bądź mną, lvl 17
technikum chemiczne, miasto wojewódzkie, duma regionu
mój stary to fanatyk bimbrownictwa, cała piwnica zawalona aparaturą, matka płacze, że dom śmierdzi jak gorzelnia polmosu
postanów przenieść rodzinny biznes na grunt edukacyjny
„anon, co ty robisz z tymi baniakami 5l wody?”
„profesorze, to projekt na olimpiadę o fermentacji, badam wpływ stresu egzaminacyjnego na drożdże”
prof. Janusz, stary chemik, co w 80-tym pędził paliwo do trabanta z obierków, tylko mrugnął okiem i dał mi klucze do zaplecza sali 213
operacja „PANTHEON” czas start
wciągnij w to Sebe i Matiego, bo ktoś musi stać na czatach i kraść cukier ze stołówki
przez dwa tygodnie zaplecze chemiczne to strefa zamknięta
zapach drożdży jest tak silny, że na biologii dwa piętra wyżej nauczycielka dostała fazy od samych oparów i zaczęła tłumaczyć fotosyntezę po łacinie
nadchodzi dzień zero – wielka degustacja na długiej przerwie
Mati przyniósł plastikowe kubeczki od kawy, Seba załatwił zagrychę w postaci solonych paluszków z automatu
„Panowie, to jest 70% czystej pasji i nienawiści do układu okresowego”
lejesz pierwszą kolejkę, atmosfera gęsta jak mgła nad bagnami
nagle drzwi z buta otwiera dyrektor „Beton”
facet ma nos jak radar na a-----l, bo sam w młodości był sędzią na weselach
cisza, słychać tylko jak skraplacz robi „kap, kap”
„CO TU SIĘ WYRABIA?!” ryczy Beton, a jemu już się wąs trzęsie z emocji
prof. Janusz wchodzi za nim, patrzy na aparaturę, potem na nas, bierze kubeczek, wypija duszkiem
patrzy Betonowi prosto w oczy i mówi:
„Dyrektorze, to nie bimber. To czysty nektar którego nie powstydziłby się nawet największy Podlaski mistrz bibmbrownictwa”
Beton bierze łyka, czerwienieje na twarzy jak burak, oczy mu wychodzą na wierzch
myślisz: koniec, wywalą nas, wilczy bilet, praca w kopalni soli
Beton wyciera wąs rękawem garnituru, patrzy na nas i mówi:
„Anon, za mało cukru daliście na starcie, czuć nutę starej szafy. Ale za inżynierię procesu... 5 z minusem. Jutro przynieście do mojego gabinetu litr na analizę laboratoryjną.”
prof. Janusz dostał awans, my mamy dożywotni zapas drożdżówek od woźnej, a w szkole do dziś mówią na mnie „Walter White”
stary w domu dumny, pierwszy raz powiedział, że jestem jego synem
brak profitu tylko taki, że teraz każdy nauczyciel chce, żeby mu dać pół litra na imieniny
#pasta #anonimowemirkowyznania #bimber