Z jednej strony mam już dość pracy, z drugiej boję się straty źródła utrzymania. Ledwo cokolwiek jestem w stanie już ruszać, przez co tylko robią mi się zaległości, na dodatek jeszcze dochodzą nowe zadania, no i przez to wszystko jeszcze bardziej się odechciewa. Lenistwa nie ubywa, ale stresu też nie.
Zastanawiam się jak ja mógłbym być wdzięczny za tę pracę, o której marzy nie jedna osoba, ale nie umiem. I tak mi jest źle. Przez to czuję się jeszcze gorzej, bo nie doceniam tego co mam i jeszcze narzekam.
Czy naprawdę docenianie czegokolwiek ma działać tylko pod groźbą utraty tejże rzeczy? Czy da się docenić jedzenie nie zastrzaszając się wizją głodu? Czy da się szczerze docenić pracę, samą w sobie, bez szczucia samego siebie groźbami, że mogło się mieć dużo gorszą pracę, albo być bezrobotnym i żyć na skraju ubóstwa?
Cały czas mi coś mówi, że powinienem być wdzięczny, ale źle mi z tym, bo nie umiem. Ciężko jest mi się zmuszać do czegoś, czego nie lubię robić. Czuję się trochę zniewolony w tym sensie, że ja się nie pisałem na ten świat, na bycie zmuszonym do zaspokajania swoich potrzeb za pomocą tych narzucanych metod i narzędzi. Nie radzę sobie w tej całej układance, miałem niedostateczny tutorial przed rozpoczęciem kompanii, a nie mam sił ani ochoty nadrabiać rzeczy, które innym przyszły naturalnie, lub miały bardziej sprzyjające ku temu warunki.
Już samo pisanie tego postu w taki sposób wywołuje wyrzuty sumienia, eh. Jak inni to robią, nie man pojęcia.
#pracbaza #praca #korposwiat #zycie #jakzyc #zalesie #wdziecznosc #ego #duma #przemyslenia #dziendobryMoze ktos z
#religia #chrzescijanstwo ma jakieś rady o byciu wdzięcznym? Czy tego trzeba się nauczyć, czy może wdzięczność powinna iść samo z siebie?