Mireczki, przymierzam się do wymiany kuchenki. Od czasu kupna lokum mam wolnostojącą kuchenkę gazową wraz z niestety, gazowym piekarnikiem. Poza moim przyzwyczajeniem do kuchenek gazowo-elektrycznych, to palniki gazowe zawsze były dla mnie wystarczające, natomiast na piekarnikach gazowych umiem tylko przyrządzić mrożone bułki/bagietki czomsknowe/pizze.
I w związku z tym szukam kuchenki, która będzie miała gazowe palniki oraz elektryczny piekarnik, niby nic ale...
Ale chciałbym, żeby przynajmniej jeden palnik walił ogniem piekielnym niczym te z azjatyckich knajpek, uwielbiam dania stir-fry i ogólnie azjatycką kuchnię, poza tym szybciej ugotuję na takim inne rzeczy. Piekarnik jest mniej ważny, wystarczy, że będzie elektryczny, jednak chciałbym, żeby mógł grzać więcej niż standardowe 250*C. Macie coś takiego do polecenia?
Szukam najbardziej kompaktowego rozwiązania, najlepiej w postaci wolnostojącej kuchenki. Ale jeśli znacie jakieś patenty na osobny piekarnik i płytę gazową z w/w parametrami, do tego nie zajmującymi zbyt wiele miejsca, to jestem otwarty na polecenia i krytykę.
tl;dr Polećcie kuchenkę/gazowo-elektryczną/ inne kompaktowe rozwiązania z P O T Ę Ż N Y M palnikiem rodem z azjatyckich restauracji i/lub (mniej ważnym) piekarnikiem z max. temp. powyżej 250*C.
#kuchnia #gotowanie
@Vpnk:
Warto pamiętać czemu.
Ten szpital był budowany od czasów komuny, nadejście lat 90 wstrzymało budowę na długie lata i straszył szkieletem.
Potem kasa na dokończenie się znalazła, zbudowano olbrzymi kompleks, który, jak sama nazwa wskazuje, miał służyć (i służy) całemu regionowi. Finansowany z budżetu centralnego, bo tak ówcześnie było rozwiązane finansowanie szpitali.
A potem, za czasów pierwszych rządów Tuska, kasa w budżecie zaczęła się Tuskowi kończyć i sobie wymyślił "decentralizację państwa" -- przekazanie gminom odpowiedzialności za m.in. szkoły i szpitale na ich terenie.
W założeniach niby dobre, ale nie poszła za tym odpowiednia kasa na utrzymanie tychże, bo przecież o to chodziło w tej reformie -- zdjęcie obciążeń dla budżetu państwa.
I tak Grudziądz, wtedy miasto i tak będące w zapaści gospodarczej i olbrzymim bezrobociem, dostał na dokładkę do utrzymania olbrzymi kompleks szpitalny, który jest zdecydowanie za duży na potrzeby miasta (bo przecież jest regionalny), do utrzymania którego musi dokładać grube hajsy co roku.
Kilkanaście lat temu Grudziądz przez ten szpital był tak zadłużony, że musiał wyłączać lampy uliczne a miastu groził zarząd komisaryczny.
Przy całej niechęci i krytyce obecnych lekarskich zarobków -- to zadłużenie szpitala nie jest wynikiem lekarskich apanaży (ale pewnie też nie poprawiają sytuacji), tylko tego, że Grudziądz dostał kukułcze jajo i musi łożyć olbrzymią kasę na coś, co niespecjalnie jest mu potrzebne.