a na c--j mi to, w---------j. A my powiemy — challenge accepted. Jesteśmy więc jedyną szansą dla takiej kobiety na wieloletni związek i rodzinę. To często piękna, ale też bardzo trudna relacja. Szczególnie, gdy po drugiej stronie jest przekonanie, że każde nasze niedociągnięcie to złośliwość, albo przynajmniej przejaw lenistwa. A niestety, borderline często jest w zestawie z większą lub mniejszą paranoją.
Brak zrozumienia, że my naprawdę się staramy a tylko nam nie wychodzi, generuje konflikty. Coraz dłuższe karanie ciszą. Gaszenie nas. Za co płacimy PTSD, powrotem depresji, alkoholizmem, próbami samobójczymi – niestety, jako że inteligentne jednostki potrafimy zaplanować swoją śmierć bardzo dokładnie czasem skutecznymi. Rozwód to często naturalna kolej rzeczy.
ADD jest dziedziczne.
Jeśli jeden z rodziców je ma – dziecko ma ponad 50% szans, że też będzie je mieć. Mój ojciec miał ADD. Moja matka prawdopodobnie miała borderline, na pewno paranoję. Jak mówłem one często chodzą w parze. Przez kilkadziesiąt lat nie odezwała się do rodzonej siostry słowem. Nieważne. Nie o niej ten wpis.
Co się dzieje, gdy dziecko z ADD trafia do domu, w którym matka ma borderline? Dziecko, które zapomina, nie nadąża, nie umie się ogarnąć. Które potrafi marzyć godzinami, ale nie pamięta, gdzie odłożyło zeszyt. I matka, która widzi w tym nie neuroatypowość, tylko atak na siebie. Zamiast wsparcia – zawstydzanie. Zamiast tłumaczenia – krzyk. Zamiast ramion – obrażanie się. Zamiast: „Kocham Cię takim, jaki jesteś” – „Dlaczego znowu robisz mi na złość?!” Wszystko na przemian z niezdrową wrecz troską i czułością. Ja wylosowałem taki zestaw z bonusowym biciem kablem od żelaska, gdy moja borderlinowa matka przestawała radzić sobie ze swoimi emocjami. Gdy mnie biła, cierpiała wtedy bardziej niż ja i ja to widziałem. Było minęło. W każdym razie dziecko zaczyna wierzyć, że jest głupie, popsute, toksyczne, niewystarczające. Myli miłość z lękiem. Zaczyna kochać tylko wtedy, gdy czuje, że na to zapracowało. I nigdy nie czuje się wystarczająco dobre. A potem?
To dziecko z genami ADD i ranami DDD/DDA (bo ojciec samoleczył się alkoholem, albo matka w którymś napadzie borderlinowego szału w------a wypitego ojca kolejny raz z domu, a on tym razem nie wrócił) jeśli nie zabije się jeszcze przed 18-tką, wybierze sobie partnerkę — zgadniesz? — z borderline. Od matki się całkowicie odwróci. Cykl, czy jak kto woli cyrk zacznie się od nowa.
Jeśli jesteś matką i to czytasz – i widzisz w swoim życiu coś z tego opisu – to nie jest atak. To prośba o przerwany cykl. Może nie wyjebiesz chłopa z domu. Może nie zniszczysz życia dziecku ani sobie. Musisz jedynie dopuścić jedną myśl: ani Twój facet, ani Twoje dziecko nie są przeciwko Tobie i paradoksalnie potrzebują Cię najbardziej wtedy, gdy wydają się najbardziej nieznośni. I nie zapominaj, ADD to nie upośledzenie, to inna konfiguracja mózgu, paradoksalnie zachwycająca, gdy spróbuje się ją zrozumieć.
Jeśli masz ADD i masz DDA i potężne emocjonalne spektrum, to czasem możesz wyglądać jak ChAD, czasem jak borderline, czasem jak Bóg z przypowieści, a czasem jak wrak na poboczu. I żaden ten obraz Ciebie nie jest prawdą.
#psychologia #toksycznamatka #toksycznakobiecosc #zwiazki #adhd #borderline #depresja #ptsd #alkoholizm
@TurlajacyPingwin69: zdecyduj się