Pytanie do eksperta. W ramach nauki
#arduino próbuję też nieco zaprzyjaźnić się z tą bardziej klasyczną częścią
#elektronika w której jestem bardzo zielony, żeby w trakcie zabaw z tym hobby zminimalizować ilość spalonych elementów. Tutaj nie ma ctrl+z, jak w innych dziedzinach, do których przywykłem. :) Na razie też jeszcze chyba nie jestem gotowy na to, aby ryzykować konto na
#elektroda więc może spróbuję tutaj.
Obecnie, jako projekt szkoleniowy, chciałbym złożyć listwę led na rejestrach przesuwnych 74HC164, do której później dopiszę prostą bibliotekę umożliwiającą jej obsługę przez Arduino. Jedną z podstawowych rzeczy, jakiej uczy się każdy świeżak, jest limitowanie prądu na diodzie led rezystorem i tego pilnuję. W pierwszej wersji schematu z załącznika były tylko diody i rezystory RLED? podłączone bezpośrednio do układu scalonego.
Ale wtedy zacząłem się zastanawiać, jakiej ochrony wymaga taki układ scalony. Nie wiem, co dokładnie uda mi się kupić, ale poszukałem w necie specyfikacji tego typu układu i część, która zakładam, że jest ważna, wkleiłem w rogu załącznika.
Wynika z niego, że wyjścia tego układu scalonego zezwalają na prąd 20mA, albo 25mA zależnie od tego, czy wyjścia Q0-Q7 wg tej tabelki są limitowane przez Io, albo Iok - nie bardzo wiem, która wartość czego dotyczy. I to byłoby w porządku dla planowanego natężenia na ledach na poziomie 10-15mA.
Ale jest drugi aspekt, czyli maksymalny prąd na Icc na poziomie 50mA. Jeśli będę próbował zapalić wszystkie 8 diód, to łączny prąd przechodzący przez ten układ byłby na poziomie 80-120mA, więc za dużo. To oznacza, że nie jestem w stanie zasilić wszystkich diód bezpośrednio przez układ scalony i wprowadziłem widoczne w załączniku tranzystory, które są włączane przez limitowany rezystorami RQ? prąd z wyjść rejestru przesuwnego.
I tutaj zaczynam się zastanawiać, jak bardzo należy chronić wszystkie wejścia/wyjścia takiego układu scalonego. Na start jak widać dorzuciłem jeszcze rezystor limitujący natężenie na Icc. Ale teraz się zastanawiam, czy z kolei nie należy także chronić wejść DSA, DSB, MR, CP? Czy może np. rozwiązaniem jest, żeby taki sam rezystor jak na Icc limitujący natężenie do <50mA, dać na Ignd?
Są jakieś generalne zasady tego, jak podchodzić do tej kwestii? Ewentualnie trzeba po prostu przy każdym takim komponencie zaglądać do datasheet i z niego wyciągać odpowiednie wnioski? Byłbym wdzięczny za wędkę, zamiast ryby - pomoc w zrozumieniu, jak te informacje wyciągać z
takiego datasheet? Tutaj na ten moment chyba wyciągam wniosek, że każdy limit natężenia podany w tej tabelce, to limit o który musi zadbać osoba integrująca dany układ scalony w swoim projekcie przez dodanie odpowiednich rezystorów. Czyli w schemacie z załącznika jeśli dodam jeszcze ten rezystor na Ignd, powinno już być w porządku.
Tylko gdyby powiedzmy uprościć schemat tego układu scalonego i przyjąć, że jedyne co trzeba, to go zasilić i nic innego nie robić z nim. Wtedy mamy zamknięte oczko ze źródłem zasilania, gdzie będzie rezystor limitujący do 50mA na wejściu, układ scalony i kolejny rezystor limitujący na wyjściu. To oznacza dwa rezystory szeregowo, których rezystancja wtedy się sumuje i w efekcie osiągamy mniejsze natężenie niż zamierzone. Więc zgodnie z zasadą "Suma natężeń prądów wpływających do węzła jest równa sumie natężeń prądów wypływających z tego węzła" intuicja mi podpowiada, że może rozwiązaniem jest limitować tylko wejścia, albo tylko wyjścia takiego układu scalonego? Tylko to stwarza kolejny dylemat, bo limit ~50mA na Ignd + 8 x limit np. ~2mA na każdym Iq da łącznie zbyt dużo. Wtedy pewnie Ignd należy odpowiednio obniżyć, żeby łączna suma przy zapalonych wszystkich diodach nie przekroczyła 50mA. Dużo pytań, mało posiadanej wiedzy. I generalnie jestem mocno zielony w temacie, więc jeśli piszę głupoty, będę wdzięczny za uświadomienie :)
To wszystko to moje teoretyczne rozważania, jak będę miał układy w ręku, pewnie zacznę eksperymentowanie na płytce prototypowej (i przy okazji spalę kilka sztuk ;) ), ale może jest droga na nauczenie się teorii, żeby limitować niepowodzenia w części praktycznej.
Np licencja na antywirus ESET kosztuje ponad 100 zł mniej kupiona na Allegro od ich partnera, niż przez menu bezpośrednio w programie.
Ta za 650zl z polskiego sklepu to najlepszy wybór. No chyba że nie boisz się od kogoś odkupić licencji (której nie aktywował) albo konta.
Nie wiem skąd różnica ale wersja prawilna któryś sklep był chyba nawet oficjalnym dystrybutorem na polskie kiedyś. A ogólnie to warto bo raz kupisz i masz lifetime free upgrade do każdej kolejnej wersji