Właściwie to nie obejrzałem ani jednego meczu na tych mistrzostwach. Czuję za duży opór, nie jestem w stanie go przełamać. Jakbym to jakimś cudem zrobił, od razu wróciłyby traumatyczne wspomnienia z lekcji wf w szkole.
Nigdy nie lubiłem grać w gry zespołowe, ciągle tylko nerwy i stres. W kosza to przeszkadzał moj manletyzm, oskarki mnie moggowali, na siatkówce to nciągle nie trafiałem w piłkę i się śmiali ze mnie że co ty vandera, ślepy jesteś, odbij to! Przegrywaliśmy, to już się zaczynały jakieś małpie krzyki, wyzwiska, jak w zoo jakimś. Ale najgorsza była właśnie piłka nożna. To był mój największy koszmar i cierpienie.
Nie umiałem za bardzo nawet piłki dobrze kopnąć, zawsze mnie brali do drużyny jako ostatniego, bo najgorszy ii stawiali na bramce i mówili, że jak piłka będzie lecieć, to mam się swoim manlecki, drobnym ciałem rzucać na mią, to może złapieę. Tyle, że nigdy nie wiedziałem, czy pilka poleci na prawo, czy na lewo, więc rzucałem się na oślep i potem były pretensje jak wpuszczałem, w koncu mnie wyrzucali z boiska, a ja ich wyzywałem. Oskarki taki spięte zawsze, jakby grali na to Euro xd, i tylko nerwy i stres mnie paraliżował. Powiedziałem to wszystko mamie, ona jakoś załatwiła z wfista, że pozniej sam ćwiczyłem, bez grupy i w końcu trochę odetchnąłem. Postrzegałem te sporty to jakaś chora rywalizacja normikow o nic. Lubię za to np. tenis ziemny, pingponga albo rower.
Te mistrzostwa trochę mnie interesowało tylko dlatego, że odbywały się w mojej ukochanej, drugiej ojczyźnie i jeżeli miałbym jakiejś reprezentacji kibicować, to oczywiście byłoby to USA. No ale dla nich ta piłka to i tak niszowy sport. Mają swój futbol, baseball i kręgle, w których to nawet dobry byłem i brali mnie na turnieje międzystanowe, kiedyś też wam opowiem.
Niestety w nieludzkiej Północnej Piekielni powiatowej nawet kręgli nie dali. Jest jak jest ehhhh
#przegryw