Cześć,
Nie wiem czy tutaj się to przyjmie, ale z racji, że jest tu też trochę motocyklistów to wrzucam. ( ͡° ͜ʖ ͡°)
małe podsumowanie wyjazdu do Włoch. Piszę, bo to mój pierwszy taki daleki wyjazd, i pierwszy taki wyjazd z plecakiem – Zuzą, taką ilością bagaży i w ogóle pierwszy poważny wyjazd GSem, bo zakupionym w marcu tego roku 😅. Uważam, że był to całkiem ambitny i fajny plan. Jeśli chodzi o realizację to udało się wykonać go w 80-90%, więc wydaje mi się, że i tak całkiem nieźle 😎. Ale od początku. Plan był następujący: moto wakacje we Włoszech z kilkoma ważnymi punktami do odhaczenia. Ruszamy z Goleniowa (niedaleko Szczecina). Moto zapakowane na maksa, trzy pełne kufry, dwa rollbagi i mały tankbag na zbiornik. Myślę, że masa razem z nami mogła przekroczyć 450 kg - na szczęście podczas jazdy tego nie czuć. Pierwszy nocleg robimy po 640 km w Norymberdze, następnego dnia kierunek Stelvio. Przed nami 412 km, więc już przyjemniejszy dystans. Po dotarciu na miejsce zrzucamy graty w hotelu w miejscowości niedaleko przełęczy i na Stelvio ruszamy po godzinie 17 - to był strzał w 10, ruch praktycznie zerowy, a był to piątek! Wjeżdżamy od strony Trafoi, czyli podobno tej najbardziej urokliwej. Zjeżdżamy ze Stelvio przez Szwajcarię. Motocyklowe marzenie spełnione - Stelvio zdobyte! 😍 Kolacja, nocleg i rano dalej ruszamy nad Gardę – konkretnie Riva del Garda, do pokonania ok. 175 km, omijamy autostrady, pogoda daje się we znaki, jest gorąco, w miejscowościach ruch ogromny (okazało się, że Włosi zaczynają wtedy urlopy). Nad Gardą spędzamy 3 noce z czego jeden dzień przeznaczamy na objazd jeziora wkoło (ok. 160 km), resztę czasu odpoczywamy czyli zwiedzamy i leżymy na plaży. Objazd Gardy miejscowościami przybrzeżnymi to w sezonie istna męka, gorąco 🫠, a korki niesamowite – przeciskamy się, ale to nic przyjemnego. W międzyczasie zwiedzamy zamek w Malcesine i zaliczamy kąpiel gdzieś dalej, by się ochłodzić. Następny wyjazd to około 330 km. Pierwszym przystankiem jest Maranello i muzeum Ferrari – dla nas motoryzacyjnych świrów obowiązkowa pozycja do zobaczenia. Zwiedzamy muzeum, po którym mieliśmy trochę większe oczekiwania 😌 (w końcu to stolica Ferrari) i lecimy dalej, tym razem pierwszy camp, lekko ponad godzinę drogi od Florencji. Camping świetny, z basenem i fajną panoramą na miasto. Tam spędzamy dwie noce, jeden dzień przeznaczamy na zwiedzanie Florencji, ale podejmujemy decyzję, że jedziemy pociągiem – głównie ze względu na temperaturę i chęć odpoczynku od moto. Podjeżdżamy około 20 km ubrani na zdrapkę do miejscowości gdzie jest stacja kolejowa, moto parkujemy na strzeżonym parkingu, wsiadamy w pociąg i zwiedzamy Florencję, to była dobra decyzja. Temperatura tego dnia wynosiła ok. 40°C. 🥵 Po 2 nocach na campingu ruszamy – kierunek Genua. Dystans 260 km, tym razem lecimy autostradami, ale po drodze zahaczamy Pizę (wieża jest krzywa, nie kłamali 🤣) oraz Portofino. W Genui spędzamy jedną noc. Stamtąd ruszamy ok. 190 km przez Mediolan, na kolejny camp – też na dwie noce. Camp położony nad jeziorem Pusiano, niedaleko Como. Dostajemy miejsce z bezpośrednim widokiem na góry i ww jezioro. Zaplecze na campie całkiem spoko, baseny, bar, zimne p--o 🥰 czyli wszystko się zgadza. Tu niestety zaczynają się walić nasze plany, mieliśmy objechać całe Como wkoło, ale Zuzkę łapie przeziębienie, odpuszczamy. Spędzamy spokojnie dwie noce i ruszamy w kierunku Szwajcarii. Do pokonania 160 km. Schemat jak przy Stelvio. Meldujemy się w hotelu, zostawiamy graty i około godz. 15 ruszamy na Furkę. Ruch nie za duży, wg nas widoki ładniejsze jak na Stelvio, no i zakręty lepsze. Zajeżdżamy oczywiście na słynny, nieczynny już hotel Belvédère. Kolejne moto marzenie spełnione! 🥰 W planach była jeszcze przełęcz św. Gottarda, ale ze względu na złe samopoczucie Zuzki robimy tylko Furkę. Objazd Como i przełęcz Gottarda zostawiamy na następny raz, może to i lepiej, będzie po co wracać. Wracamy do domu, znów z noclegiem w tym samym hotelu w Norymberdze, ze Szwajcarii mamy do zrobienia ok. 500 km. Po nocy w Norymbergii już kierunek Goleniów i 640 km przed nami. Dojeżdżamy dosyć szybko i sprawnie do domu. Ruch na powrocie znikomy, można było pocisnąć. 😎
Całość trwała 12 dni, w ciągu których zrobiliśmy ponad 3600 km. Średnia na dzień to lekko ponad 300 kilometrów. GS pokazał spalanie na poziomie 6.1 litra. Tankowaliśmy 10 razy na kwotę około 1500 zł. Zjedzone X pizz, X wypitych zimnych piw i X wypitych aperolów. Noclegi w hotelach rezerwowane przez booking, campingi bezpośrednio na stronach internetowych/mailowo. Jeśli kogoś interesują koszty noclegów, jedzenia, autostrad, winiet itp. pisać śmiało, odpowiem. Podczas wyjazdu korzystałem z Carpuride 702BS - system carplay oraz nawigacji offline - mapy.com. Sprawdziło się to świetnie, bez żadnych problemów. Trasę każdego dnia mam zapisaną, jak kogoś interesuje plik .gpx czy link do mapy.com mogę śmiało udostępnić. Jak wspomniałem, to pierwszy taki wyjazd więc fajne doświadczenie, które na pewno zaplusuje w przyszłości na kolejnych wyjazdach. Ogólnie było bezpiecznie (na drodze i nie tylko) i bezawaryjnie, maszyna spisała się świetnie. Czy było idealnie? - w naszym odczuciu - prawie tak, czy dało się to zrobić lepiej - na pewno, ale teraz wiemy co poprawić następnym razem. Wrzucam trochę zdjęć, wszystkiego też pewnie nie opisałem, ale jeśli to przeczytałeś/przeczytałaś do końca– super, dzięki. 😎
#podróże #motocykle #motoryzacja #italia #bmw #bmwboners #wakacje #motomirko #motomirki #chwalesie
najbardziej p----------e w tej statyscyce jest to ze do kategordii suv trafiaja takie male popierdulki jak peugeot 2008 jak i ponad 5-metrowe kobyly typu mercedes gls.