Nienawidzę niedziel niehandlowych. W tygodniu miałem mało czasu i niestety nie zauważyłem, że skończyła mi się woda. Jako że nie lubię pić kranówki, bo przez twardą wodę muszę odkamieniać czajnik przynajmniej raz w tygodniu, postanowiłem przejść się na krótki spacer do Żabki. Była godzina około 16, czyli szczyt dla leniuszków kupujących hot doga albo podgrzewanego hamburgera na obiad, oraz dla miłośników trunków uzupełniających weekendowe zapasy.
Wchodzę do sklepu, a tam kolejka na trzy czwarte długości Żabki. Zakupy trzeba było robić, stojąc w kolejce, bo przepychanie się przez NPC-ów wpatrzonych w telefony mijało się z celem. Ustawiłem się grzecznie w kolejce i czekałem, aż dotrę do półek z wodą. Zazwyczaj kupuję 5-litrowy baniak Oazy z Biedronki, bo zajmuje mniej miejsca niż cała zgrzewka, jest tani, a woda nie ma smaku (bezsmakowa woda to najlepsza woda), ale tym razem pokusiłem się na Muszyniankę. Przypomniał mi się wers Klocucha: „Piję sobie wodziczkę, skarb życia, Muszyna. Jak chcesz dobrego wojownika, to wybieraj Murzyna”.
Stoję w kurtce zimowej, z wodą w ręku, w tłoku, w sklepie, gdzie włączone jest ogrzewanie, i zaczyna robić się gorąco. Przede mną unosi się lekki zapach alkoholu wydychanego przez dziadka, lat około 80. No, nie jest przyjemnie. Po około 10 minutach stania zbliżam się do upragnionej kasy. Przede mną jeszcze tylko dziadek. Podchodzi i przez 15 sekund próbuje z siebie coś wydusić. Nie wiem, czy to ze starości, czy z powodu wysokiego stężenia alkoholu we krwi, ale nie może wydobyć z siebie słowa. Słychać tylko: „Ż... ż... żbr...”. Pani kasjerka zaśmiała się pod nosem i pyta, czy chodzi o żubrówkę, na co pan dziadek skinął głową. W---a zeskanowana, czas na płatność. Delikwent wyjmuje kartę i próbuje przykładać ją do skanera, który kasjerka położyła na ladzie. Nic z tego. Pani wskazuje terminal i mówi, że tutaj trzeba przyłożyć. Bingo! Udało się zapłacić.
Dziadek bierze flaszkę do ręki i próbuje włożyć ją do eko torby z Biedronki. Niestety, przewrotny los sprawił, że nie ucelował, i butelka zaczyna poddawać się widocznym gołym okiem siłom grawitacji. Wiecie, jak wyglądają kasy w Żabkach? Pod ladą są półki z batonami i tabletkami. Dziadek uruchamia swoje supermoce: refleks jak u Spider-Mana. Próbuje ratować sytuację, zatrzymując butelkę między swoimi udami a półką. Niestety, siły tarcia między szkłem a sztruksowymi spodniami są zbyt małe i butelka powoli zaczyna zjeżdżać. Wszyscy ludzie stoją jak zamurowani. Butelka spada w zwolnionym tempie, ale nadal za szybko, żeby ktoś zainterweniował.
Cyk! Butelka już jest na wysokości kolan. Dziadek całym ciałem napiera na półki, próbując ją zatrzymać. Na marne. Butelka leci dalej. I wtedy, niespodziewanie, dziadek przypomina sobie, że w młodości grał w piłkę nożną. Skleja butelkę do stopy jak Dimityr Berbatow w najlepszych czasach w Manchesterze United. Cały sklep odetchnął z ulgą. Dziadek, zadowolony, zaczyna schylać się po butelkę, która leży na jego stopie. Niestety, w trakcie tego heroicznego aktu poruszył stopą i butelka spadła na żółte od brudu kafelki z wysokości około 5 centymetrów. Rozbiła się. Strużka przezroczystego płynu zaczyna płynąć po podłodze.
W tym momencie zwolniła się kasa samoobsługowa. Minąłem dziadka, przeskoczyłem nad kałużą i już jestem przy kasie. Zeskanowałem i zapłaciłem za wodę w 10 sekund. Wychodząc z dyskontu, widziałem tylko smutne spojrzenie dziadka wbite w podłogę i słyszałem panią kasjerkę proszącą Ankę, żeby na chwilę podeszła do kasy.
#ciekawostka
Wchodzę do sklepu, a tam kolejka na trzy czwarte długości Żabki. Zakupy trzeba było robić, stojąc w kolejce, bo przepychanie się przez NPC-ów wpatrzonych w telefony mijało się z celem. Ustawiłem się grzecznie w kolejce i czekałem, aż dotrę do półek z wodą. Zazwyczaj kupuję 5-litrowy baniak Oazy z Biedronki, bo zajmuje mniej miejsca niż cała zgrzewka, jest tani, a woda nie ma smaku (bezsmakowa woda to najlepsza woda), ale tym razem pokusiłem się na Muszyniankę. Przypomniał mi się wers Klocucha: „Piję sobie wodziczkę, skarb życia, Muszyna. Jak chcesz dobrego wojownika, to wybieraj Murzyna”.
Stoję w kurtce zimowej, z wodą w ręku, w tłoku, w sklepie, gdzie włączone jest ogrzewanie, i zaczyna robić się gorąco. Przede mną unosi się lekki zapach alkoholu wydychanego przez dziadka, lat około 80. No, nie jest przyjemnie. Po około 10 minutach stania zbliżam się do upragnionej kasy. Przede mną jeszcze tylko dziadek. Podchodzi i przez 15 sekund próbuje z siebie coś wydusić. Nie wiem, czy to ze starości, czy z powodu wysokiego stężenia alkoholu we krwi, ale nie może wydobyć z siebie słowa. Słychać tylko: „Ż... ż... żbr...”. Pani kasjerka zaśmiała się pod nosem i pyta, czy chodzi o żubrówkę, na co pan dziadek skinął głową. W---a zeskanowana, czas na płatność. Delikwent wyjmuje kartę i próbuje przykładać ją do skanera, który kasjerka położyła na ladzie. Nic z tego. Pani wskazuje terminal i mówi, że tutaj trzeba przyłożyć. Bingo! Udało się zapłacić.
Dziadek bierze flaszkę do ręki i próbuje włożyć ją do eko torby z Biedronki. Niestety, przewrotny los sprawił, że nie ucelował, i butelka zaczyna poddawać się widocznym gołym okiem siłom grawitacji. Wiecie, jak wyglądają kasy w Żabkach? Pod ladą są półki z batonami i tabletkami. Dziadek uruchamia swoje supermoce: refleks jak u Spider-Mana. Próbuje ratować sytuację, zatrzymując butelkę między swoimi udami a półką. Niestety, siły tarcia między szkłem a sztruksowymi spodniami są zbyt małe i butelka powoli zaczyna zjeżdżać. Wszyscy ludzie stoją jak zamurowani. Butelka spada w zwolnionym tempie, ale nadal za szybko, żeby ktoś zainterweniował.
Cyk! Butelka już jest na wysokości kolan. Dziadek całym ciałem napiera na półki, próbując ją zatrzymać. Na marne. Butelka leci dalej. I wtedy, niespodziewanie, dziadek przypomina sobie, że w młodości grał w piłkę nożną. Skleja butelkę do stopy jak Dimityr Berbatow w najlepszych czasach w Manchesterze United. Cały sklep odetchnął z ulgą. Dziadek, zadowolony, zaczyna schylać się po butelkę, która leży na jego stopie. Niestety, w trakcie tego heroicznego aktu poruszył stopą i butelka spadła na żółte od brudu kafelki z wysokości około 5 centymetrów. Rozbiła się. Strużka przezroczystego płynu zaczyna płynąć po podłodze.
W tym momencie zwolniła się kasa samoobsługowa. Minąłem dziadka, przeskoczyłem nad kałużą i już jestem przy kasie. Zeskanowałem i zapłaciłem za wodę w 10 sekund. Wychodząc z dyskontu, widziałem tylko smutne spojrzenie dziadka wbite w podłogę i słyszałem panią kasjerkę proszącą Ankę, żeby na chwilę podeszła do kasy.
#ciekawostka

M.....o
2024-11-14 09:41:12
+6



