Gwiezdne Wojny i Władca Pierścieni to dokładnie ten sam filmOd lat fani popkultury spierają się, co jest lepsze: „Gwiezdne Wojny” czy „Władca Pierścieni”. Tymczasem spór ten nie ma najmniejszego sensu, ponieważ są to w zasadzie dwie wersje dokładnie tej samej historii.
Różnice są kosmetyczne.
Przede wszystkim w „Gwiezdnych Wojnach” akcja rozgrywa się dawno temu, w odległej galaktyce. We „Władcy Pierścieni” również rozgrywa się dawno temu, tylko nie w odległej galaktyce, lecz w Śródziemiu.
Głównym bohaterem „Gwiezdnych Wojen” jest młody człowiek mieszkający na odludziu, który nie ma pojęcia o wielkim świecie i pewnego dnia zostaje wciągnięty w epicką wyprawę. We „Władcy Pierścieni” jest prawie identycznie, z tą drobną różnicą, że główny bohater nie jest człowiekiem, tylko hobbitem, nie mieszka na pustynnej planecie, tylko w zielonej krainie, i nie zostaje wciągnięty w wojnę z Imperium, tylko musi zniszczyć pierścień.
Czyli praktycznie to samo.
W obu historiach bohaterowi pomaga stary, mądry mentor posiadający niezwykłe moce. W „Gwiezdnych Wojnach” jest to Obi-Wan Kenobi, który jest rycerzem Jedi i posługuje się Mocą. We „Władcy Pierścieni” jest to Gandalf, który nie jest rycerzem Jedi, tylko czarodziejem, nie posługuje się Mocą, tylko magią, i poza funkcją starego brodatego człowieka właściwie nie ma z Obi-Wanem nic wspólnego.
Podobieństwo jest więc uderzające.
Obie historie mają również charakterystycznego czarnego charakteru. W „Gwiezdnych Wojnach” jest nim Darth Vader: odziany na czarno wojownik w masce, który oddycha jak zepsuty odkurzacz i służy Imperatorowi. We „Władcy Pierścieni” jest Sauron, który nie nosi maski, nie oddycha, nie ma miecza świetlnego, przez większość czasu nie posiada nawet ciała i występuje głównie jako gigantyczne płonące oko.
Poza tym — identyczni.
Nie można też przeoczyć podobieństwa w kwestii najważniejszego przedmiotu. We „Władcy Pierścieni” fabuła obraca się wokół potężnego Pierścienia, który trzeba zniszczyć, wrzucając go do ognia Góry Przeznaczenia. W „Gwiezdnych Wojnach” nie ma żadnego pierścienia, a bohaterowie próbują wysadzić gigantyczną stację kosmiczną.
Jest to jednak w gruncie rzeczy szczegół scenograficzny.
W obu dziełach występują także niewysokie, sympatyczne stworzenia. Tolkien ma hobbitów. George Lucas ma droidy, Jawów i Ewoki. Żadne z nich nie przypomina hobbitów, ale wszystkie są stosunkowo niewysokie, co trudno uznać za przypadek.
Podobieństwa dotyczą nawet uzbrojenia. W „Gwiezdnych Wojnach” bohaterowie walczą mieczami świetlnymi, blasterami i myśliwcami kosmicznymi. We „Władcy Pierścieni” używają zwykłych mieczy, łuków, toporów oraz czasami koni.
Jak widać, podstawowa zasada pozostaje ta sama: bohaterowie mają jakieś przedmioty, którymi walczą.
Transport również zdradza wspólne korzenie obu opowieści. Han Solo lata Sokołem Millennium. Aragorn jeździ konno.
W obu przypadkach następuje przemieszczanie się z punktu A do punktu B.
Trudno o bardziej jednoznaczny dowód.
Oczywiście w „Gwiezdnych Wojnach” są planety, statki kosmiczne, roboty, lasery, obcy, hiperprzestrzeń i gigantyczne stacje bojowe. We „Władcy Pierścieni” są góry, lasy, zamki, orkowie, elfy, krasnoludy, czarodzieje i gadające drzewa.
Ale gdy odrzucimy te powierzchowne różnice, pozostaje czysta struktura obu historii: grupa bohaterów gdzieś idzie, źli próbują im przeszkodzić, ktoś ginie, ktoś wygłasza ważne zdanie, odbywa się duża bitwa i na końcu dobro mniej więcej zwycięża.
Dlatego można spokojnie powiedzieć, że „Gwiezdne Wojny” to po prostu „Władca Pierścieni” w kosmosie.
Oczywiście pod warunkiem, że przez „Władcę Pierścieni w kosmosie” rozumiemy historię, która nie ma Pierścienia, hobbitów, Śródziemia, Mordoru, elfów, krasnoludów, Gandalfa ani właściwie żadnej z rzeczy charakterystycznych dla „Władcy Pierścieni”.
I odwrotnie: „Władca Pierścieni” to bez wątpienia „Gwiezdne Wojny” bez gwiazd, wojen w kosmosie, Jedi, Sithów, Mocy, droidów, statków kosmicznych, Imperium i laserów.
Czyli dokładnie to samo.
Tylko inne.
#heheszki #wladcapierscieni #starwars #gwiezdnewojny #aislop