Mój stary to fanatyk kursów IT. Pół mieszkania z------e szkoleniami najgorsze. Wszędzie jakieś roadmapy, certyfikacje, notatki, PDFy do przeczytania i listy zadań, które wyglądają jak plan podboju świata, tylko że zamiast tego jest “Kubernetes w weekend” i “Terraform od zera”.
Druga połowa mieszkania z------a nazwami platform: Udemy, Coursera, Pluralsight i jakieś losowe “Akademie Specjalistów”, gdzie kupujesz kurs za 39 zł i dostajesz 18 godzin nagrań z mikrofonem z ziemniaka. Co tydzień ojciec robi objazd po wszystkich stronach, żeby skompletować promocje. Nie dlatego, że potrzebuje, tylko dlatego, że jest TANIEJ. Jak widzi “-90%” to mu się oczy świecą jakby zobaczył świętego Graala.
I najlepsze: on tego w ogóle nie ogląda. Stoi to wszystko jak konserwy na apokalipsę. Ma na koncie 300+ kursów, progress 2%. Dwa procent to jest intro, gdzie prowadzący mówi “welcome”, a stary już po tym wie, że “w sumie zna temat” i idzie kupić następny, bo ten pierwszy “za wolno tłumaczy”.
Siedzi jeszcze na forach i kręci gównoburze z innymi informatykami o najlepsze roadmapy i czy “bez certów to nie ma sensu zaczynać”. Potrafi drzeć mordę do monitora, bo ktoś napisał, że kursy online to scam. Kiedyś ojciec mnie w-----ł to założyłem konto i go trolowałem pisząc w jego wątkach jakieś losowe głupoty typu “Kubernetes to gatunek ryby” i “Terraform to nazwa zespołu metalowego”. Matka nie nadążała z gotowaniem bigosu na uspokojenie. Aha, ma już na forum rangę ARCHITEKT, za n-------e 10k postów i pięć banów za “dyskusje merytoryczne”.
Jak jest wolny weekend, to stary mówi, że “siada do nauki”. Czyli robi sobie rytuał: plan, lista tematów, kolejność modułów, po czym przez 6 godzin robi porównanie kursów zamiast je oglądać. Zamiast uczyć się DevOps robi analizę: kurs A ma fajnego prowadzącego, kurs B ma lepsze opinie, kurs C jest krótszy więc “łatwiej skończyć”. Wniosek: trzeba kupić kurs D, bo te trzy mają braki.
Przy jedzeniu zawsze p------i o IT i za każdym razem temat schodzi na rekrutacje. Ojciec sam się nakręca i dostaje strasznego bólu d--y: HR nie rozumie, bez certyfikatu nie patrzą, juniorzy mają łatwiej. Robi się cały czerwony, odchodzi od stołu klnąc i idzie czytać artykuły, żeby się uspokoić. Czytanie wygląda tak, że 5 minut czyta, a 55 minut szuka nowego kursu.
W tym roku sam sobie kupił na święta kurs “AI + DevOps + Cybersecurity w 30 dni”. Oczywiście do wigilii nie wytrzymał tylko już wczoraj go “aktywował”. Siedział cały dzień na stronie kursu, przewijał syllabus i czytał opinie jakby to była literatura piękna. Potem stwierdził, że “jutro startuje na serio” i kupił drugi, bo “ten pierwszy ma za mało praktyki”.
Jak kiedyś miałem urodziny, to stary jako prezent zrobił mi “wspólny start w IT”. Super prezent k---o. Usiadł, odpalił kurs “od podstaw”, po pięciu minutach powiedział “dobra, to proste” i zaczął szukać wersji advanced. 6 godzin patrzyłem jak nie ogląda kursu, tylko szuka lepszego kursu, bo “ten prowadzący za dużo gada”.
Gdyby mnie na długość ręki dopuścili do jego konta, to bym mu zablokował płatności.
I tak to wygląda: nałogowy kursiarz informatyk. Kupuje, nie ogląda. Nie ogląda, kupuje. A jak już coś włączy, to i tak kończy na: “Dobra, znam. Kupimy coś bardziej pro.”
#pasta #it #informatyka #kursy