Mam problem, ale wstydzę się z nim udać gdziekolwiek. Nic mnie nie cieszy, czuję codzienne wnerwienie na wszystko. Gdy z kimś rozmawiam, to nagle przechodzi mnie na to ochota, a samo porozumiewanie się jest gehenną (nie mogę zebrać myśli). Wydaje mi się, że głupieje intelektualnie - zapominam słów, a nawet tego co oglądałem wczoraj w tv. Moja wiedza się kurczy. Wstydzę się siebie, swojego życia, domu, samochodu. Do tego dochodzi nieszczęśliwa miłość, do młodszej kobiety, o której nie mogę zapomnieć, choć próbuję od wielu lat - mamy kontakt, gdyż jestem przyjacielem jej rodziny, ale rozmowa z nią mnie przerasta (ona młoda, piękna, inteligentna, a ja robak fizyczny, choć po studiach). Zauważyłem, że pomaga mi a-----l, bo po spożyciu wszystko wydaje się takie... lepsze. Jako, że pracuję w nocy jako kierowca, nachodzą mnie myśli, w których wybieram sobie drzewo, w które uderzę. Czy ktoś z Was może mi pomóc? Czy może przestać się męczyć i znaleźć w miarę bezbolesny sposób na zakończenie tego wszystkiego? Boję się, że w zasadzie nie ma już ratunku dla mnie. Właśnie skończył mi się urlop i jest trochę lepiej, ale boję się, że to wkrótce wróci i nie podołam.
#depresja