Poniżej wkleję opowiadanie (wygenerowanie przez AI ale to nie ma znaczenia).
Napisz do mnie na PW jeżeli jakoś Cię poruszyło.
`Szkło
Olek poprawił krawat po raz trzeci, choć siedział już przy stoliku od dziesięciu minut. Restauracja była odpowiednio cicha, odpowiednio droga, odpowiednio dyskretna. Wszystko odpowiednie. Wszystko pod kontrolą.
Marcin spóźniał się pięć minut i to wystarczyło, by Olek zdążył przeanalizować każdą wiadomość, którą wymienili przez ostatnie tygodnie. Każde słowo, które sam napisał, teraz wydawało się albo zbyt pewne siebie, albo zbyt desperackie. Nie było złotego środka. Nigdy nie było.
Gdy Marcin w końcu wszedł, Olek natychmiast włączył swój standardowy tryb: lekki uśmiech, swobodna postawa, ręka uniesiona w geście przywitania – dokładnie odpowiednia ilość entuzjazmu. Ani za dużo, ani za mało.
— Przepraszam za spóźnienie — powiedział Marcin, siadając naprzeciwko. Miał na sobie zwykły sweter i jeansy. Wyglądał na kogoś, kto nie musi niczego udowadniać.
— Nie ma sprawy — odpowiedział Olek z uśmiechem, który wyćwiczył do perfekcji. — Sam właśnie przyszedłem.
Kłamstwo numer jeden.
Rozmowa płynęła gładko, bo Olek zawsze dbał, żeby płynęła gładko. Zadawał odpowiednie pytania, śmiał się we właściwych momentach, opowiadał anegdoty, które prezentowały go jako inteligentnego, zabawnego, interesującego. Budował obraz siebie jak architekt buduje dom – każdy element na swoim miejscu, bez rys, bez pęknięć.
— Jesteś bardzo opanowany — zauważył Marcin w pewnym momencie, odkładając kieliszek.
Olek zamarł na ułamek sekundy, ale szybko opanował reakcję.
— To kompliment czy diagnoza? — zażartował.
— Obserwacja — odparł Marcin spokojnie. — Mam wrażenie, że bardzo pilnujesz, co mówisz.
Olek poczuł, jak coś ściska mu gardło. To było jak patrzenie w szkło, w którym ktoś właśnie dostrzegł pęknięcie, które starałeś się ukryć przez lata.
— Po prostu lubię... rzeczy jasne — powiedział ostrożnie.
— Jasne czy bezpieczne?
Cisza, która zapadła, była zbyt długa. Olek wiedział, że powinna być krótsza, ale nie potrafił jej przerwać. Czuł, jak wszystkie jego mechanizmy obronne zaczynają trzeszczeć.
— Mówiłeś w wiadomościach, że chcesz spróbować czegoś innego — ciągnął Marcin. — Że męczy cię ciągłe prowadzenie.
— Tak — przyznał Olek, a jego głos brzmiał obco we własnych uszach.
— Ale teraz, tutaj, nadal prowadzisz. Kontrolujesz każde słowo, każdy gest. Widzę to.
Olek odłożył sztućce. Ręce mu drżały i nie mógł tego ukryć.
— Bo jeśli nie będę kontrolował... — zaczął, ale urwał.
— To co?
— To zobaczysz, jaki naprawdę jestem.
Marcin patrzył na niego przez dłuższą chwilę. Nie było w tym spojrzeniu osądu, ale coś gorszego – zrozumienie.
— I myślisz, że to byłoby złe? — zapytał cicho.
Olek zaśmiał się, ale to był pusty dźwięk.
— Nie wiem, jaki jestem bez tej fasady. Może tam w ogóle nic nie ma.
Przez chwilę żaden z nich się nie odzywał. Olek poczuł nagłą ochotę, by wstać i wyjść. Zanim coś pęknie na dobre. Zanim przestanie być tym, za kogo się podaje.
— Posłuchaj — odezwał się w końcu Marcin. — Nie musimy niczego robić. Ale jeśli chcesz spróbować... oddać kontrolę, to nie znaczy pokazać słabość. To znaczy przestać udawać, że jej potrzebujesz.
Olek zacisnął pięści pod stołem.
— Nie umiem inaczej — wyszeptał, i to było pierwsze szczerze uczciwe zdanie, które wypowiedział tego wieczoru.
— Nie oczekuję, że od razu umiesz. Ale możemy spróbować czegoś prostego. Tutaj, teraz.
— Czego?
Marcin wskazał na jego zaciśnięte dłonie.
— Połóż ręce na stole. Otwarte.
To było absurdalne. Dziecinne. Ale Olek poczuł, jak serce zaczyna mu bić szybciej, jakby ktoś poprosił go o zeskoczenie z klifu.
— To tylko gest — powiedział Marcin spokojnie. — Nie wydajesz mi polecenia. Nie budujesz obrazu. Po prostu... pozwalasz sobie być.
Olek patrzył na własne ręce. Wydawały się nagle ciężkie, obce. Powoli, bardzo powoli, wyciągnął je spod stołu i położył na blacie. Otworzył dłonie. Nic się nie stało. Światło nie zgasło. Ziemia się nie zapadła.
Ale coś w jego p----i zaczęło pękać – coś, co trzymał zaciśnięte przez lata.
— Dobrze — powiedział Marcin cicho. — Widzisz? Nic złego się nie wydarzyło.
Olek nie był tego pewien. Czuł się obnażony, jakby te otwarte dłonie na stole mówiły wszystko – o tym, że nie jest idealny, że jest przestraszony, że nie wie, co robi. Że wszystko, co budował, to tylko szkło gotowe roztrzaskać się przy pierwszym dotknięciu.
— To... trudniejsze niż myślałem — przyznał.
— Bo to naprawdę wymaga odwagi — odpowiedział Marcin. — Więcej niż bycie idealnym.
Olek siedział z otwartymi dłońmi na stole i po raz pierwszy od lat nie wiedział, co powiedzieć. Nie miał scenariusza. Nie miał maski. Był tylko on – pęknięty, niepewny, prawdziwy.
I choć wszystko w nim krzyczało, żeby zacisnąć pięści z powrotem, żeby odzyskać kontrolę, żeby wrócić do bezpieczeństwa – Marcin uśmiechnął się lekko i powiedział:
— Zostań jeszcze chwilę. Tak jak jesteś.
I Olek został.
`#opowiadanie #ai #homoseksualizm #lgbt #psychologia #psychiatria #chcepogadac