Krzysztof Karoń miał rację. W tym całym finansowym mambo dżambo chodzi tylko i wyłącznie o zaawansowaną i ładnie ubraną w słowa kradzież.
Finansjera nie produkuje nic użytecznego. Nic. Cały ten biznes to sztuka tego, żeby złowić frajera, który w zamian za marzenia odda im swój majątek albo zaciągnie jakiś kredyt - czyli też odda majątek ale ten przyszły.
Można dorabiać do tego ideologie, że chodzi o płynność, łatwość wymiany handlowej, efektywne lokowanie środków i inne takie bezdety ale prawda jest taka, że na końcu u finansjery liczy się to ile ma pieniędzy w portfelu. A te najłatwiej i najktuteczniej zgarnąć robiąc w ch_u_ja.
Firma produkująca auta musi wyprodukować jakieś auto. Artysta malarz musi namalować obraz, deweloper wybudować dom a hydraulik wykonać konkretną usługę hydrauliczną. Czegoś nie było i coś powstało właśnie wkładając wartość dodaną do społeczeństwa.
Tymczasem efektem pracy finansjery jest po prostu przekładanie kupki pieniędzy z jednej na drugą w toku czego nie powstaje nic użytecznego poza puchnącym portfelem finansistów.
Tak jak w Wilku z Wall Street - chodzi o to żeby w trrakcie tego przekłądania jak w grze w 3 kubki z-----ć to co jest pod kubeczkiem tak żeby klient się nie zorientował.
"Move the money from the client's pocket into your pocket."
Taki to właśnie obraz wszystkich inwestorków. Na tagu
#gielda absolutnie nikogo nie interesuje co produkuje dana firma i nie inwestuje w nią bo chce żeby np. Orlen się rozwijał. A taki był zamisł inwestowania - wspieranie biznesu. Przyspieszenie produkcji. A tu chodzi tylko o cyferkę. Wartość społeczna nie ma znaczenia. Jak będzie rosło to małpy nawet w takie wynalazki jak
#gme będą łądwoały oszczędności życia. Więcej pożytku dla społeczeństwa wnosi pucybut na ulicy niż jakikolwiek trader.
Mit kolejnego "genialnego" inwestora upada na naszych oczach a legendarna debata mam nadzieję zostanie żywym dowodem na to jak Ci hazardziści potrafią wypierać na 1000 sposobów racjonalne argumenty.
#zaorski #finanse #inwestycje #kryptowaluty #bitcoin