Ehh znowu
#przegryw Trzeba ogarnąć coś na obiad, więc robię sobie chwilową przerwę w robocie, wsiadam w auto i lecę do najbliższej biedronki na turbo szybkie zakupy. Normalnie piję tylko wodę z kranu, ale ostatnio sporo jeździłem na dłuższe dystanse, to się parę butelek po wodzie i puszek po redbullu uzbierało, więc je też zabieram. Podjeżdżam na parking, a że szczęśliwie mieszkam na zadupiu, to parkometru jeszcze nie ma więc mogę iść prosto pod butelkomat a nie biegać jak debil z bilecikiem tam i z powrotem.
Parę razy automat oddał butelkę bo nie rozpoznał, ale widać to skill issue i źle je wkładałem, bo za drugim razem łyknął już normalnie. Od czwartej butelki wchodzą wszystkie, bez najmniejszego problemu. Tak sobie chwilę stoję i te butelki przerzucam, słoneczko świeci, humor dopisuje, więc wciągam pełną piersią unoszący się przy automacie zapach starej taterki zostawionej na słońcu. Wychowałem się w Chorzowie, więc jestem przyzwyczajony, a nawet mi się łezka nostalgii w oku zakręciła, wiec humor jeszcze lepszy.
Wszystkie butelki zniknęły z mojej torby, więc odbieram voucher i wchodzę do sklepu. Biorę co mam zabrać i śmigam do kasy samoobsługowej, co by temat szybko załatwić bo do zwykłej kolejka.
Kasuję produkty z taką wprawą, że nawet nie patrzę na skaner. Zakładam, że dostałbym oklaski od czekających w kolejce za prędkość z jaką to robię, gdyby nagle nie rozległo się magiczne "poczekaj na pomoc". Pani kasjerka kończy kasować klienta i przybiega na ratunek, czym zmienia diametralnie nastawienie kolejki wobec mojej osoby. Jak widać opakowanie z tymiankiem postanowiło ważyć więcej niż swoje przewidziane 8g, zatem moja lista zakupów wymagała zweryfikowania przez przemiłą pracownicę. Pani liczy elementy na ekranie, potem liczy produkty w koszyku i triumfalnie, z nieskrywaną dumą, że zapobiegła kradzieży roku na 2,49 informuje mnie, że w koszu jest o jedną przyprawę Curry marki Kamis za dużo. Szczęśliwie dowód mojej niewinności w postaci pozycji nr 2 na ekranie, którą wskazałem a która mówiła, "Przyprawa Kamis x2 - 4,98" był wystarczający, zatem miła pani zatwierdziła błąd wagi a ja mogłem wrócić do skanowania, a pani do obsługiwania ciągle rosnącej kolejki.
Kończę skanować, klikam zakończ i zapłać, oraz odruchowo klikam płatność kartą. Wyświetla się kwota na terminalu, przykładam kartę i w tym momencie sobie uświadamiam, że mam mój voucher na 7,50PLN za zwrot kaucji. Myślę sobie, no kur.... znowu to samo... Podejmuję decyzję, że w takim razie ustawię się w tej kolejce do pani przy kasie i poproszę o wymianę vouchera na gotówkę, bo ta ma pewne niepodważalne przewagi nad voucherem, jak np. to, że nie ma 30 dniowego terminu ważności, nie wygląda jak paragon, więc jej przypadkiem nie wyrzucę, nie jest wydrukowana w taki sposób, że blaknie po tygodniu w portfelu i przede wszystkim jest akceptowana wszędzie a nie tylko w biedronce.
Przede mną 4 osoby, więc nie jest źle. Pani we wprawie w skanowaniu przyćmiewa nawet mnie, bo kolejka pomniejsza się ekspresowo. Myślę sobie, że zaraz temat będzie załatwiony i będę mógł wrócić do domu. Zostaje przede mną jedna osoba z jakimiś paroma drobiazgami i wtedy pani zamyka swoją kasetkę z pieniędzmi i odchodzi. Na jej miejsce przychodzi nowa pani z własną kasetką i z niemniejszą wprawą kasuje człowieka przede mną.
Przychodzi moja kolej, podaję pani voucher i proszę o wymianę na gotówkę, pani coś klika, skanuje voucher i informuje mnie, że nie jest w stanie wypłacić mi pieniędzy, bo nie ma utargu i system jej nie pozwala.
Przegrany wracam do domu, odkładam zakupy i zawieszam voucher na lodówce jednocześnie zdejmując dwa inne na 12 złotych, które swoją ważność straciły tydzień temu... Proszę nie przewalić na głupoty panie Jeronimo Martins.
#zalesie #kaucja #ekologia