archive
2014-11-12 22:06:16
+0
@jantarka: Co to za #emoquit?
march
2014-11-13 07:11:50
+0
@jantarka: Eee, weź nie usuwaj konta...
archive
2014-11-12 22:06:16
+0
march
2014-11-13 07:11:50
+0
W walczącej Warszawie rodzą się dzieci. Obywatele niepodległej Polski. Rodzę się w zbombardowanych klinikach położniczych, w schronach polowych, szpitalach i prywatnych mieszkaniach. Nie wszystkie matki maję pokarm. Wiele matek w huku bomb i min straciło pokarm. Ale mleka w Warszawie nie ma…
Od razu wydarzył mi się prawdziwy dramat. Otóż nie miałam pokarmu. Ani kropli. Chociaż akuszerka dała mi jakieś tabletki, nic nie pomogły. Sami jedliśmy to, co mieliśmy w zapasach. A więc głównie kaszę, którą przelewałam przez sitko i łyżeczką dawałam maleństwu do buzi. Mleka nie było skąd wziąć. Byłam w połogu, co wiązało się również z wielkimi niedogodnościami natury higienicznej. Do tego trawiła mnie gorączka. Żeby się ochłodzić, przyklejałam się do zimnych, piwnicznych murów. (...) W piwnicy było tak ciemno, że ledwo widziałam na oczy, kiedy przewijałam synka. Używałam do tego podartych prześcieradeł, ścierek, jakichś poszewek. Darło się wszystko, co nadawało się na pieluszki.