#lalka #seriale #netflix #filmPo pierwszych kilku odcinkach broniłem netflixowej „Lalki”, argumentując, że adaptacja nie musi być wierna, a główny wątek przecież jest zachowany, a to, czy wszystkie pozostałe rzeczy zgadzają się z książką, czy też są pisane na nowo, nie ma znaczenia.
I chociaż nadal twierdzę, że można nakręcić dobrą „Lalkę”, która dość poważnie odstaje od oryginału, to jednak z tą adaptacją jest inny problem: JEST PO PROSTU SŁABA.
UWAGA, DUŻE SPOILERY
Pół biedy niedobrani aktorzy, żaden chyba nie wygląda i nie gra tak, jak powinien. Największą krzywdę uczyniono Rzeckiemu, bo jest za młody i strasznie spłaszczony jako postać.
Łęcka to rozwydrzona księżniczka, która nawet d--y sobie sama nie umie podetrzeć, ale nagle wstępują w nią pokłady zaangażowania i kreatywności, kiedy trzeba jakąś profeministyczną sprawę ogarnąć. A ta jej cudowna przemiana z d--y na końcu finału to... z d--y. Totalnie niespójne i niewiarygodne.
Wokulski — znów BARDZO niewiarygodnie; w książce (i serialu z Kamasem) zakochuje się w odrealnionej kobiecie z innych sfer. Tutaj simpuje do totalnego pustaka, który nie tylko go ignoruje (jak w oryginale), ale jawnie i chamsko poniża, wyśmiewa i gardzi nim — a ten, im bardziej ona odkrywa prawdziwą twarz, tym bardziej za nią lata.
Przewrotne zakończenie — OK, zaskoczyło i to bardzo, ale jest zbyt przewrotne, niezgodne z charakterami postaci, ich dotychczasowymi zachowaniami i całym „potencjałem behawioralnym”. Mniej więcej taki klimat, jakby Gandalf w ostatniej scenie „Władcy Pierścieni” przeszedł na stronę Saurona, bez wyraźnych sygnałów przez całe trzy filmy, że coś takiego planuje odwalić.
No i happy end (bo taki de facto mamy) kompletnie pasuje do wymowy tego serialu.
Podsumowując:
Adaptacja nie musi być wierna, ocenia się ją po tym, czy jest dobra. Ta nie jest, bo bohaterowie są niespójni, aktorzy niedobrani, a fabuła niekonsekwentna.