329843,04−5,28=329837,76
Dzisiejszy dzień zapadnie mi w pamięć. Przyzwyczaiłem się do tego, jak bardzo zmienna i nieprzewidywalna potrafi być angielska pogoda.
W biegu byłem już przed treningiem, bo w pracy musiałem zostać dłużej, wpadłem do domu, szybki posiłek, przebrałem się i sprawdziłem prognozę.
6 stopni, bezchmurnie i brak szans na opady. No to hop do auta bo jeszcze szybkie zakupy przed bieganiem.
Jak tylko wysiadłem nad rzeką, uderzył we mnie podmuch wiatru... O, zapomniałem sprawdzić prędkość i kierunek #$!;@
Rozgrzewka wiele nie dała, bo zapomniałem o termicznej odzieży na nogi. Pierwsze 10 min biegu pod wiatr przyniosło obawy, że przemarznę i rozchoruję się. Tętno i tempo o dziwo lepsze niż w poprzednich biegach. Po kolejnych 5 min zawracam, bo przede mną druga połowa dystansu. ¯\
(ツ)/¯
Wrażenie jakbym przeniósł się w ciepłe miejsce, wiatr zanikł i teraz w końcu można biec. 30 min zrobione, chwila na ogarnięcie tętna i pierwsze przebieżki 2x 100m i minuta odpoczynku pomiedzy. Nie byłbym sobą gdybym czegoś nie pomylił, w ćwiczeniu ustawiłem 100m i lap press na koniec odpoczynku... Po jakichś 30 sekundach zegarek pika by odpocząć, a ja mówię - chyba za wcześnie, minuta nie minęła jeszcze więc biegnę dalej ;) HR na 186 ale jeszcze nie brakowało tlenu.
Przy drugim powtórzeniu ogarnąłem co zrobiłem źle, mimo wszystko cieszę się z wyniku i nie mogę doczekać się kolejnego treningu! ( ͡º ͜ʖ͡º)
#bieganie #sztafeta