Pamiętacie, jak PO wystawiło Kidawę? To była taka porażka, że sami ją zdjęli ze sceny (jak widziałem jej plakaty po kompromitacji, to ciężko mi było powstrzymać śmiech). Na szybko wszedł Trzaskowski – i o włos przegrał z Dudą. Wtedy zrobił prawie 49%. Przypadek? Nie sądzę.
Teraz wraca. A kto mu staje na drodze? Karol „Snus” Nawrocki. Kandydat, który myli gry na steam z kryptowalutami, a do tego:
– mieszkanie od 80-latka, który teraz siedzi w domu opieki (ale spoko, wszystko „legalne”),
– ustawki kiboli, którymi się chwali jakby to było harcerstwo,
– nikotynowa saszetka w trakcie debaty – serio, ziomek wciąga snusa na wizji,
– luks apartament za friko jako dyrektor muzeum – bo przecież czemu nie.
To nie kandydat. To kontrowersja na dwóch nogach.
A Trzaskowski? Bez wielkich zachwytów – ale nie robi przypału, zna języki, był ministrem, europosłem, prowadzi Warszawę i nie musi tłumaczyć się z kompromitujących wpadek, których jest coraz więcej.
Nie trzeba być fanem PO, żeby widzieć, że wybór jest między kimś ogarniętym… a kimś, kto pomylił kampanię prezydencką z kolejnym sezonem „Chłopaków z ferajny”.
#polityka #wybory