#stan #posel #podatek #polska Poseł dziesięć razy lepszy od obywatela
Osoby, które pełnią funkcje społeczne i obywatelskie, np. posłowie i senatorowie, zgodnie z ustawą o PIT, nie muszą oddawać pieniędzy fiskusowi do wysokości, która nie przekracza kwoty 2280 złotych miesięcznie. A pozostali muszą.
Demokracja, jaka przypadła nam w udziale po 1989 roku, daje wszystkim Polakom, m.in. równe prawa do strajku, publicznego demonstrowania swoich poglądów, swobodę wyrażania krytyki polityków, w tym też prezydenta RP – przynależności do dowolnej partii spośród 286 zarejestrowanych i korzystania z kwoty wolnej od podatku. Przy czym tutaj barwy demokracji są różne w zależności od stopnia społecznej pozycji.
Istota naszej sprawiedliwości społecznej?
Kwota wolna od podatku, o którą toczyli boje w kampanii wyborczej niedawni jeszcze kandydaci na prezydenta, od lat wynosi w Polsce nieco ponad 3 tysiące złotych. Politycy sejmowi, czyli tzw. posłowie… różnych partii, także rządzącej, dali narodowi równe prawo dla wszystkim, z wyjątkiem samych siebie. Sobie dali więcej, dużo więcej. Dzięki temu, przy wypełnianiu formularza PIT, przeciętny Kowalski może odliczyć sobie 556 zł i 2 grosze. A Kowalski, który jest posłem… może więcej.
Otóż, gdy Kowalski z Pipidowa czy Gamoniowa, wypisuje sobie PIT, ma szanse odliczyć sobie 556 zł i 2 grosze. Ale sprawa ulega diametralnej zmianie, jeżeli wypisuje sobie PIT-a, poseł na Sejm. Jego roczna kwota diet poselskich, wolna od podatku wynosi blisko 27,5 tys. zł. Daje to około 5,5 tysiąca złotych odliczenia. Tu właśnie mieści się istota demokratycznej sprawiedliwości społecznej?
Ile oddaje fiskusowi poseł i Kowalski?
Kwota wolna od podatku dochodowego – zgodnie z ustawą sejmową - wynosi aktualnie w Polsce 3091 zł rocznie, czyli 257 zł i 58 gr miesięcznie. Od zarobków powyżej tej kwoty, musimy – czy chcemy czy nie - zapłacić przymusową daninę do skarbu państwa, według stawek PIT. Jednak nie wszystkie rodzaje dochodów mają takie same limity.
Jedna z pozycji zawartych w ustawie o PIT, głosi: "diety oraz kwoty stanowiące zwrot kosztów, otrzymywane przez osoby wykonujące czynności związane z pełnieniem obowiązków społecznych i obywatelskich". Osoby, które pełnią takie funkcje, na przykład posłowie i senatorowie, nie muszą oddawać pieniędzy fiskusowi do wysokości, która nie przekracza kwoty 2280 złotych miesięcznie.
Roczna kwota wolna dla diet poselskich wynosi 27 360 złotych, co w połączeniu z tą tradycyjną (nie ma przepisów zabraniających funkcjonariuszom publicznym korzystania z obu udogodnień – zapomnieli to prawdopodobnie ująć w ustawie przez pomyłkę) daje sumę łączną ponad 30 tysięcy złotych.
Zważywszy na 18-procentową stawkę podatku dochodowego, okazuje się, że żarłoczny fiskus każdego roku daruje każdemu posłowi i senatorowi 5481 zł i 18 gr. Łącznie wybrańcy narodu z Sejmu, oszczędzają w ten sposób – zgodnie z prawem sobie ustanowionym - ponad 2,5 mln zł, a senatorowie z Senatu, ponad 0,5 mln zł.
Podatek od skrajnego ubóstwa
Kwota wolna od podatku nie ulega zmianie w Polsce od lat. Ostatni raz wzrosła w 2009 roku i to zaledwie o 2 złote. Przez ostatnie 6 lat znacznie szybciej rosły w naszym kraju wynagrodzenia i ceny. Ale posłów i senatorów to nie martwi. Niedostosowanie kwoty wolnej od podatku do tych właśnie zmian, sprawia, że podatek dochodowy muszą w Polsce płacić także renciści i emeryci, a nawet osoby żyjące w skrajnym ubóstwie.
Jak podaje Instytut Pracy i Spraw Socjalnych, minimum egzystencji w naszym kraju, czyli poziom dochodów poniżej których występuje biologiczne zagrożenie życia i rozwoju człowieka (np. niedożywienie), w 2014 roku wyniósł w Polsce - w zależności od wielkości gospodarstwa domowego - od 440 do 544 złotych. To przecież dwukrotnie więcej niż miesięczna kwota wolna od podatku.
Prezydent Duda i rząd o kwocie wolnej od podatku
Tak więc w demokratycznej Polsce dochodzi do kuriozalnej sytuacji, że demokratyczne państwo najpierw zabiera najuboższym część ich skromnych dochodów, w formie podatku, aby później wydawać wydarte biedakom pieniądze, na różne rodzaje zasiłki i świadczenia pomocy społecznej. Zatem, czy możliwe, żeby w demokratycznej, wolnej, niepodległej… coś się w tej sytuacji zmieniło? Coś koło tego obiecywał Andrzej Duda w kampanii, ale rzucał codziennie tyloma obietnicami, że trudno pamiętać, jakimi…
Ale to jest pewne - jedna z obietnic wyborczych Andrzeja Dudy dotyczyła podwyższenia kwoty wolnej od podatku - do poziomu przynajmniej 8 tys. zł. Nad zwiększeniem tej kwoty, wprawdzie do niższego poziomu, zastanawia się także rząd premier Ewy Kopacz. Potwierdziła tę informację tydzień temu, na antenie RMF FM, rzeczniczka rządu Małgorzata Kidawa-Błońska.
Źródło: finanse.wp.pl.
Stanisław Cybruch
Na zdjęciu ilustracyjnym - podatnicy pytają, a skarbówka odpowiada. Foto: tvp.info.google.com.
Osoby, które pełnią funkcje społeczne i obywatelskie, np. posłowie i senatorowie, zgodnie z ustawą o PIT, nie muszą oddawać pieniędzy fiskusowi do wysokości, która nie przekracza kwoty 2280 złotych miesięcznie. A pozostali muszą.
Demokracja, jaka przypadła nam w udziale po 1989 roku, daje wszystkim Polakom, m.in. równe prawa do strajku, publicznego demonstrowania swoich poglądów, swobodę wyrażania krytyki polityków, w tym też prezydenta RP – przynależności do dowolnej partii spośród 286 zarejestrowanych i korzystania z kwoty wolnej od podatku. Przy czym tutaj barwy demokracji są różne w zależności od stopnia społecznej pozycji.
Istota naszej sprawiedliwości społecznej?
Kwota wolna od podatku, o którą toczyli boje w kampanii wyborczej niedawni jeszcze kandydaci na prezydenta, od lat wynosi w Polsce nieco ponad 3 tysiące złotych. Politycy sejmowi, czyli tzw. posłowie… różnych partii, także rządzącej, dali narodowi równe prawo dla wszystkim, z wyjątkiem samych siebie. Sobie dali więcej, dużo więcej. Dzięki temu, przy wypełnianiu formularza PIT, przeciętny Kowalski może odliczyć sobie 556 zł i 2 grosze. A Kowalski, który jest posłem… może więcej.
Otóż, gdy Kowalski z Pipidowa czy Gamoniowa, wypisuje sobie PIT, ma szanse odliczyć sobie 556 zł i 2 grosze. Ale sprawa ulega diametralnej zmianie, jeżeli wypisuje sobie PIT-a, poseł na Sejm. Jego roczna kwota diet poselskich, wolna od podatku wynosi blisko 27,5 tys. zł. Daje to około 5,5 tysiąca złotych odliczenia. Tu właśnie mieści się istota demokratycznej sprawiedliwości społecznej?
Ile oddaje fiskusowi poseł i Kowalski?
Kwota wolna od podatku dochodowego – zgodnie z ustawą sejmową - wynosi aktualnie w Polsce 3091 zł rocznie, czyli 257 zł i 58 gr miesięcznie. Od zarobków powyżej tej kwoty, musimy – czy chcemy czy nie - zapłacić przymusową daninę do skarbu państwa, według stawek PIT. Jednak nie wszystkie rodzaje dochodów mają takie same limity.
Jedna z pozycji zawartych w ustawie o PIT, głosi: "diety oraz kwoty stanowiące zwrot kosztów, otrzymywane przez osoby wykonujące czynności związane z pełnieniem obowiązków społecznych i obywatelskich". Osoby, które pełnią takie funkcje, na przykład posłowie i senatorowie, nie muszą oddawać pieniędzy fiskusowi do wysokości, która nie przekracza kwoty 2280 złotych miesięcznie.
Roczna kwota wolna dla diet poselskich wynosi 27 360 złotych, co w połączeniu z tą tradycyjną (nie ma przepisów zabraniających funkcjonariuszom publicznym korzystania z obu udogodnień – zapomnieli to prawdopodobnie ująć w ustawie przez pomyłkę) daje sumę łączną ponad 30 tysięcy złotych.
Zważywszy na 18-procentową stawkę podatku dochodowego, okazuje się, że żarłoczny fiskus każdego roku daruje każdemu posłowi i senatorowi 5481 zł i 18 gr. Łącznie wybrańcy narodu z Sejmu, oszczędzają w ten sposób – zgodnie z prawem sobie ustanowionym - ponad 2,5 mln zł, a senatorowie z Senatu, ponad 0,5 mln zł.
Podatek od skrajnego ubóstwa
Kwota wolna od podatku nie ulega zmianie w Polsce od lat. Ostatni raz wzrosła w 2009 roku i to zaledwie o 2 złote. Przez ostatnie 6 lat znacznie szybciej rosły w naszym kraju wynagrodzenia i ceny. Ale posłów i senatorów to nie martwi. Niedostosowanie kwoty wolnej od podatku do tych właśnie zmian, sprawia, że podatek dochodowy muszą w Polsce płacić także renciści i emeryci, a nawet osoby żyjące w skrajnym ubóstwie.
Jak podaje Instytut Pracy i Spraw Socjalnych, minimum egzystencji w naszym kraju, czyli poziom dochodów poniżej których występuje biologiczne zagrożenie życia i rozwoju człowieka (np. niedożywienie), w 2014 roku wyniósł w Polsce - w zależności od wielkości gospodarstwa domowego - od 440 do 544 złotych. To przecież dwukrotnie więcej niż miesięczna kwota wolna od podatku.
Prezydent Duda i rząd o kwocie wolnej od podatku
Tak więc w demokratycznej Polsce dochodzi do kuriozalnej sytuacji, że demokratyczne państwo najpierw zabiera najuboższym część ich skromnych dochodów, w formie podatku, aby później wydawać wydarte biedakom pieniądze, na różne rodzaje zasiłki i świadczenia pomocy społecznej. Zatem, czy możliwe, żeby w demokratycznej, wolnej, niepodległej… coś się w tej sytuacji zmieniło? Coś koło tego obiecywał Andrzej Duda w kampanii, ale rzucał codziennie tyloma obietnicami, że trudno pamiętać, jakimi…
Ale to jest pewne - jedna z obietnic wyborczych Andrzeja Dudy dotyczyła podwyższenia kwoty wolnej od podatku - do poziomu przynajmniej 8 tys. zł. Nad zwiększeniem tej kwoty, wprawdzie do niższego poziomu, zastanawia się także rząd premier Ewy Kopacz. Potwierdziła tę informację tydzień temu, na antenie RMF FM, rzeczniczka rządu Małgorzata Kidawa-Błońska.
Źródło: finanse.wp.pl.
Stanisław Cybruch
Na zdjęciu ilustracyjnym - podatnicy pytają, a skarbówka odpowiada. Foto: tvp.info.google.com.
brak komentarzy
