@morion
70 obserwujących
morion 2025-05-02 12:48:04 +8
Wrzucam w ramach przypomnienia:

„MONTE - VIDEO”

Wypożyczalnia kaset VHS na Mokotowie była miejscem tętniącym życiem. Tam się ścierali fani kina klasy B, ale również prawdziwi kinomanii, którzy namiętnie na swoich zajechanych odtwarzaczach video oglądali filmy w jakości wołającej pomstę do nieba. Rekompensatą był dobry lektor, którego w latach 90 nie obowiązywała cenzura. Był to niewątpliwie atut patrząc z perspektywy czasu. Kręte labirynty pełne kolorowych kaset podzielone tematycznie na gatunki filmowe. Narodowym hobby w tamtych latach było masowe oglądanie filmów, praktycznie każdego gatunku. Od niemieckich pornosów, poprzez melodramaty, kino akcji i horrory klasy B, aż po ambitne kino europejskie. Faceci po 40 po pracy przychodzili do domu i po 2-3 filmy męczyli do północy , później spać i od nowa tętno dnia codziennego. Ludzie masowo oglądali wszystko co się dało.
Za nieprzewiniętą kasetę u Rednecka można było dostać karę finansową. Redneck był właścicielem wypożyczalni na Mokotowie i prawdziwym pasjonatem kina wszelkiego. Oglądał wszystko , dosłownie, nawet każdy film e-------y czy p---o musiał obejrzeć Był bardzo zaangażowany w kino bo w końcu poprzez pasję zbudował najlepszą wypożyczalnie w mieście. Na górze miał małe mieszkanie, a na dole wypożyczalnie, swoje królestwo. Wyglądał na 40 lat , a miał nieco mniej. Był lekko przy kości , kręcone średniej długości włosy zaczesane do góry i psa - skrzyżowanie wilczura z jamnikiem , którego nazwał Bruce Lee.
Każdy kto był zapisany miał swój numer i widniał w wielkim zeszycie, których było kilkanaście. Jeśli się zapomniało numer, to trzeba było się zapisać jeszcze raz , bo system był niedoskonały. Stosy zeszytów, segregatorów, straszna biurokracja.
Redneck był osiedlowym krytykiem kina, znał się niemalże na każdym gatunku filmowym. Jego idolem był Kałużyński. Bardzo cenił faceta, za bezpośredniość i nie uleganie modzie oraz trendom. Z Dżordżem przychodziliśmy czasami jak naszła nas ochota na maraton filmowy. Elwira zachwycała się włoskim kinem erotyczno – artystycznym. Dżordż kochał filmy Wong Kar-Waia , w zasadzie wszyscy się w nich zatracaliśmy. Osobliwe kino. Pamiętam że Chungking Express oglądaliśmy namiętnie kilka razy przy puszce ananasa, popalając przy tym skuna.
Oczywiście potrafiliśmy oglądać cztery horrory pod rząd „Freddiego Krugera” czy „Martwe Zło”. Pamiętam seans „Rush”(1991), albo „Pump Up the Volume” Allana Moyla. Czesto lubiliśmy też dobrego dreszczowca zapodać przy cieście haszyszowym upieczonym przez Elwirkę.
Pamiętam faceta z wąsem po 40 jak przyszedł do Redneka, i przepraszał go, że przetrzymał „Pulp Fiction” o kilka dni za długo, ale film wywarł na nim takie wrażenie , że obejrzał go 6 razy! Dwa razy z żoną, dwa razy z kolegami i dwa razy z synkiem 12 letnim. Później dyskutował przy ladzie dobrą godzinę na temat filmu. Nawet prości ludzie wówczas otwierali się na świat kina. Zwykli robotnicy potrafili płakać na „Buntowniku z wyboru” lub podziwiać grę aktorską Al Pacino lub De Niro w „Gorączce”. Każda klasa społeczna otworzyła się na kino, bo za niewielkie pieniądze można było zanurzyć się w inny świat.
Nie zapomnę nigdy seansu jaki odbył się w wypożyczalni kaset video w 1994roku . To była czysta dawka emocji w ciekawym towarzystwie. Wówczas Redneck całkiem spontanicznie na swoim Panasonicu zapodał „Urodzonych morderców” w reżyserii Olivera Stone’a, na podstawie scenariusza Quentina Tarantino. Był koniec sierpnia, kilka dni od światowej premiery, upalny wieczór, zamykając wypożyczalnię, powiedział, że coś świeżego pokaże swoim klientom. W ten sposób kilka osób zostało „na fajrant” w czeluściach wypożyczalni video u Rednecka. Wyjął starą kanapę i zaczęliśmy oglądać z klientami film o młodych mordercach. Dżordż wyjął skręty posmarowaliśmy je miodem dla dodania aromatu i tak oto popalaliśmy wszyscy. Było siwo od dymu, gorąco , ale atmosfera gęsta i każdy autentycznie przejęty. Palił każdy, niektórzy nie wiem czy zdawali sobie sprawę że palą marychę. I tak oto w piątkowy upalny wieczór wkomponowaliśmy nasze umysły w świat kina lat '90. W połowie filmu , gdy jakaś scena nam się podobała prosiliśmy Rendnecka o powtórkę. To był „żywy seans” z dyskusją podczas oglądania. Paliliśmy jednego skręta maczanego w miodzie, później drugiego , na koniec jeszcze trzeciego. Na końcu zamówiliśmy „chińczyka” i jeszcze dobrą godzinę dyskutowaliśmy po seansie. Wszyscy upaleni stali się jakby bardziej wrażliwsi. Dżordż chwalił oryginalne ujęcia, niektórzy wypatrywali drugiego dna w tym dramacie- thrillerze.
Redneck palił zioło , bo każdy szanujący się kinoman wie że odczuwanie oraz postrzeganie filmu jest znacznie głębsze po marihuanie niż na czysto.
Z tego tytułu, że Dzordż był jego ulubionym dostawcą nie groziła mu kara za oddanie nieprzewiniętego filmu. Dżordż nawet swego czasu wszedł w kooperatywę z Redneckiem i do nowych filmów dla zaufanych klientów dokładał skręta za symboliczną złotówkę zręcznie zwiniętego. To był element promocji swojej działalności. W środek wkładał karteczkę z krótką notką odnośnie swoich doznań podczas oglądania danego filmu. Były dwie recenzje właściwie: jedna Rednecka a druga Dżordża. Kinomanii którzy palili zioło byli zachwyceni takim podejściem. Doceniali dbałość o ten detal. Po pewnym czasie Dżordż miał całe tabuny klientów filmowych.
W piątki wieczorem często organizowaliśmy wraz z Redneckiem wieczory filmowe w jego wypożyczalni w towarzystwie jego pupila Brucea Lee. Każdy wieczór miał swój temat, był wieczór komedii, horrorów, a nawet wieczór p---o-filmów. Zawsze paliliśmy skręty do tego i był darmowy barek ze słodyczami. Po seansie jak zwykle burzliwa dyskusja i chińczyk czyli nasza uroczysta kolacja. Ładnych parę lat tkwiliśmy w tym „kółku filmowo-narkotycznym”. To było piękne i nad wyraz ambitne przedsięwzięcie, że zwykli ludzie mogli konsumować kulturę w taki sposób. „Klub dekadentów i hedonistów filmowych '94” – taką nieoficjalną nazwę nadaliśmy.
Klub filmowy u Rednecka był oazą nielegalnych filmów , które przed oficjalną premierą w Polsce można było tam zobaczyć. Raz nawet zrobiliśmy całą noc filmów „Upadek” , „Apollo 13” , „Zostawić Las Vegas”, „Noc na Ziemi” . Było gęsto od marcychy, pachniało tanim W----y, śmierdziało chińczykiem , cygarami. Partnerka Rednecka – Basia nie nadążała z robieniem kawy w wielkim dzbanie . Było prawie 20 osób, ciasno, ale przyjemnie. Burzliwa dyskusja do świtu. Ścieranie się charakterów, gustów filmowych oraz postrzeganie otaczającej rzeczywistości.
Sporo suszu poszło tej owej nocy, który bez wątpienia uwalniał w naszych mózgach pewne hamulce umysłowe, oraz otwierał nieodkryte pokłady nasze własnej twórczości.
W zasadzie każdy szanujący się krytyk filmowy chcąc nie chcąc musiał palić zioło, taki zawód, taka profesja. Nam było daleko od profesjonalnych krytyków, ale podwórkowymi byliśmy i to nam dawało ogromną satysfakcję. Mieliśmy również specjalistę od kina akcji Pietrzu! To on układał filmy pod wieczory filmowe kina sensacyjnego z Sylvesterem Stallone czy Arnoldem Schwarzeneggerem, lecz płakał jak bóbr widząc dobry melodramat. Elwirka specjalizowała się w kinie artystycznym. Każdy był potrzebny i był koneserem, ekspertem w danym gatunku.
Pamiętam z widzenia gościa od siebie z osiedla , który był częstym klientem wypożyczalni, zawsze brał filmy karate z Jackie Chanem lub Bruce-Lee. Redneck mówił na niego „mnich z klasztoru szaolin” .Po zmroku na osiedlu przy trzepaku po obejrzanych seansach ćwiczył chwyty kung-fu. To było piękne co robił film z ludźmi.
Dziwne może , ale to poniekąd piractwo było domeną tego pozytywnego bałaganu. Okładki na xero, przegrywanie masowe kaset czy filmy z nielegalnych źródeł.
Później , na początku XXI wieku rozwój technologii , paradoksalnie popsuł nam zabawę w kino, a tym samym już nigdy kino nie było takie samo. Klimat kina lat '90 przestał istnieć. Umarła pewna epoka z końcem upadku wypożyczalni kaset video.

#lata90 #gimbynieznajo #narkotykizawszespoko #dzordz
Ademu 2025-05-02 12:52:28 +1
@morion A jest szansa na coś więcej? Bo wielokrotnie czytałem te wpisy o „dzordzu”.
morion 2025-05-02 13:00:23 +2
@Ademu: Mijają lata. Ja obiecywałem , że będzie coś więcej. Będzie, muszę się zmotywować . Kilka historii mam już , ale muszę zredagować bo straszny chaos powstał.
morion 2025-04-19 13:59:34 +0
Witamina D3
- Pierwsze oznaczenie z krwi - 15.09.24 - 40ng/ml
- Kuracja "Vigantol w kroplach" - codzienna dawka przez 7 miesięcy 8000 IU , do tego wit K, B, E, A, C
- Drugie oznaczenie z krwi - 15.04.25 - 57ng/ml

#d3 #witaminad3 #zdrowie
nervous_breakdown 2025-04-19 14:04:55 +0
- Pierwsze oznaczenie z krwi - 15.09.24 - 40ng/ml

@morion: robiłem badanie w marcu i miałem 15ng/ml
morion 2025-04-19 14:17:48 +0
@nervous_breakdown: Poniżej 20ng/ml to stan ciężkiego niedoboru.
morion 2024-08-20 20:32:08 +9
- Bezwzględne obowiązkowe chipowanie psów
- Brak chipa u psa 15000zł kary
- Pies sterylizowany – opłata roczna 1500zł
- Pies niesterylizowany – opłata roczna 3000zł
- Bezwzględny obowiązek kagańca dla psa w miejscach publicznych oraz w niektórych przypadkach dodatkowo smyczy. Brak tych wymogów: 5000zł mandat
- Rejestr ras agresywnych i zakaz ich w Polsce
- Zakaz chowu wsobnego oraz kontrola nad komercyjnym rozmnażaniem psów
- Badania psychologiczne raz na 2 lata dla właścicieli psów.
- Brak możliwości posiadania psa dla osób z przeszłością kryminalną
- Brak sprzątania po psie – 1000zł mandat
- Zostawianie psa samego w domu/ na balkonie na dłużej jak 2h podpięte pod znęcanie się
CzarnyOwiec 2024-08-20 20:35:39 +4
@morion wstawaj! już wiesz co... ( ͡°( ͡° ͜ʖ( ͡° ͜ʖ ͡°)ʖ ͡°) ͡°)
gorzki99 2024-08-20 20:36:42 +13
Badania psychologiczne raz na 2 lata dla właścicieli psów.

@morion: I dla Ciebie gratis raz na kwartal.
morion 2023-04-06 18:24:42 +0
Jak mnie śmieszy ten skowyt pokolenia boomerów „Unia tyle dała” , „Wyjście z Unii to s---------o”, itd.
Wychowani za komuny , później za postkomuny mają traumę i nie ufają nikomu poza Unią, która rozdaje fajerwerki i skleja infrastrukturę do kupy oczywiście zakredytować się trzeba mocno, ale to nie ważne.
Sam jestem z pokolenia boomerów i żadne pokolenie nie jest idealne, ale w „świętości UE” bije moje zakompleksione pokolenie na głowę wszystkie inne pokolenia.

1. Żadna partia w Polsce nie chce wyjść z Unii

2. Unia musi przejść gruntowną reformę. Wolny handel jak najbardziej. Ingerencja poglądowa w życie jednostki = NIE! Nie może być tak, że ustala się pod daną korporację prawo.

3. Przymusy : samochody elektryczne , limity podróży, limity przydziału ubrań, limity jedzenia mięsa, wycofywanie gotówki, punkty za poglądy i posłuszność, parytety płci i orientacji seksualnej, przymus posiadania konta w banku, cenzura internetu, lockdowny energetyczne, lockdowny wirusowe, zniesienie prawa własności i wiele innych marksistowskich wymysłów. Poczytajcie sobie sobie dokumenty zatwierdzone i te które czekają do zatwierdzenia w Unii. O samochodach elektrycznych już była dyskusja w 2011 bądź w 2012r na forum Unijnym. To są projekty oficjalne.

4. Korporacjonizm oraz socjalizm. Ludziom buduje się za podatki fontanny i fajerwerki oraz projekty po zawyżonych kosztach tylko po to aby przyćmić budujący się monopol na tak zwanym „wolnym rynku”. Korporacje za pomocą łapówek (dzisiaj to się nazywa lobbing) próbują wymusić na władzach decyzyjnych UE takie kroki aby prawo napisano pod ich dyktando. Jako przykład proszę poczytać sobie dlaczego czynnik do klimatyzacji zmieniono nagle i dlaczego nowy czynnik tylko jedna korporacja francuska produkuje. Zubożałość rynku motoryzacyjnego. Za chwilę nadzór nad produkcją aut będzie miała tylko jedna korporacja. To samo w przyszłości z rynkiem spożywczym, elektroniką, agd, itd.

5. Jesteśmy częścią Unii i mamy prawo dyskutować i zmieniać, naprawiać jej cel. To zabrnęło za daleko i zbyt silnie ingeruje w wolność jednostki człowieka. Zaczęło się od ideii wolnego handlu a kończy się na dyktaturze poglądowej i jakościowej życia.

6. To że Unia Europejska 15 czy 20 lat temu odpowiednio działała, nie znaczy że teraz działa dobrze. Świat się zmienia. Wszystko jest ciągłą zmianą. Czasami zmiany są na gorsze i należy to naprawiać.

7. Problemem jest brak bezpieczeństwa energetycznego, uzależnienie od Chin, a nie jak wolni ludzie będą postrzegać osoby trans-płciowe.

8. Zaburzona piramida podaży potrzeb ludzkich. W mieście podwarszawskim 50 tysięcznym mamy kilka placów zabaw, kilka siłowni plenerowych, fontannę i mini tężnie ale nie mamy wyasfaltowanych 35% ulic, które toną w błocie, a do specjalisty lekarza czeka się rok.
Otóż najpierw priorytety czyli zdrowie, bezpieczeństwo, a później fajerwerki.

9. Unia jako liberalny twór z minimalną biurokracją z uproszczeniem wszelkich podatków, wolny gospodarczo i neutralny światopoglądowo. Nie można ulepszać czegoś co działa dobrze, a tak kiedyś działała Unia. Teraz jest karykaturą zarządzania i polityki.
Priorytetem jest reforma Unii Europejskiej.
morion 2022-06-16 09:03:10 +131
#lidl #kasysamoobslugowe #zakupy
Kulek1981 2022-06-16 09:07:10 +355
@morion: Żenada za każdym razem ( ͡° ͜ʖ ͡°)
kolopo 2022-06-16 09:27:27 +568
@PodniebnyMurzyn: Niby debil ale kasa samoobsługowa to powinien być dodatek a nie zmuszają wszystkich żeby z nich korzystać. W tym tygodniu byłem w lidlu a że operuję tylko gotówką to poprosiłem o otwarcie tradycyjnej kasy,pani powiedziała że man sam się skasować a ona odbierze pieniądze,po skasowaniu wszystkiego okazało się że muszę poczekać do tradycyjnej kasy bo jestem 3 w kolejce do płacenia¯\\(ツ)\/¯ i to jest normalne?
morion 2019-12-22 10:35:40 +13
„Dekalog” – Krzysztof Kieślowski , cykl filmów.

W dziewięciu odcinkach pojawia się milczący nieznajomy, którego rolę odgrywa Artur Barciś (nie wystąpił tylko w Dekalogu X). Ta epizodyczna postać ma kolejno następujące wcielenia: mężczyzna siedzący nad jeziorem, laborant, motorniczy, kajakarz, robotnik, człowiek z walizką, mężczyzna na stacji kolejowej, student oraz rowerzysta.

Reżyser Kieślowski nigdy zaś wprost nie powiedział kogo gra Barciś Sam aktor pewnego razu zapytał Kieślowskiego „Kogo ja gram?”, na co Kieślowski odparł „Nie wiem”.
W ogóle mnie nie reżyserował mówi Barciś. Postanowiłem, że ta postać będzie uosabiać tajemnicę zawartą w Dekalogu, będzie łącznikiem z tym innym światem, o którym nic nie wiemy.
Właśnie w tym niedopowiedzeniu jest ta cała tajemnica tej postaci.
Postać wg jednej z interpretacji jest personifikacją sumienia.

Jak dla mnie subiektywnie jest to najlepsza rola Barcisia w karierze. Wbrew pozorom bardzo trudna do zagrania, gdyż nie określa kogo aktor ma grać. Aktor nie wypowiedział ani jednego słowa. Postać milczy i kamera z reguły z odległości filmuje postać. Chłodne spojrzenie Barcisia nadaje mocnej surowości i zaznacza powagę sytuacji danej sceny. Postać może być wieloznaczna, niejasna.
Ja Barcisia zawsze kojarzę z Dekalogu i dla mnie to była jego życiowa rola. Niby drugi plan, niby bez słów, ale jak wymownie i zarazem przerażająco zagrał mając zaledwie kilka sekund. Fenomen i mistrzostwo sztuki aktorskiej, bo jak tu zagrać nie mówiąc nic, mając bardzo ograniczone możliwości, a żeby cię zapamiętali. Spojrzenie tajemniczego bohatera przez kilka sekund, a jako widz wtapiasz się w esencje tej sceny, która jest bardzo trudna do interpretacji.

Kieślowskiego filmy to gęsta beznadziejna i chłodna oraz melancholijna atmosfera. W Japonii ludzie studiują jego filmy, poświęcają sporo czasu interpretując każdą scenę. Są nawet organizowane wycieczki śladami scen „Dekalogu”. Turyści odwiedzają miejsca scen z „Dekalogu”.

Warto dodać , że żaden z filmów nie odzwierciedla dosłownie dziesięciu przykazań w kontekście wiary chrześcijańskiej.

Tutaj troszkę więcej o scenach Dekalogu z Arturem Barcisiem: http://www.zw.com.pl/artykul/232752.html

#film #kieslowski #dekalog #arturbarcis #sztuka
morion 2019-03-24 17:38:44 +13
DEKALOG I – (1988r) reż. Krzysztof Kieślowski

„ Nie będziesz miał bogów cudzych przede mną „


- Co to jest śmierć? Chłopiec pyta ojca.
_- Śmierć? Serce przestaje pompować krew, krew nie dociera do mózgu. Wszystko zatrzymuje się. Staje. Koniec!
- A co zostaje?_Chłopiec dopytuje dalej
- Zostaje to, co człowiek zrobił. Pamięć o nim.
- Tu piszą „ nabożeństwo za spokój jej duszy”- nic nie mówiłeś o duszy- drąży chłopiec
- To taka formuła. Duszy nie ma.


_- A Ty wierzysz , ze Bóg jest?_Chłopiec pyta Ciocię.
- Tak
- A czym On jest?
- Ciocia przytula chłopca po czym zadaje mu pytanie: Co Teraz czujesz?
- Kocham Cię
- Właśnie...i On w tym jest.


#kieslowski #dekalog #kino #film #cytatyfilmowe #filozofia
morion 2019-01-28 18:04:38 +5
„...Wybierz Twittera, Facebooka lub Snapchata i kłóć się tam z ludźmi, których nie znasz. Wrzuć zdjęcie swojego śniadania w nadziei, że gdzieś jest ktoś, kogo to interesuje. Wybierz umowy śmieciowe i dwugodzinny dojazd do pracy i wybierz to samo dla swoich dzieci, ale ze świadomością, że będą miały jeszcze gorzej...”

#pokolenie90s #trainspotting #narkotykizawszespoko
ewolucja_myszowatych 2019-01-28 18:25:46 +0
@morion: wybierz kredyt na 30 lat i zamieszkaj na piasecznie
morion 2019-01-28 22:05:17 +1
@SemiDran_: Dla mnie genialny film. Raczej kierowany do wąskiej grupy ludzi.
morion 2019-01-12 10:21:03 +92
„BYŁY SOBIE ŚWINKI TRZY”


Jeśli była w latach '90 w Polsce jakaś afera polityczna, przekręt finansowy to przyjmijcie do wiadomości że była to afera, której zawsze towarzyszyły kilogramy k-----y.
W latach 90 szczególnym umiłowaniem do koki w sejmie darzyła partia DLS czy jakoś tak...
Chleli wódę już od ósmej rano w restauracji sejmowej , ale żeby się nie zachlać to wychodzili na „szczocha” wciągać kreski. O 10:00 byli tak zrobieni, że nie wiedzieli jak ich matki mają na imię. Tak k---a rządziło się w latach 90 krajem. Afera za aferą. Nie było internetu, więc robiono nieświadome społeczeństwo w balona. Nad wszystkim trzymały łapę służby specjalne i tolerowały pudrowanie nosów w sraczu sejmowym.
Dżordż parkował zawsze na tyłach sejmu. Na początku „chłopy małorolne” z sejmu stali w kolejce jak po świeże bułeczki. Później wysyłali tylko jednego , bo zbyt duże ryzyko wpadki medialnej. Najgorsza klientela, grozili, obrażali, przychodzili po pijaku, wypadały im portfele, jakieś scyzoryki, zdjęcia żon przy płaceniu. Wieczorem zaś zamawiali bezpośrednio do agencji towarzyskich. Zawsze byli obserwowani przez służby. Służby to tolerowały i mieliśmy otwartą furtkę. Duży zysk, ale zawsze stres bo musisz się użerać z chłopem który jeszcze niedawno przewracał gnój u siebie w oborze, a teraz jest bezkarny, pijany, obszczany i ma immunitet! Najgorszy rodzaj klienta. Bo może wszystko, ale też sporo ryzykowali.
Dżordż raz aby upokorzyć wrzucił takiemu sejmowemu „obszczymurkowi” pakunek do kosza na śmieci i ten o ósmej pięć rano grzebał w koszu jak kloszard. Zrobił mu zdjęcie i mu później pokazał, aby go trochę wyprostować bo owy polityk był mendą nadzwyczajną z wąsem pożółkłym. Zdjęcie było bardzo niewyraźne, ale to wystarczyło aby tego warchlaka trzymać w ryzach, bo jak popuścił cugle to odpierdzielał takie sceny, że trzeba było mieć na niego haka.
Lata 90 to rządy zapijaczonych i naćpanych kolesi z bebechem z przodu z niedopasowanymi garniturami. Do sejmu nawet zamawiali dziwki jak się urżnęli.
Jak zamawiali u Dżordża słodycze to zawsze w stylu „te przywieśta nam pod sejm na chybcika”. Na szczęście później mieli gońca , młodego chłopaka który to załatwiał, z którym nie było problemu bo brał dużą ilość i personalnie nie trzeba było się użerać z pijanym żulem , który ma immunitet.
Ale pod agencje jak przyjeżdżaliśmy to była jedna wielka impreza, bo po 23:00 właśnie tam balował sejm. Agentura była zamykana, a my tylko przy sobocie nie nadążaliśmy z dowożeniem badziewia. Wciągali wszelkimi dziurami, nacierali sobie tym członki, chleli wódę do oporu. A zachowywali się gorzej jak zwierzęta. Służby specjalne miały na każdego haka. My także. Byli tak nieostrożni , ze potrafili rzygać pod hotelem Marriott w centrum Warszawy na chodniku. Właściwie najgorszy typ klienta jak dziewczyny z agentury opowiadały. Kobiety tam pracujące też wciągały, też nie małe ilości. Część kończyła w kasynach, część wciągała nad ranem kreski dla ocucenia i wracała do żon i dzieci.
Warszawa lat '90 to surowe miasto z pewnymi zasadami, ale bez hamulców. Sporo paradoksów. Anarchia, policja podporządkowana gangom. Pod koniec lat 90 zaś miasto zdominowane przez heroinę, wyglądało jak przeterminowany bigos. Bez ładu i składu. Trzeba było wiedzieć jak się poruszać, aby się nie zagubić w tym wszystkim.
Pamiętam jak zaopatrywaliśmy pewną agencję towarzyską i kazano nam wejść. Dziewczyny tańczą uwalone na stołach i nagle wpada jedna do głównego holu i krzyczy ze się zesrał. Okazało się ze jeden grubas sejmowy narobił w łóżko, smród niemiłosierny, ochrona go przewraca i przewijają go jak bobasa, cucą koksem i jakimś szprycem. Popłoch i zamieszanie jak na bazarze.
Kolejnego razu zażyczył sobie pewien znany sejmowy gość dostawę do przybytku prosto do pokoju. Wchodzi Dżordż a tam scena jak z teatru. Trzy dziewczyny przebrane za świnki. Grubas nieudolnie przebrany za wilka i konwersacja:
Wsadziłem już nos do środka – zagroził wilk.
- Proszę bardzo – odpowiedziała mała świnka.
- Teraz włożyłem już do środka uszy – odgrażał się wilk.
- Bardzo mi miło – drwiła trzecia mała świnka.
- Wepchnąłem też łapy – straszył wilk.
- Bardzo dobrze – spokojnie odpowiedziała trzecia mała świnka.
- Już cały wszedłem do środka – poinformował wilk.
Na koniec dziewczyny wszystkie razem chórkiem:
-Były sobie świnki trzy, świnki trzy, świnki trzy:
-Sport, muzyka oraz gry,
-Oraz gry to my.
-Były sobie świnki trzy, świnki trzy, świnki trzy:
-Sport, muzyka oraz gry,
-Oraz gry to my.
Dżordż nie dowierzał, przecierał oczy. Mówił tylko do grubasa:
- taki duży chłopiec...
Gruby coś burknął pod nosem i jak świnia nie sypał kresek tylko prosto z torby zanurzał ryj i wciągał.
Tak się bawił sejm w latach '90.
My na początku się śmialiśmy z tego, później już to nawet nas nie bawiło, a męczyło.
Ci co tworzyli prawo w ówczesnym czasie byli koksiarzami, pijakami, szamciarzami i bezwzględnymi dupkami, obłudnikami. Polski sejm ówcześnie uwielbiał kokainę i to nie byle jaką.
Później temat się urwał na zawsze, ale Dżordż nie płakał, bo od zawsze chciał się od tych z ul. Wiejskiej uwolnić.

Jeśli interesuje cię temat śledź: #dzordz

#lata90 #gimbynieznajo #narkotykizawszespoko #dzordz
ewolucja_myszowatych 2019-01-12 10:30:30 +9
@morion: i któregoś dnia w tym haju i syfie ktoś powiedział: "Ej, dołączmy Polskę do NATO"
crystalHaze 2019-01-12 11:12:44 +3
@morion: wieprz i chrzan, esencja 90. ( ͡° ͜ʖ ͡°)
morion 2018-07-07 11:15:53 +81
„MONTE - VIDEO”

Wypożyczalnia kaset VHS na Mokotowie była miejscem tętniącym życiem. Tam się ścierali fani kina klasy B, ale również prawdziwi kinomanii, którzy namiętnie na swoich zajechanych odtwarzaczach video oglądali filmy w jakości wołającej pomstę do nieba. Rekompensatą był dobry lektor, którego w latach 90 nie obowiązywała cenzura. Był to niewątpliwie atut patrząc z perspektywy czasu. Kręte labirynty pełne kolorowych kaset podzielone tematycznie na gatunki filmowe. Narodowym hobby w tamtych latach było masowe oglądanie filmów, praktycznie każdego gatunku. Od niemieckich pornosów, poprzez melodramaty, kino akcji i horrory klasy B, aż po ambitne kino europejskie. Faceci po 40 po pracy przychodzili po 2-3 filmy i tak w domu męczyli do północy filmy, później spać i od nowa tętno dnia codziennego. Ludzie masowo oglądali wszystko co się dało.
Za nieprzewiniętą kasetę u Rednecka można było dostać karę finansową. Redneck był właścicielem wypożyczalni na Mokotowie i prawdziwym pasjonatem kina wszelkiego. Oglądał wszystko , dosłownie, nawet każdy film e-------y czy p---o musiał obejrzeć Był bardzo zaangażowany w kino bo w końcu poprzez pasję zbudował najlepszą wypożyczalnie w mieście. Na górze miał małe mieszkanie, a na dole wypożyczalnie, swoje królestwo. Wyglądał na 40 lat , a miał nieco mniej. Był lekko przy kości , kręcone średniej długości włosy zaczesane do góry i psa - skrzyżowanie wilczura z jamnikiem , którego nazwał Bruce Lee.
Każdy kto był zapisany miał swój numer i widniał w wielkim zeszycie, których było kilkanaście. Jeśli się zapomniało numer, to trzeba było się zapisać jeszcze raz , bo system był niedoskonały. Stosy zeszytów, segregatorów, straszna biurokracja.
Redneck był osiedlowym krytykiem kina, znał się niemalże na każdym gatunku filmowym. Jego idolem był Kałużyński. Bardzo cenił faceta, za bezpośredniość i nie uleganie modzie oraz trendom. Z Dżordżem przychodziliśmy czasami jak naszła nas ochota na maraton filmowy. Elwira zachwycała się włoskim kinem erotyczno – artystycznym. Dżordż kochał filmy Wong Kar-Waia , w zasadzie wszyscy się w nich zatracaliśmy. Osobliwe kino. Pamiętam że Chungking Express oglądaliśmy namiętnie kilka razy przy puszce ananasa, popalając przy tym skuna.
Oczywiście potrafiliśmy oglądać cztery horrory pod rząd „Freddiego Krugera” czy „Martwe Zło”. Pamiętam seans „Rush”(1991), albo „Pump Up the Volume” Allana Moyla. Czesto lubiliśmy też dobrego dreszczowca zapodać przy cieście haszyszowym upieczonym przez Elwirkę.
Pamiętam faceta z wąsem po 40 jak przyszedł do Redneka, i przepraszał go, że przetrzymał „Pulp Fiction” o kilka dni za długo, ale film wywarł na nim takie wrażenie , że obejrzał go 6 razy! Dwa razy z żoną, dwa razy z kolegami i dwa razy z synkiem 12 letnim. Później dyskutował przy ladzie dobrą godzinę na temat filmu. Nawet prości ludzie wówczas otwierali się na świat kina. Zwykli robotnicy potrafili płakać na „Buntowniku z wyboru” lub podziwiać grę aktorską Al Pacino lub De Niro w „Gorączce”. Każda klasa społeczna otworzyła się na kino, bo za niewielkie pieniądze można było zanurzyć się w inny świat.
Nie zapomnę nigdy seansu jaki odbył się w wypożyczalni kaset video w 1994roku . To była czysta dawka emocji w ciekawym towarzystwie. Wówczas Redneck całkiem spontanicznie na swoim Panasonicu zapodał „Urodzonych morderców” w reżyserii Olivera Stone’a, na podstawie scenariusza Quentina Tarantino. Był koniec sierpnia, kilka dni od światowej premiery, upalny wieczór, zamykając wypożyczalnię, powiedział, że coś świeżego pokaże swoim klientom. W ten sposób kilka osób zostało „na fajrant” w czeluściach wypożyczalni video u Rednecka. Wyjął starą kanapę i zaczęliśmy oglądać z klientami film o młodych mordercach. Dżordż wyjął skręty posmarowaliśmy je miodem dla dodania aromatu i tak oto popalaliśmy wszyscy. Było siwo od dymu, gorąco , ale atmosfera gęsta i każdy autentycznie przejęty. Palił każdy, niektórzy nie wiem czy zdawali sobie sprawę że palą marychę. I tak oto w piątkowy upalny wieczór wkomponowaliśmy nasze umysły w świat kina lat '90. W połowie filmu , gdy jakaś scena nam się podobała prosiliśmy Rendnecka o powtórkę. To był „żywy seans” z dyskusją podczas oglądania. Paliliśmy jednego skręta maczanego w miodzie, później drugiego , na koniec jeszcze trzeciego. Na końcu zamówiliśmy „chińczyka” i jeszcze dobrą godzinę dyskutowaliśmy po seansie. Wszyscy upaleni stali się jakby bardziej wrażliwsi. Dżordż chwalił oryginalne ujęcia, niektórzy wypatrywali drugiego dna w tym dramacie- thrillerze.
Redneck palił zioło , bo każdy szanujący się kinoman wie że odczuwanie oraz postrzeganie filmu jest znacznie głębsze po marihuanie niż na czysto.
Z tego tytułu, że Dzordż był jego ulubionym dostawcą nie groziła mu kara za oddanie nieprzewiniętego filmu. Dżordż nawet swego czasu wszedł w kooperatywę z Redneckiem i do nowych filmów dla zaufanych klientów dokładał skręta za symboliczną złotówkę zręcznie zwiniętego. To był element promocji swojej działalności. W środek wkładał karteczkę z krótką notką odnośnie swoich doznań podczas oglądania danego filmu. Były dwie recenzje właściwie: jedna Rednecka a druga Dżordża. Kinomanii którzy palili zioło byli zachwyceni takim podejściem. Doceniali dbałość o ten detal. Po pewnym czasie Dżordż miał całe tabuny klientów filmowych.
W piątki wieczorem często organizowaliśmy wraz z Redneckiem wieczory filmowe w jego wypożyczalni w towarzystwie jego pupila Brucea Lee. Każdy wieczór miał swój temat, był wieczór komedii, horrorów, a nawet wieczór p---o-filmów. Zawsze paliliśmy skręty do tego i był darmowy barek ze słodyczami. Po seansie jak zwykle burzliwa dyskusja i chińczyk czyli nasza uroczysta kolacja. Ładnych parę lat tkwiliśmy w tym „kółku filmowo-narkotycznym”. To było piękne i nad wyraz ambitne przedsięwzięcie, że zwykli ludzie mogli konsumować kulturę w taki sposób. „Klub dekadentów i hedonistów filmowych '94” – taką nieoficjalną nazwę nadaliśmy.
Klub filmowy u Rednecka był oazą nielegalnych filmów , które przed oficjalną premierą w Polsce można było tam zobaczyć. Raz nawet zrobiliśmy całą noc filmów „Upadek” , „Apollo 13” , „Zostawić Las Vegas”, „Noc na Ziemi” . Było gęsto od marcychy, pachniało tanim W----y, śmierdziało chińczykiem , cygarami. Partnerka Rednecka – Basia nie nadążała z robieniem kawy w wielkim dzbanie . Było prawie 20 osób, ciasno, ale przyjemnie. Burzliwa dyskusja do świtu. Ścieranie się charakterów, gustów filmowych oraz postrzeganie otaczającej rzeczywistości.
Sporo suszu poszło tej owej nocy, który bez wątpienia uwalniał w naszych mózgach pewne hamulce umysłowe, oraz otwierał nieodkryte pokłady nasze własnej twórczości.
W zasadzie każdy szanujący się krytyk filmowy chcąc nie chcąc musiał palić zioło, taki zawód, taka profesja. Nam było daleko od profesjonalnych krytyków, ale podwórkowymi byliśmy i to nam dawało ogromną satysfakcję. Mieliśmy również specjalistę od kina akcji Pietrzu! To on układał filmy pod wieczory filmowe kina sensacyjnego z Sylvesterem Stallone czy Arnoldem Schwarzeneggerem, lecz płakał jak bóbr widząc dobry melodramat. Elwirka specjalizowała się w kinie artystycznym. Każdy był potrzebny i był koneserem, ekspertem w danym gatunku.
Pamiętam z widzenia gościa od siebie z osiedla , który był częstym klientem wypożyczalni, zawsze brał filmy karate z Jackie Chanem lub Bruce-Lee. Redneck mówił na niego „mnich z klasztoru szaolin” .Po zmroku na osiedlu przy trzepaku po obejrzanych seansach ćwiczył chwyty kung-fu. To było piękne co robił film z ludźmi.
Dziwne może , ale to poniekąd piractwo było domeną tego pozytywnego bałaganu. Okładki na xero, przegrywanie masowe kaset czy filmy z nielegalnych źródeł.
Później , na początku XXI wieku rozwój technologii , paradoksalnie popsuł nam zabawę w kino, a tym samym już nigdy kino nie było takie samo. Klimat kina lat '90 przestał istnieć. Umarła pewna epoka z końcem upadku wypożyczalni kaset video.


Jeśli interesuje cię temat śledź: #dzordz

#lata90 #gimbynieznajo #narkotykizawszespoko #dzordz
s.....k 2018-07-07 12:09:38 +3
@morion: świetne!
sultan85 2018-07-07 17:10:36 +2
@morion a co się stało z redneckiem i resztą?
morion 2018-06-08 20:50:46 +59
Persecutoria
Zamówienie od Papa-Boba. Tak więc jedziemy na stary Mokotów. Stara przedwojenna kamienica z zamkniętym podwórkiem i kapliczką Matki Boskiej po środku. W drzwi stukało się specjalnym szyfrem 3, pauza, 1, pauza, trzy, pauza, 1. Hasło: „kitara-kitraj-nara”. Wpuszczał do kawalerki, któryś z chłopaków. Zawsze musieliśmy wejść i pogadać. Papa-Bob człowiek który rzadko sypiał i był uzależniony od fety, cukru i robienia czegoś co nazywał tatuażami. Miał włosy tłuste spięte w małego kucyka, na dupie stary wyciągnięty dres, był lekko przy kości mimo diety amfetaminowej i z domu nigdy nie wychodził. Podobno ukrywał się przed policją, za jakieś grzeszki drobne. Na śniadanie, obiad i kolację jadł słodycze.
Przychodzili do niego wszelkiej maści kumple i speedowali miesiącami razem z nim. Od tej fety wszyscy byli mega odmóżdżeni. Zawsze w starym fotelu siedział Cichy w cynglach +7. To co go charakteryzowało to brak rozmów. Z nikim nie rozmawiał. Jedyne co robił to rozwiązywał krzyżówki, cały dzień i całą noc. Pamiętam dwóch młodych łepków wiecznie siedzących u Boba. Mówili na nich Pat i Mat. Chłopaki grali w kropki lub w statki na kartkach a4. Całe stosy zeszytów tym z------e. Kiedyś od spodu posklejali kartki na pół pokoju i mieli matę do gry w kropki na miesiąc.
Papa Bob natomiast nieudolnie robił tatuaże maszynką specjalnie skonstruowaną do tego z silniczka po walkmanie i nieprofesjonalnym tuszem. Te tatuaże to była porażka. Godzili się tylko ci najbardziej zdesperowani, a jak nie miał komu robić to dziargał sam siebie. W koncie leżała zakurzona sztanga i dwa hantle. Telewizor był cały czas cicho włączony, ale nikt nigdy w niego nie patrzył. Przy któryś odwiedzinach Dżordż zaproponował ze wyłączy TV bo i tak nikt przecież nie ogląda. Bob stwierdził że jak chce, mu nie przeszkadza, chłopaki też się zgodzili. Dziwni ludzie. Papa-Bob ogłaszał się w Życiu Warszawy na początku swojej kariery : „Profesjonalne tatuaże”.
Przy ścianie typowa meblościanka, duża kanapa, fotel wspomniany i dwa materace. Pomijam brak kwestii sterylności.
Raz przyszła jakaś dziewczyna , było to jeszcze w momencie początków kariery Papa-Boba. Zapragnęła serduszko na p----i. Efekt był porażający. Prosty tatuaż, a serce krzywe jak cholera. Linie raz cienkie, raz grube. Oczy Boba wiecznie spocone. Nerwówka totalna. Dziewczyna się popłakała. Gdyby nie my to musiałaby jeszcze za to g---o płacić. Wybiliśmy Bobowi pobór opłaty za tą przykrość. Jak wyszliśmy od Boba to tej dziewczynie daliśmy adres do profesjonalnego studia tatuażu i powiedzieliśmy że eksperci zrobią jej ładne serducho z tego antydzieła. Ucieszyła się.
Chłopaki po tygodniach speeda dostawali realnych paranoi. Bali się że policja ich śledzi i że montują im podsłuchy jak śpią. Kiedyś wpadamy do Boba a on ostukuje stojąc na drabinie widelcem ścianę i szuka podsłuchów. Raz jak przyjechaliśmy, on nas nie wpuścił bo zmienił hasło i mimo to że przez wizjer nas widział nie wierzył ze to my. Chłopaki raz w miesiącu robili zakupy, bali się ulicy do tego stopnia ze czasami barykadowali się meblami w tej podupadającej speedowej melinie. Jak otwierał drzwi to wyłaniał się smród stęchlizny. Bob dokładnie obłożył okna kartonami i uszczelnił kocami. Czasami nie włączali światła i tak wegetowali przy świeczkach. Bob miał tendencje do podpadania ludziom i wpadania w tarapaty. Miał głowę z------ą wiecznie problemami.
Kiedyś jakiś lokalny „fafarafa” wyszedł z więzienia i zapragnął tatuażu. Papa-Bob miał mu kończyć smoka na ramieniu. Kończył mu miesiącami i za każdym razem smok był coraz to bardziej groteskowy. W rezultacie wyszła karykatura żaby lub jaszczurki. Właściciel ręki w-----ł się na Papa-Boba i rozkręcił awanturę, a że Bob był nerwowy to gościa o mały włos nie wyrzucił z czwartego pietra przez okno. Później Bob miał naloty jakiś drecholi i mu raz nawet dowalili, wskutek czego Bob miał przymusowy dwutygodniowy detoks w szpitalu. Po tej akcji jeszcze bardziej się barykadował, a wejście do niego zajmowało kilkanaście minut. Miał słabą renomę mistrza tatuażu i w późniejszym czasie tatuował głównie jakiś nieletnich dresiarzy. Listek gandzi, jakieś napisy z błędami, parodie smoków, lwów, krzywe ornamenty. Nie miał talentu. W jego szczelnym mieszkaniu była nieznośna mgła od papierosów. Ot tak siedzieli w ciemnej norze całymi dniami i nocami, każdy miał swoje nieskomplikowane zajęcie , a mieszkanie powoli zarastało syfem i brudem . Mieszkanie Boba wyglądało jak cela więzienna. Jedynie z dziesięć bujnie rosnących paproci na parapecie i na półkach dawało sygnał ze to mieszkanie żyje, a może oni żyją dzięki tym paprociom?

Dżordż przestał go odwiedzać po tym jak po którejś wizycie nabawił się awersji żołądkowych. Przyjeżdżaliśmy tam około 1 roku i widzieliśmy na własne oczy co a--------a robi z ludzi. Była to degradacja totalna. Po tym czasie i my mimo ze rzadko braliśmy całkowicie przestaliśmy zarzucać speeda. W ogóle Dżordż po pewnym czasie zrezygnował z handlu tym gównem.
U Papa Boba w mieszkaniu było coś na kształt komunistycznego-bajzlu, bez większej filozofii. Wpieprzyli sobie do głowy po tym speedzie, że ciągle ktoś ich śledzi i ściga, a świat zewnętrzny to zagrożenie.
Pamiętam scenę jak prosili nas o zrobienie zakupów. Dżordż odmawiał bo nie miał czasu na bzdury, poza tym twierdził że jak nie będą wychodzić to w ogóle źle z nimi będzie. Robili jakieś wyliczanki kto ma iść, po czym się kłócili. Jak już doszli ostatecznie do porozumienia który ma pójść to szykowali go jak na wojnę, jak na powstanie warszawskie. Polar, kurtka, okulary przyciemniane, czapka z daszkiem dla niepoznaki, plecak typu stelaż, gaz obronny, zapalniczka, sznurek , bardzo długą listę zakupów, którą układali co najmniej kilka godzin i „sałata” zawinięta w skarpety, włożona do słoika po ogórkach. Osoba wychodząca na miasto wyglądała jak bezdomna. Przed wyjściem jeszcze obowiązkowe pranie mózgu. Jak cię złapią co masz powiedzieć, jak się nazywasz, a czy w stresie sobie poradzisz, jak ich zmylić. Istna psychoza i mania prześladowcza. Zmyl ich, jedź na około, nie zostawiaj śladów. K---a, zwykłe wyjście do sklepu, a takie chore jazdy. Przy wyjściu kapowali się że jednak już jest noc i nici z zakupów i trzeba odłożyć plany na jutro. Nie mieli zegarka ani jednego a przysłonięte okna powodowały zatracenie się w czasie na dobre. Nie odróżniali dnia od nocy. Rano od nowa szkolenie, ubieranie i wyprawka. Do tego jeszcze teksty żeby nie rozmawiać z nikim, nawet z ekspedientką w markecie. Weź tu nie rozmawiaj jak człowiek naspeedowany i chce sobie pogadać. Czasami wyglądało to tak, że gościa nie było kilka dni, po czym przychodził zaopatrzony jak święty mikołaj. W późniejszym stadium ćpania speeda zaobserwowaliśmy z Dżordżem, że rzeczywiście im się nie chce rozmawiać i tylko skupiają się na swoich prostych czynnościach. Oznaczało to postępującą degradację i tak już zepsutego mózgu. Mogę się założyć że wylądowali wszyscy w wariatkowie.
W sylwestra rano zadzwonił Bob że potrzebują dzisiaj dostawy, więc pojechaliśmy, a oni nawet nie wiedzieli że jest 31 grudzień. Mówimy im że dzisiaj sylwester, gdzie się bawicie? Stwierdzili że mają jeszcze dużo czasu do wieczora. Oczywiście sylwestrowali w swojej jaskini.
N-------i to syf , a my przecież balansowaliśmy na granicy bezpieczeństwa jak nam się wydawało przynajmniej. Odwiedziny w takich miejscach dawały nam poważne refleksje na temat brania a--------y. Co prawda rzadko ją braliśmy, ale odwiedzanie tego cyrku na kółkach zniechęcało nas do brania speeda całkowicie i było swego rodzaju terapią antyspeedową. Tak więc te wizyty były wielce pouczające.


Jeśli interesuje cię temat śledź: #dzordz

#lata90 #gimbynieznajo #narkotykizawszespoko #dzordz
Twinkle 2018-06-08 20:59:52 +2
@morion: Jejku, tak dawno Cię nie było, że myślałam, że znowu jakiś gnojek się pod Ciebie podszywa.
morion 2018-06-08 21:02:35 +7
@szpila68i @Twinkle: Kłaniam się :-) Przepraszam, ale znowu brak czasu. Walczę z tym i postaram się częściej wrzucać jakąś historię z Dżordżem .
morion 2018-03-05 17:35:05 +2
Tesco, Pączek z nadzieniem morelowym
skład: mąka pszenna, nadzienie [cukier, morele (35%), woda, skrobia modyfikowana, substancja zagęszczająca (pektyny amidowane), koncentrat z marchwi, dyni, krokosza barwierskiego i cytryny, regulatory kwasowości (kwas cytrynowy, cytryniany wapnia), aromat], glazura [cukier, tłuszcz palmowy, olej rzepakowy, mleko w proszku odtłuszczone, laktoza (z mleka), serwatka w proszku (z mleka), emulgator (lecytyny ze słonecznika); aromaty], tłuszcze roślinne (palmowy i słonecznikowy), masa jajowa pasteryzowana, drożdże, olej rzepakowy, dekoracja [glukoza, mąka ryżowa, częściowo utwardzony olej rzepakowy, skrobia, barwniki (karoteny, ryboflawiny, koszenila, kompleksy miedziowe chlorofili i chlorofilin, błękit brylantowy FCF, indygotyna); aromaty], cukier, serwatka w proszku (z mleka), skrobia pszenna, mleko w proszku pełne, sól, woda, glukoza, emulgatory (mono- i diglicerydy kwasów tłuszczowych, stearoilomleczan sodu), substancje spulchniające (difosforany, węglany sodu), białko jaja w proszku, aromaty

#zywnosc
j.....o 2018-03-05 17:38:44 +2
@morion: Instant rak w pączku.
morion 2018-03-05 17:40:55 +1
@j4pko:
A można było:
mąka pszenna, mleko, cukier, masło, jajka, drożdże, sól, smalec do smażenia, tyle ze zamiast 0,99zł kosztowałby 3zł. Zastanawiam się kto to konsumuje.
morion 2018-01-17 17:29:44 +66
„Insomnia. I can't get no sleep”

Ze względu bezpieczeństwa lepiej jechać do „Krakał” pociągiem pośpiesznym. Mieliśmy dowieźć sporą ilość dobrego tematu na specjalne zamówienie na krakowską imprezę VIP.
Realizacja bardzo szybka, ale teraz Dżordż miał 15000pln w gotówce przy sobie. Nie pamiętam nazwy tego klubu, ale w ramach wiecznej imprezy postanowiliśmy zabalować krótko w byłej stolicy, tym bardziej że powrotny pociąg dopiero o 1:00 w nocy, a więc mamy około 3 godzin. Dość przypadkowo natrafiliśmy na jakąś imprezę. Schodziło się po ciasnych, krętych schodach do piwnicy. Klub miał to do siebie, ze był cholernie ciasny, zadymiony, ciemny i był swego rodzaju labiryntem przejść podziemnych. Były dwie sale z czego na jednej techno, a w drugiej drum'n'bass – muzyka z jamajskim rodowodem. Korytarze były niskie i bardzo wąskie. Ledwo dwie osoby mogły się mijać. Pomiędzy tymi salami niezliczona ilość małych sal, pokoi, i wąskich przejść. Atmosfera bardzo oryginalna i nietuzinkowa. Na moje oko ponad 50% to turyści zagraniczni. Wszyscy spoceni i nakręceni. Czas speeda – 96rok! To co cechowało imprezy z tamtego okresu to był brak lansu , swego rodzaju naturalność. Nikt wówczas nie mówił ze „uprawiał clubbing”. Dopiero po 2000 roku zaczęło to być modne. Ideą była dobra zabawa, n-------i i wolna miłość. Chodziło o to żeby dobrze p-------ć w mózg. Odjechać w rytm syntezatorów. Poczuć ekstazę, euforię. Widziałem gości w garniturach, faceta wyglądającego jak metalowiec, punka lub już cybrepunka i całą masę przeciętnych młodych ludzi, którzy mieli w------e na to jak wyglądają i jak się kto ubiera. Każdy personalnie przeżywał rozkosz ale łączyła nas muzyka i to miejsce, a także wspólny cel. Dużo kontaktowych dziewczyn, studentek a także pracownic barów szybkiej obsługi, które po całym tygodniu ciężkiej pracy za marne grosze pragnęły resetu, geje, lesbijki.
Wyznawaliśmy trzy zasady: otwartość, akceptacja, pozytywne nastawienie
To co cechowało Kraków to była większa ilość turystów w porównaniu do Warszawy. Dżordż miał wrażenie że ten klub musi być połączony tymi przejściami podziemnymi z innymi klubami i tylko wtajemniczeni wiedzą jak się poruszać w Krakowie po undergroundowych imprezowniach. Czujecie? Podziemne miasto najznakomitszych imprez z najlepszym towarzystwem z całego świata. Mekka nie mogących zasnąć. Ludzi dla których noc jest dniem a dzień nocą. Ludzi czujących światłowstręt i czerpiących energię z nocy. Naspeedowany Dżordż szukał przejść podziemnych, wchodząc co raz do jakiś magazynów, zaplecza, kuchni. Znikł na kilkadziesiąt minut, a gdy się pojawił mówił ze musi być gdzieś przejście. Kilka minut później zerkam, a on już z nowo poznanymi kompanami z Wielkiej Brytanii szuka w dużym wentylatorze na ścianie tajnych przejść do innego wymiaru. Elwirka mocno przeżuwała gumę i z wytrzeszczonymi oczami tańczyła w transie. Dżordżowi nie udało się znaleźć tajnych przejść, ale powiedział ze jeszcze tu wróci bo na pewno ten klub jest połączony z podziemnym światem imprez. Na peronie Elwirka nadal tańczyła, mimo iż muzyki już nie było słychać. Tak właśnie działa speed. W przedziale byliśmy sami, a stukot pociągu wygrywał nam prosty rytm, gdzie dodatkowo Dżordż postukiwał w puszkę po napoju, a Elwirka oczywiście tańczyła. Impreza się skończyła jak dojechaliśmy do Warszawy Zachodniej. Do wagonu weszli nocni złodzieje. W latach 90 częsty widok. Wybierali pośpieszne lub expresy bo klientela zamożniejsza. Okradali bezpośrednio lub na śpiocha. Konduktor dostawał prawdopodobnie swoją działkę i się nie mieszał. Weszli do naszego przedziału i działali szybko. Dżordż miał w torbie tylko pieniądze 15000pln. Było ich dwóch, na oko około 20-25 lat, łysi. Jeden z nich wyjął nóż sprężynowy – dość pokaźna kosa. Mi się słabo zrobiło, wiedziałem że będzie ciężko bo Dżordż nie odda tak łatwo torby. Elwirka była w toalecie w tamtej chwili. Goście powiedzieli że chcą szybko kasę. Natychmiast, bo ucho będą obcinać.
Dżordż odpowiedział: - „zaraz, zaraz, chwileczka, a to łysego wy nie znacie”?
Gość z nożem: - „może i znamy , a co” ?
Dżordż: - „niby nic, ale siwy będzie zły jak oddamy wam kasę, bo ja jestem jego kuzynem. Łysy też będzie niezadowolony”
Gość z nożem: „a skad wy wracacie?”
Dżordż: - „Jak to skąd? A kto miał reprezentować Legię w Krakowie na meczu dwa dni temu?”
Gosć z nożem: „Dopiero teraz wracacie, a gdzie szaliki”
Dżordż: - „dwa dni na dołku, a ty chcesz nas kroić? Zamach na Legię? Na wiernych fanatyków? Szaliki nam zabrały psy”
Gość z nożem: „ pozdrówcie Łysego od Bola. Kiedy będziecie na Białołęce (mamer- więzienie) w odwiedzinach u niego?”
Dżordż: „jak to kiedy. Prawie w każdym miesiącu jesteśmy. Żalił się ze nie wszyscy go teraz odwiedzają”
Gość z nożem: „no my w sumie to musimy się wybrać do niego jak najszybciej”
Dżordż: „on jest w-------y bo ktoś kapuje na mieście, ale chłopaki podobno już namierzyli kilku”
Gość z nożem: „my spadamy, niech żyje Legia, szacunek dla was za poświęcenie dla klubu.”

Oni wyszli, weszła Elwirka i nawet już jej nie tłumaczyliśmy co i jak, żeby jej nie stresować.
Dżordż załatwił to bez większego wysiłku. Łysego nie znał, ani żadnego Siwego, ale zagrał w ciemno , bo wiedział ze wśród każdej ekipy nieskalanej myśleniem jest jakiś „Łysy” czy „Siwy”. Goście niby sprytni, złodzieje, cwaniacy a dali się naiwnie nabrać. Generalnie skwitował to ciekawie wychodząc z pociągu: „Widzisz...to są właśnie frajerzy a nie cwaniacy, w wiezieniu będą mieli kiepsko bo ich charakter jest rozmięknięty jak g---o. Kariery nie zrobią”, po czym zaczęliśmy się śmiać, a Elwirka nadal tańczyła, tym razem w rytm porannego miasta. Speed odpuszczał niemiłosiernie, a my żądni wrażeń pojechaliśmy prosto na after-party, bo nie mogliśmy zasnąć.

#lata90 #gimbynieznajo #narkotykizawszespoko #dzordz
Karakatamakatula 2018-04-30 23:34:49 +3
@morion: Będą kolejne części?
mercedesw210 2018-06-02 22:16:29 +4
@morion: te historie są fenomenalne, przeczytałem wszystkie twoje wpisy i klimat Warszawy tamtych lat oddają świetnie. Mam nadzieję na solidną książkę. Pozdrawiam
morion 2017-12-04 20:05:51 +9
"Boję się rano wstać, boję się dnia, codziennie rano boję się otworzyć oczy, ze strachu przed świtem, zupełnie nie wiem, co zrobić z nadchodzącym dniem. No nie mogę. O kur..; w imię Ojca i Syna i Ducha Świętego) mam niby jakieś obowiązki, a przecież – pustka, jakby zupełnie nie miało znaczenia czy wstanę czy nie wstanę, czy zrobię coś, czy nie zrobię (ja p------ę) higiena, jedzenie, praca, jedzenie, praca, palenie, proszki, sen. (Ja pierd…, kur..)."
cytat „Dzień świra”

Najbardziej niedocenionym reżyserem jakiego znam jest Marek Koterski. Lubię wracać do filmów których gł. bohaterem jest Miauczyński. Są to jedyne filmy które oglądałem więcej jak jeden raz. Ciężkie, gęste, z wieloma płaszczyznami odbioru. Za każdym razem gdy oglądam widzę cząstkę siebie i się zastanawiam czy Miauczyński jest świrem, czy raczej świat otaczający jego ześwirował, a on jest inteligentnym poukładanym człowiekiem , który we współczesnym świecie nie potrafi się odnaleźć i buntuje się oraz nie potrafi się dostosować do życia, chce aby życie dostosowało się do niego? Mam grubo ponad 30stkę i z wiekiem te filmy odbieram coraz bardziej osobiscie. Serio! Ten cykl, a właściwie najbardziej „Dzień Świra” i „Wszyscy jesteśmy Chrystusami” to majstersztyk kinematografii współczesnej. Nie znam bardziej ambitnego kina polskiego z okresu w którym żyję.
Warto dodac iż „Dzień Świra” jest napisany trzynastozgłoskowcem, co bez wątpienia podnosi rangę tego dzieła.

Polecam pełen cykl autorski Marka Koterskiego:
*Dom wariatów,
*Życie wewnętrzne
*P---o,
*Nic śmiesznego,
*Ajlawju,
*Dzień świra
*Wszyscy jesteśmy Chrystusami
*Baby są jakieś inne.

#koterski #kino #sztuka
Erk700 2017-12-04 20:20:26 +0
@morion: Najśmieszniejsze jest to, że każdy kto oglądał ten film myśli, że jest głównym bohaterem
morion 2017-10-28 13:46:07 +68
PO DRUGIEJ STRONIE WARSZAWY”

Herflik był prekursorem-przewodnikiem turystyki alternatywnej w Warszawie w latach '90.
Całą młodość spędził ze starym na stadionie handlując różnymi militariami i tym co znaleźli za pomocą wykrywacza metali. Jego ojciec pasjonat histrorii z naciskiem na II wojnę światową, kapitalista i rewelacyjny handlarz, potrafiący sprzedać praktycznie wszystko. To po nim Herflik odziedziczył miłość do historii i zainteresowania oscylujące wokół granatów, moździerzy i innych znaleziskach z II wojny światowej. Chodził wszędzie z wojskowym plecakiem typu kostka i zawsze miał w nim bagnet na wypadek gdyby jakiś drechol przypadkowo potrzebował...konserwę otworzyć... Raz na peronie chcieli od niego kasę chłopcy w kreszowych dresach, więc wyjął zardzewiały bagnet i zapytał czy otworzyć im konserwę. Bagnet był pokaźnych rozmiarów a na końcu był zardzewiały. Herflik był bardzo nerwowy i zaraz ręce mu drżały jak się kroiła niejasna sytuacja. Wszystko to powodowało ze wyglądał naprawdę groźnie. Gdy chwycił bagnet ten się kiwał na boki. Drechole popatrzyli na siebie i stwierdzili ze z psycholem nie zadzierają , po czym szybko odeszli. Tak oto tym sposobem kilkukrotnie bagnet ratował mu skórę. Był nieodłącznym elementem wyposażenia plecaka Herflika. Miał jeszcze w nim latarkę dość profesjonalną jak na tamte czasy, maskę przeciwgazową , nóż szwajcarski i kilka innych rekwizytów jakże potrzebnych mu w nocnych ekspedycjach po Warszawie.
Herflik często odwiedzał Dżordża, byli kumplami ze szkoły średniej. Nie wiem czemu ale zawsze zużywał na potęgę walkmany i co miesiąc miał nowego , ale zawsze miał trzy te same kasety: Prodigy, Agressiva69, The Chemical Brothers. Chodził w szerokich bojówkach , bluzie z kapturem oraz pokaźnych glanach. Często odpoczywał razem z nami przy blancie lub na rave party od czasu do czasu zarzucając coś co pieści mózg.
Chłopak miał zamiłowanie do Warszawy. Jego dziadek powstaniec warszawski, za młodu często go oprowadzał po różnych zakątkach Warszawy. Znał historię każdego miejsca w stolicy.
Pamiętam jak kiedyś zaprowadził nas z Dżordżem w urokliwe miejsce. Paliliśmy wówczas h-----z, Herflik zaprowadził nas w jedno z najbardziej romantycznych miejsc Warszawy. Mówił wówczas:
- Panowie tutaj przyprowadzajcie swoje kandydatki na żonę.
Po czym się śmiał. Było to bardzo urokliwe miejsce, pod Mostem Poniatowskiego, właściwie mające sens przy odpowiedniej pogodzie, zjawisko występowało w okolicach przesilenia letniego czyli czerwiec/lipiec. Chodziło o letnią wieczorną grę świateł. Słońce przebijało się przez parkan stalowy mostu tworząc niepowtarzalne zjawisko rozproszonych promieni i piękna paletę ciepłych barw. Efekt ten widoczny był późnym wieczorem przy odpowiedniej pogodzie. Piękna scena. My paliliśmy, a Herflik opowiadał nam o historii powstania mostu oraz tajemnice jakie owy most skrywał. Faktycznie braliśmy tam dziewczyny i były oczarowane subtelnością zjawiska, a także naszą wrażliwością na tak efektowne detale jakie skrywała Warszawa w połączeniu z naturą.
Z perspektywy czasu patrząc, to były rzeczy niesamowite i jedne z ważniejszych chwil w życiu. Żyliśmy, rozmawialiśmy nie o gadżetach czy o sprawach przyziemnych, a o swoich doznaniach zmysłowych, o swoich wewnętrznych uczuciach, o historii miasta, o sztuce, o potędze natury, o tajemnicach natury, które zwykły zabiegany człowiek nie zauważa na co dzień.
W tak młodym wieku zwracaliśmy uwagę na sprawy najważniejsze, najprzyjemniejsze.
Zjawisko letniej gry świateł przy Moście Poniatowskiego trwało krótko, bo zaledwie czas w jakim Elwirka potrafiła wysączyć jednego szampana , z naszą małą pomocą. Chwila krótka ale subtelna i warta choćby największych poświęceń. Tak się kształtowała przyjaźń!
Herflika interesowała Warszawa nieznana, ta nieodkryta do końca , tajemnicza. Wchodził na przęsła mostów, eksplorował nielegalnie różne hale, budynki, ruiny, magazyny, a także całe podziemne miasto, czyli kanały. Kiedyś z Dżordżem wzięli po pół kwasa, ubrali się w kombinezony, maski gazowe i hasali po kanałach całą noc. Miał zawsze ze sobą różne mapy , które przed erą internetu sam tworzył lub kserował siedząc w różnych bibliotekach. Był prawdziwym pasjonatem i zapaleńcem. Na początku chodził sam i uwielbiał te nocne wypady np. do tunelu średnicowego łączącego Powiśle z Dworcem Centralnym. Zakamarki Pałacu Kultury, podziemia Cytadeli, Warszawska Praga, niedokończone tunele metra przedwojennego, kanał Żerański, spichlerze, itd. Z biegiem czasu tworzyła się coraz to większa grupa zapaleńców z którymi Herflik penetrował miasto. Herflik stwierdził ze może na tym zarabiać nie małe pieniądze. Oferował wycieczki po nieznanej Warszawie, znał dobrze angielski.
Pewnego razu grupa Japończyków przyjechała na koncert Chopinowski. Herflik znał bardzo dobrze ich tłumacza. Był jego krewnym. Japończycy po koncercie szukali wrażeń. Z polecenia Herflik podjął się oprowadzenia ich po nieznanych zakątkach. Japończycy byli oczarowani. Pierwszy raz w życiu ktoś im pokazał w tak ciekawy sposób miasto. Tyle wrażeń w jeden dzień. W tamtych czasach żaden turysta nie wybrałby się na Pragę warszawską. Taksówkarze wówczas pytali „na Warszawę czy na Pragę”? Podkreślano odmienność tej dzielnicy ma każdym kroku. Tam mieszkali inni ludzie, mentalność nie warszawska a praska.
Żaden przewodnik nie śmiałby gości swoich oprowadzać po melinach praskich. Herflik miał na to sposób. Dogadał się z kilkoma gitami z Pragi. Japończycy grubo płacili. Więc poszła działka na Praską ochronę. Dostali dobrą stawkę godzinową. Japończycy mogli zwiedzać zamknięte podwórka Brzeskiej (wówczas najbardziej niebezpieczna ulica Warszawy) i kilka bram na Ząbkowskiej. Żulernia oraz element aspołeczny tamtejszych rewirów reagował żywiołowo na „żółtków” , do tego stopnia ze doszło do kilku ekstremalnych sytuacji, ale japończykom taka adrenalina odpowiadała, Cieszyli się z tego. Herflik miał wrażenie ze oni dopłaciliby chętnie za solidny w------l na Pradze. Dla nich każda kultura i podkultura, a szczególnie ta autentyczna to coś bezcennego. Tak oto na Bazarze Różyckiego wydawali swoje dolary, które tu przywieźli kupując ciepłe flaki prosto ze słoika lub pisemka pornograficzne. Herflik uprzedzał ich zeby na wycieczkę nie brali pieniędzy, więc brali naprawdę mało. Pokazywał im jak element apołeczny ucieka przed policemenami wchodząc do kamienicy na Brzeskiej wchodzili po ciemnych schodach na samą górę, później ukrytym włazem na dach i w przeciągu pięciu minut znajdowali się na kamienicy przy Ząbkowskiej, schodząc schodami na dół. Tak oto przechytrzali policjantów tamtejsi złodzieje uciekając po dachach. Japończycy nie mogli brać ze sobą aparatów, ale i tak przemycali. Tego typu wyprawy z turystami Herflik uskuteczniał bardzo rzadko ze wzgęldu na mimo wszystko spore trudności z dogadaniem się z lokalnym środowiskiem. Kiedyś pewien Japończyk starcił tam aparat. Jakiś małolat zabrał go i uderzył japończyka w twarz. Herflik się poskarżył tamtejszej ochronie. Tamci zarządali okupu dodatkowego za sprzęt. Herflik oznajmił ze przecież płacił za ubezpieczenie klienta i żąda zwrotu. Nagle zleciało się stado „osadników” i zączął się młyn na ulicy. Jeszcze dwóch japończyków dostało w gębę, nie mocno na szczęście. Wracali bez butów, a właściwie uciekali, na szczęście jechała policja polonezem i to im uratowao dupę. Jak uciekali małolaci zrzucali cegły z sypiących się kamienic wprost na ich głowy. Jeden Japończyk tak uciekał że dobiegł na Dworzec Wschodni i czekał na tamtejszym posterunku Policji. Herflik chciał oddać im pieniądze, ale Japończycy są honorowi i nie chcieli. Mało tego, oni byli mega zadowoleni. Popili się na drugi dzień Luksusową i wspominali miniony wieczór jakby co namniej Na Pearl Harbor walczyli. Oni byli tym tak podnieceni że na następny dzień Herfik miał 30 osobową grupę chętną na Pragę, niektórzy chcieli mu płacić podwójnie. Ale Herfilk po tym zdarzeniu odpuszczał praskie podwórka mimo niebagatelnych sum jakie mu dawano za „ryzyko praskie”. To groziło ciężkim uszkodzeniem ciała w najlepszym wypadku lub śmiercią nawet. Wziął sobie za punkt honoru odnalezienie tego skradzionego aparatu. Wiedział gdzie szukać bo wiadomo było że 90% rzeczy z kradzieży trafia na Stadion X-lecia lub na bazar Różyckiego. Po tygodniu odnalazł sprzęt na stadionie. Kliszy już nie było niestety. Sprzedawał go jakiś Polak, którego Herflik znał z widzenia, bo przecież sam dużo handlował na stadionie. Dogadał się na niewielką symboliczną sumę i odkupił Kodaka. Pech w tym że Japończyk dzień wcześniej wyjechał do Japonii. Ale Herflik się nie poddał, chciał pokazać że Polsce jest balans-symetria i że żyją tutaj również uczciwi ludzie. Za pomocą kuzyna-tłumacza w jakiś sposób odnaleźli adres Japończyka. Wysłał mu do Japonii ten sprzęt, a w ramach rekompensaty za utraconą kliszę stos zdjęć z Warszawy nieznanej szczegółowo poopisywanych po japońsku. Japończycy są honorowi jak już wspominałem i ten uradowany mu przesłał jakiś miecz samurajski i sake. Korespondowali ze sobą jeszcze kilka lat wysyłając sobie prezenty. Później Japończyków kilka razy jeszcze oprowadzał, lecz po bezpieczniejszych miejscach. Bardzo dobrze płacili za kanały warszawskie, szlakiem Powstańców jak to Herflik nazywał. Wówczas te wycieczki były nielegalne, ale kto by tam w latach 90 jakąkolwiek legalnością się przejmował. Ludzie po latach komunizmu zapragnęli prawdziwej wolności, a nie ponownych ograniczeń. Nie było dla nas wówczas rzeczy nielegalnych.
Magicznym miejscem był tunel średnicowy, który przebiega pod centrum Warszawy. Tam trzeba było uważać na pociągi, w otchłaniach tunelu żyli narkomani, bezdomni i szczury. Tunel miał kilka tajemniczych korytarzy i włazów, z których jednym można było wyjść przy Rondzie gen. Charles’a de Gaulle’a . Ciągnął się przez ponad 2km pod Warszawą. Zawsze Herflik oprowadzał nocą ze względu na mniejszy ruch pociągów , a także z powodu słabszej czujności Straży Ochrony Kolei. Opowiadał przy tym historię powstania tunelu, a także opowieści o ludziach z marginesu tutaj mieszkających. Brał nie więcej jak 5 osób ze względu bezpieczeństwa. Kilkukrotnie z Dżordżem byliśmy na takiej wycieczce. Rewelacja. Kiedyś sforsowaliśmy kłódkę w pewnych drzwiach i dotarliśmy do zaplecza technicznego Dworca Centralnego. Industrialne niekończące się korytarze pełne rur hydraulicznych, przewodów i tablic elektrycznych. Całość wyglądała przerażająco i nadawała się na plan niejednego filmu science -fiction. Pełno instrukcji i opisów z tablicami technicznymi na ścianach. Labirynt był na tyle długi że chodziliśmy tam kilka godzin, aby wreszcie wyjść od strony zaplecza socjalnego dla obsługi technicznej peronów. Tak oto zwiedzaliśmy perełkę powojennego modernizmu jakże ciekawą dla młodego człowieka. Dowiedzieliśmy się także co ma wspólnego Dworzec Centralny z architekturą Linii Otwockiej. Chodziło o dach – kopułę głównej hali dworca. Dowiedzieliśmy się również ze pod dworcem przebiega spora hala napowietrzająca , która ciągnie się aż do Pałacu Kultury.
Pałac Kultury to też osobna historia. Herflik aby go dogłębnie zwiedzać musiał zapoznać lub przekupić kilka osób tam pracujących. Było to na tyle trudne, ze zajęło mu to około rok, a i tak nie do końca był tam „bezpieczny”. Rekompensowało mu to dostanie się do podziemi pałacowych lub ciekawych pomieszczeń mieszczących się w tym budynku. Tutaj w późniejszym czasie brał max 3 turystów, a i tak nie obyło się bez wpadek.
Gdy już studiował chodził ze swoim profesorem po tych niedostępnych miejscach. Wówczas wywierało to nawet na ludziach związanych z nauką, z historią niesamowite wrażenie. Owy profesor był później klientem Dżordża, bo przez Herflika polubił zioło. Facet miał osiagi na arenie międzynarodowej, a chodził z nami po podziemiach Warszawy. Wówczas z Dżordżem spędzaliśmy z nimi sporo czasu i można powiedzieć ze w ten sposób skończyłem zaocznie historię Warszawy. Dyplomu nie dostałem ale dostałem coś bardziej wartościowego: wiedzę popartą naocznymi oględzinami. Dzisiaj wiele tych miejsc już nie istnieje, a to zwiększa wartość tych wykładów.
Pamietam jak po ziole się spierali, często Dżordż z nimi polemizował, a rozmowy wyglądały komicznie:
Profesor
- ...nie p-----l Herflik, to sklepienie ma za mały łuk i nie mogło być elementem baroku
Herflik
- Ależ profesorze, barok jak się patrzy, ten fragment kartuszu...profesor spojrzy
Profesor zbliżywszy swoją twarz w okularach przypominających denka od butelek:
- To jest kartusz wzorowany nieudolnie na baroku, ale nie barokowy, robił go jakiś partacz
Dżordż
- Oboje nie macie racji, bo skąd tutaj element tego żelastwa marnej jakości...
Profesor
- Panowie spokojnie, zapalmy jointa i otwórzmy swoje umysły...od początku..

Tak się spierali godzinami, a przy tym mieli niezły ubaw. Profesor palił skręty i miał długą, siwą brodę, pożółkłą od papierosów okolicach ust i nosa. W ogóle profesor był bardzo barwną postacią a przy nas czuł się bardzo swobodnie, myślę ze przeżywał drugą młodość. Później zapraszaliśmy go na imprezy, na które chętnie przychodził w charakterystycznym sweterku. Wszyscy go lubili, miał 60 lat , a wyglądał na 85. Strasznie klął przy nas co powodowało różne komiczne sytuacje. To on Dżordża wprowadził do elitarnej klienteli naukowej.
Tak oto tymi sposobami ludzie pragnący czegoś więcej jak zwiedzanie Łazienek Królewskich czy uliczek Starego Miasta mieli okazję poznać ciemną stronę Warszawy, nieznaną, tajemniczą. To właśnie Herflik był pierwszym nielicencjonowanym przewodnikiem warszawskim. Pięknie opowiadał, miał w jednym palcu historię miasta, a także historię Polski. Wyczuwał klienta i opowiadał w tak barwny sposób że opowieści te pochłaniały człowieka bez reszty. Często wyciągał z plecaka różne rekwizyty, mapy, aby ubarwiać opowieści. Herflik w późniejszym czasie skończył historię na UW z wyróżnieniem. Później podobno się doktoryzował.





Wcześniejsze części łatwo znaleźć na mikroblogu. Sorry ze tak rzadko pisze ale to przez brak czasu

#lata90 #gimbynieznajo #narkotykizawszespoko #dzordz
PiotrasSNK 2017-10-28 13:56:26 +7
@morion: Czy myślałeś nad wydaniem zbiorku opowiadań? Te historie świetnie się czyta ( ͡° ͜ʖ ͡°)
morion 2017-10-28 14:04:42 +9
@PiotrasSNK:
Myślałem i nadal myślę o tym.
Brakuje czasu póki co, ale postaram się
Dzięki ;)
morion 2017-09-19 11:52:55 +57
Pocałunek Breżniewa
Na Dworcu Centralnym bywaliśmy z Dżordżem tylko na chwilę, ponieważ miejsce to było mega nieprzyjemnym odstraszaczem dla zmysłów. Wszechogarniający smród zgnilizny, jedzenia, fekaliów , przepalonego tłuszczu dostatecznie odstraszał przebywanie w tym miejscu. Centralny w latach 90 to było podziemne miasto kierujące się swoimi prawami, oaza dzikiego kapitalizmu i dom narkomanów, flipperów oraz gier hazardowych. Sporo budek z gównianym jedzeniem, oraz sklepików z tureckimi ciuchami po zawyżonych cenach, s-x shopy, kilka kantorów oraz sklepów ze wszystkim i niczym. Oczywiście masa złodziei w garniturach, bezdomnych, sekciarzy oraz cwaniaków nagabywujących do szybkiego interesiku. Tanich prostytutek i chłopaków na szybki numerek, tylko dla zdesperowanych . W toaletach dworcowych, instrukcje wypisane markerem na ścianie jak się umówić na szybki numerek. Strzykawki , syf, kiła i mogiła. Pośród tego normalni ludzie pracujący w tym miejscu oraz podróżni , którzy na każdym kroku są zaczepiani przez złodziei, krętaczy. Policja nie panowała nad tym chaosem. Myślę że akceptowali doskonale ten zgniły i ponury świat i istniała raczej zasada aby nie wchodzić sobie za bardzo w drogę.
Na Centralnym człowiek się czuł jakby miał biegunkę, były to „bigos” Warszawy z przeterminowanej kiełbasy. Krew, bród, mocz, kał, n-------i, strzykawki, szczury. Zasrane miejsce, a jednocześnie wizytówka Warszawy bo tutaj często wysiadali lub przesiadali się turyści. Plątanina podziemnych korytarzy i ślepych zaułków, perony z gigantycznymi ruchomymi schodami , no i tunel średnicowy mający coś z postapokaliptycznego klimatu, który był domem dla wielu narkomanów. Nie należało się zatrzymywać bo zaraz ktoś zaczepiał, a to nawiedzeni z jakiejś sekty, a to złodzieje-cwaniacy, a to natrętni narkomani z wymyślonymi historyjkami mającymi wzbudzić litość, a to bezdomni. Miejsce na swój sposób ciekawe i tajemnicze ale raczej tylko dla zapaleńców pragnących wrażeń.
My odwiedzaliśmy młodego chłopaka Mikiego – króla flipperów, który pracował po 12 godzin na dwie zmiany w mrocznym miejscu z flipperami. Te same gęby wpatrzone w automaty do gier, łysiejący faceci po 40, uciekający przed żonami, dla których h----d to oaza spokoju. Miałem wrażenie ze oni zamiast z wędką na ryby się wyciszać, chodzili na jednorękiego bandytę tracąc swoje marne grosze, ostatnie oszczędności. Lądowali również tutaj tacy , których już nie wpuszczano do prawdziwych kasyn.
- Widzicie tego łysego w marynarce - mówi Miki?
- Facet miał wille na Saskiej Kępie, ciepłą rodzinę, dwie dobrze prosperujące firmy, teraz nie ma niczego poza małą walizką, w której ma wszystkie rzeczy potrzebne do przeżycia typu: bielizna, szczoteczka do zębów, itp. , śpi przy automatach do gier, a my to akceptujemy, ściga go komornik, firmy windykacyjne , wierzyciele i mafia. Jest zadłużony do końca życia, jego dzieci i żona również. Ukrywa się na dworcu, ale i tutaj czasami go dopadną. Jest przegrany i to co wyłudzi od przejezdnych na dworcu wyda na automaty. Wywalili go rok temu z Kasyna z Mariottu. Przegrał dwie działki, dom, dwie firmy, oraz zadłużył się na mega sumy. Mało tego znalazł naiwniaków których też zadłużył do końca życia.
Wyglądał na obojętnego, jego oczy wpatrzone w automat do gry jednak troszkę zdradzały jego problemy życiowe. W ręku trzymał p--o mimo iż była 9:00 rano dopiero. Facet raczej nie łudził się że wyjdzie na prostą, ale nałóg hazardu był silniejszy.
Sporo było też młodych chłopaczków, którzy zamiast do szkoły szli na gry i marnowali swoją młodość oraz swoje oszczędności w tym ponurym miejscu.
Wzrok Mikiego po dwóch latach pracy w tym miejscu był coraz bardziej zniszczony ze względu na ciągły półmrok. Właściwie to tylko światła automatów do gier i flipperów oświetlały to ponure miejsce. 12 godzin dziennie w miejscu gdzie słońce nie dociera, mało tego tam jest ciągły mrok.
Miki palił zioło, szczególnie na nocnych zmianach. Studiował zaocznie hotelarstwo i taka forma pracy bardzo mu odpowiadała. Uwielbiał gry komputerowe i namiętnie czytał czasopisma z grami.
Pamiętam bardzo ładną dziewczynę , którą widywaliśmy często na dworcu. Na początku myślałem ze pracuje tam w jednym ze sklepów. Była zadbana i dość atrakcyjna. Z biegiem czasu coraz marniej wyglądała. Miki nam opowiedział jej historię, że uciekła z domu. Miała rodziców pracujących w filharmonii – byli muzykami światowej klasy, dziewczyna chodziła do szkoły muzycznej , typowa dziewczyna z dobrego domu. Miała wszystko co materialne i wydawałoby się że wszystko co duchowe. Kochający rodzice, chłopak na poziomie, wsparcie wśród rodziny. Wpadła w towarzystwo biorące heroinę zupełnie przez przypadek. Była na jakiejś imprezie na której poznała chłopaka , który ćpał. Wpierdzieliła się w nałóg i w przeciągu pół roku stała się prostytutką dworcową, postarzała się o co najmniej 15 lat. W 1997 roku znaleziono ją martwą przy peronach . Zaćpała się herą. Od momentu wejścia na dworzec do jej śmierci minął tylko jeden rok. Zmarnowane życie przez heroinę. My się bawiliśmy, ale te „sceny” dawały nam dużo do myślenia i sprowadzały nas na ziemię. H-----a degradowała człowieka i szczerze była plagą pod koniec lat '90, która przyczyniała się do wielu patologii i wpływu na pogorszenie komfortu życia w latach '90.

#lata90 #gimbynieznajo #narkotykizawszespoko #dzordz
morion 2017-09-19 12:56:47 +8
@Karakatamakatula:
Z lat 90 , z okresu mojej młodości. Rok temu napisałem na wykopie kilka historii z Dżordżem w roli głównej. Jeśli poprzednie przeczytasz będziesz wiedział o co chodzi ;-)
Pozdrawiam
Karakatamakatula 2017-09-19 13:30:33 +2
@morion: Przeczytałem wszystko, genialna lektura. Świetne historie, lekkie pióro, czuć ten klimat :) Tag dodaje do obserwowanych i liczę po cichu, że wydasz kiedyś książkę :)