Mój stary jest fanatykiem handballu.
Najgorzej.
W swoim dwudziestosiedmioletnim życiu byłem chyba na wszystkich znaczących halach sportowych w Polsce. Na wszystkich wielokrotnie. I na żadnej z nich być nie chciałem. Nie chodzi o to, że nie lubię piłki ręcznej. Ja po prostu nie lubię, że ojciec ją lubi i jak patrzę jakie inby na tych halach o--------a to mam ochotę cały mecz w aucie przeczekać.
Bite półtorej godziny darcia ryja - rzadziej z dopingiem, częściej z wyzwiskami na sędziów (błąd kroków twoja stara zrobiła jak cię do chrztu niosła!) , na delegata (a ty to tam k---a dla ozdoby siedzisz?!) , na typa co czas mierzy (czas k---a!) , na drużynę przeciwną, na ich trenera (że k---y j----e). Na wszystkich i na wszystko. Z jednym wyjątkiem. Nigdy na własną drużynę. Za to często na kibiców z naszego sektora gdy do uszu starego doleci, że ktoś się niezbyt pochlebnie wypowiedział o którymś z naszych zawodników.
Tak się nieszczęśliwie złożyło, że w ciagu ostatnich 5 lat zawsze w dzień moich urodzin wypadał mecz. Stary zawsze szedł jednym z dwóch możliwych scenariuszy:
a) jak wygrali - widzisz synek jaki Ci prezent zrobili
b) jak przegrali- no widzisz synek, nie zrobili Ci prezentu
Jak był mecz wyjazdowy to Stary licząc na wyrazy uznania mówił: "Ale zajebisty wyjazd urodzinowy synek co?"
A po meczu czas na przyjęcie. Wyjście do lokalu na obiad. Stary zabierał mnie i matkę, a czasem nawet Romana z rodziną (o Romanie póżniej) do Żabki pod halę na hot-dogi. Za pierwszym razem tak się j--------i wczuł, że kazał babce zrobić kleksa z musztardy na samym czubku parówki i mówi: no synek zobaczymy czy zdmuchniesz. Zmuchnąłem. Cała koszulka starego u-----a w musztardzie. Więcej nie kazał dmuchać.
Któregoś dnia przyszło do nas pismo ze spółdzielni. Stary szybko je wziął, przeczytał i kląc na czym świat stoi w---------ł do kosza i poszedł dla uspojenia nerwów obejrzeć jakis mecz początku lat 90'. No tak. Nie wspomniałem jeszcze że mamy nagrane chyba wszystkie mecze naszej drużyny. Każdy jest nagrywany, a potem po powrocie z hali oglądany ponownie "na spokojnie". No a potem oglądane są ważniejsze mecze okazjonalnie na imprezach typu urodziny/imieniny/Boże Narodzenie/Wielkanoc. Stary zawsze mecze dobiera tematycznie. Na Boże Narodzenie są mecze w których pewnie prowadziliśmy od samego początku, na Wielkanoc takie gdzie na początku był horror ale ostatecznie wygrali, a na Święto Zmarłych mecze przegrane.
Wracając do spółdzielni. Jak stary poszedł oglądać mecz matka wyjęła pismo ze śmietnika i była to odmowa ze strony spółdzielni na przemalowanie bloku w barwy klubowe.
J--------i złożył wniosek żeby nam blok przemalowali! Że teraz niby jest pomarańczowy, ale że g---o-farba, położona na gównolit w połączeniu z deszczem, słońcem, śniegiem, czasem itp sprawiła ze blok jest bardziej żółty niż pomarańczowy. A tego ojciec nie mógł ścierpieć. Zawziął się i powiedział, że jak tak to on czynszu wiecej nie zapłaci. Matka specjalnie założyła tajne konto z którego płaci czynsz do spółdzielni żeby nas z chaty nie eksmitowali.
Roman. Wracamy do Romana. Roman był przyjacielem mojego starego. Kolega z hali, od kielicha, od wszystkiego. Stary bardziej Romana szanował niż własną rodzinę. Tymbardziej, że Roman miał syna Karola. A Karol grał w piłkę ręczną i to grał dobrze, a nawet bardzo dobrze. Był postawowowym zawodnikiem pierwszego składu naszej drużyny. Krótko mówiąc Karol był niespełnionym marzeniem mojego starego, bo ja to ledwo z połowy boiska pod bramkę dorzucę.
A skoro Karol był dobry to szybko przeszedł do innego klubu. I z początku wszystko było spoko. Co tam u Karola? Jak tam Karol? A Karol gra?
Karol grał. I kiedyś przyjechał grać z nami. Sentymenty odrzucił, mówił że jest profesjonalistą i narzucał nam chyba 11 bramek. Ojciec Karola, siedział cały czas obok mojego starego. Oczywiście w koszulce aktualnego klubu syna i gdy tylko Karol rzucił nam bramkę, cały sektor siedział w ciszy, a Roman wstawał, darł się że dobrze, że brawo, że tak dalej. I n---------ł się pięścią w herb klubu syna na p----i, a mój stary wyglądał jakby zaraz miał n---------ć Romana.
Nie tylko ja to zauważyłem, bo na nasz sektor została skierowana dodatkowa ochrona. Do kulawego emeryta w koszulce Security dołączyła dziewczynka tuż po maturze, która w butach ważyła 45 kg. a bez butów 40. O dziwo zadziałało i stary się uspokoił. Bo musicie wiedzieć, że mój stary boi się tylko jednej rzeczy. Nie śmierci, nie choroby, nie utraty bliskich. On się panicznie boi, że coś w nerwach o--------i na hali i dostanie zakaz wejścia.
Siedział więc i kipiał z wściekłości, a Roman widząc że wygrał te starcie n---------ł już herb dwie pięściami, a nie jedną.
Przyjaźń sie skończyła. Zero kontaktu. Na meczach siedzieli obok siebie bez słowa, bez podania ręki. Obcy ludzie. Aż któregoś dnia matka dostała telefon, że Roman odpiął wrotki i zszedł na serce. W środę pogrzeb. Bez kwiatów. Powiedziała o tym ojcu, a ten wstał bez słowa, nałożył kurtkę i wyszedł.
Matka w płacz. Że może zrozumiał, że pewnie do Romana do kaplicy pojechał, przebaczyć. Że może do tego zakutego łba dotarło.
Nie dotarło. Stary wrócił po dwóch godzinach i odpalił mecz z 1997 roku. Było źle. Dopiero po obejrzeniu meczu, po wstępnym uspokojeniu stwierdził że on to p------i, że c--j z nimi, że p------i ludzie. Po czasie udalo się ustalić co zeszło. Otóż mój staruszek, nie czekając aż Roman całkiem wystygnie, udał się do Klubu z informacją że Roman nie żyje i żeby miejsce Romana na niego przepisać. Nie przepisali. Bo że karnet ważny do końca sezonu, że może rodzina Romana będzie chciala przejąć karnet i opłacać miejsce. Na co mój stary że to c--j nie rodzina i niech sobie karnet kupują tam gdzie Karol gra, a to miejsce jemu się należy bo on to już nawet krew ma w kolorze krzesełek na hali. Nie pomogło. W końcu ochrona obiektu w------a ojca z siedziby klubu.
Pytam się ojca po co mu to miejsce po Romanie. A on mi na to, że dla wnuka. K---a. Jak nawet dziewczyny nie mam a on miejsce wnukowi będzie rezerwował. A poza tym to mówi, że lepiej żeby to miejsce było jego i stało puste, niż żeby tam miała usiąść taka menda jak Roman.
Karol wrócił. Skończył mu się kontrakt na wygnaniu i wrócił. Ojciec już do niego podchody robił, że dobrze że wrócił, że on wiedział że wróci, że zawsze go szanował, a z jego ojcem to do samego końca byli przyjaciele najlepsi. Karol nie dał sie nabrać. W------e ma na niego aż miło, ale postanowił się lekko zemścić na moim staruszku.
Zbliżał się 01. kwietnia wiec Karol uprosił gościa od karnetów/biletów/wyjazdów żeby mu pomógł ojca w c---a zrobić. Wysłali do niego maila z klubowego adresu, że od przyszłego sezonu nie będzie miał możliwości przedłużenia karnetu na swoje miejsce bo, nowy sponsor, miejsca zarezerwowane i ma w---------ć, ale tylko jeden sektor dalej i to w miejsce za słupem gdzie niewiele widać xD ale żeby nie czuł sie pokrzywdzony w ramach rekompensaty klub przekazuje voucher na 15 zł zniżki czapkę z daszkiem xD
O k---a... co sie w chacie działo to przemilczę.
Po kolejnym meczu wszyscy wyszli. A stary siedzi. Światła gaszą, stary siedzi. W końcu przychodzi ochrona i mówią że już po meczu, że zamykają i zapraszają w---------ć. A stary im pokazuje że przykuł się łańcuchem do krzesełka, a kłódka jest na kod i go nie poda, chyba ze mu obiecają że mu to miejsce oddadzą. Ochroniarze nic o żarcie Karola nie wiedzieli, więc stwierdzili, że jak Klub powiedział że ma w---------ć, to znaczy że ma w---------ć a oni mu w tym pomogą.
Efekt szarpaniny to podbite oko ochroniarza, wykręcony bark starego i połamane krzesełko na hali. Jak się okazało, że to wszystko to mega wkręta Karola, to Karol zyskał sobie śmiertelnego wroga numer jeden w postaci mojego stauszka.
Z Romanem kłócił się o szacunek, barwy, honor itp czyli coś co w mniemaniu mojego ojca jest bezcenne ale nie ma też realnej wartości mierzonej w pieniądzu. Inba z Karolem wyceniona została natomiast na 574 zł i 29 groszy za naprawę krzesła. A tego to już mój staruszek nie daruje.
#pasta #sport #handball #fanatyk #ojciec
Najgorzej.
W swoim dwudziestosiedmioletnim życiu byłem chyba na wszystkich znaczących halach sportowych w Polsce. Na wszystkich wielokrotnie. I na żadnej z nich być nie chciałem. Nie chodzi o to, że nie lubię piłki ręcznej. Ja po prostu nie lubię, że ojciec ją lubi i jak patrzę jakie inby na tych halach o--------a to mam ochotę cały mecz w aucie przeczekać.
Bite półtorej godziny darcia ryja - rzadziej z dopingiem, częściej z wyzwiskami na sędziów (błąd kroków twoja stara zrobiła jak cię do chrztu niosła!) , na delegata (a ty to tam k---a dla ozdoby siedzisz?!) , na typa co czas mierzy (czas k---a!) , na drużynę przeciwną, na ich trenera (że k---y j----e). Na wszystkich i na wszystko. Z jednym wyjątkiem. Nigdy na własną drużynę. Za to często na kibiców z naszego sektora gdy do uszu starego doleci, że ktoś się niezbyt pochlebnie wypowiedział o którymś z naszych zawodników.
Tak się nieszczęśliwie złożyło, że w ciagu ostatnich 5 lat zawsze w dzień moich urodzin wypadał mecz. Stary zawsze szedł jednym z dwóch możliwych scenariuszy:
a) jak wygrali - widzisz synek jaki Ci prezent zrobili
b) jak przegrali- no widzisz synek, nie zrobili Ci prezentu
Jak był mecz wyjazdowy to Stary licząc na wyrazy uznania mówił: "Ale zajebisty wyjazd urodzinowy synek co?"
A po meczu czas na przyjęcie. Wyjście do lokalu na obiad. Stary zabierał mnie i matkę, a czasem nawet Romana z rodziną (o Romanie póżniej) do Żabki pod halę na hot-dogi. Za pierwszym razem tak się j--------i wczuł, że kazał babce zrobić kleksa z musztardy na samym czubku parówki i mówi: no synek zobaczymy czy zdmuchniesz. Zmuchnąłem. Cała koszulka starego u-----a w musztardzie. Więcej nie kazał dmuchać.
Któregoś dnia przyszło do nas pismo ze spółdzielni. Stary szybko je wziął, przeczytał i kląc na czym świat stoi w---------ł do kosza i poszedł dla uspojenia nerwów obejrzeć jakis mecz początku lat 90'. No tak. Nie wspomniałem jeszcze że mamy nagrane chyba wszystkie mecze naszej drużyny. Każdy jest nagrywany, a potem po powrocie z hali oglądany ponownie "na spokojnie". No a potem oglądane są ważniejsze mecze okazjonalnie na imprezach typu urodziny/imieniny/Boże Narodzenie/Wielkanoc. Stary zawsze mecze dobiera tematycznie. Na Boże Narodzenie są mecze w których pewnie prowadziliśmy od samego początku, na Wielkanoc takie gdzie na początku był horror ale ostatecznie wygrali, a na Święto Zmarłych mecze przegrane.
Wracając do spółdzielni. Jak stary poszedł oglądać mecz matka wyjęła pismo ze śmietnika i była to odmowa ze strony spółdzielni na przemalowanie bloku w barwy klubowe.
J--------i złożył wniosek żeby nam blok przemalowali! Że teraz niby jest pomarańczowy, ale że g---o-farba, położona na gównolit w połączeniu z deszczem, słońcem, śniegiem, czasem itp sprawiła ze blok jest bardziej żółty niż pomarańczowy. A tego ojciec nie mógł ścierpieć. Zawziął się i powiedział, że jak tak to on czynszu wiecej nie zapłaci. Matka specjalnie założyła tajne konto z którego płaci czynsz do spółdzielni żeby nas z chaty nie eksmitowali.
Roman. Wracamy do Romana. Roman był przyjacielem mojego starego. Kolega z hali, od kielicha, od wszystkiego. Stary bardziej Romana szanował niż własną rodzinę. Tymbardziej, że Roman miał syna Karola. A Karol grał w piłkę ręczną i to grał dobrze, a nawet bardzo dobrze. Był postawowowym zawodnikiem pierwszego składu naszej drużyny. Krótko mówiąc Karol był niespełnionym marzeniem mojego starego, bo ja to ledwo z połowy boiska pod bramkę dorzucę.
A skoro Karol był dobry to szybko przeszedł do innego klubu. I z początku wszystko było spoko. Co tam u Karola? Jak tam Karol? A Karol gra?
Karol grał. I kiedyś przyjechał grać z nami. Sentymenty odrzucił, mówił że jest profesjonalistą i narzucał nam chyba 11 bramek. Ojciec Karola, siedział cały czas obok mojego starego. Oczywiście w koszulce aktualnego klubu syna i gdy tylko Karol rzucił nam bramkę, cały sektor siedział w ciszy, a Roman wstawał, darł się że dobrze, że brawo, że tak dalej. I n---------ł się pięścią w herb klubu syna na p----i, a mój stary wyglądał jakby zaraz miał n---------ć Romana.
Nie tylko ja to zauważyłem, bo na nasz sektor została skierowana dodatkowa ochrona. Do kulawego emeryta w koszulce Security dołączyła dziewczynka tuż po maturze, która w butach ważyła 45 kg. a bez butów 40. O dziwo zadziałało i stary się uspokoił. Bo musicie wiedzieć, że mój stary boi się tylko jednej rzeczy. Nie śmierci, nie choroby, nie utraty bliskich. On się panicznie boi, że coś w nerwach o--------i na hali i dostanie zakaz wejścia.
Siedział więc i kipiał z wściekłości, a Roman widząc że wygrał te starcie n---------ł już herb dwie pięściami, a nie jedną.
Przyjaźń sie skończyła. Zero kontaktu. Na meczach siedzieli obok siebie bez słowa, bez podania ręki. Obcy ludzie. Aż któregoś dnia matka dostała telefon, że Roman odpiął wrotki i zszedł na serce. W środę pogrzeb. Bez kwiatów. Powiedziała o tym ojcu, a ten wstał bez słowa, nałożył kurtkę i wyszedł.
Matka w płacz. Że może zrozumiał, że pewnie do Romana do kaplicy pojechał, przebaczyć. Że może do tego zakutego łba dotarło.
Nie dotarło. Stary wrócił po dwóch godzinach i odpalił mecz z 1997 roku. Było źle. Dopiero po obejrzeniu meczu, po wstępnym uspokojeniu stwierdził że on to p------i, że c--j z nimi, że p------i ludzie. Po czasie udalo się ustalić co zeszło. Otóż mój staruszek, nie czekając aż Roman całkiem wystygnie, udał się do Klubu z informacją że Roman nie żyje i żeby miejsce Romana na niego przepisać. Nie przepisali. Bo że karnet ważny do końca sezonu, że może rodzina Romana będzie chciala przejąć karnet i opłacać miejsce. Na co mój stary że to c--j nie rodzina i niech sobie karnet kupują tam gdzie Karol gra, a to miejsce jemu się należy bo on to już nawet krew ma w kolorze krzesełek na hali. Nie pomogło. W końcu ochrona obiektu w------a ojca z siedziby klubu.
Pytam się ojca po co mu to miejsce po Romanie. A on mi na to, że dla wnuka. K---a. Jak nawet dziewczyny nie mam a on miejsce wnukowi będzie rezerwował. A poza tym to mówi, że lepiej żeby to miejsce było jego i stało puste, niż żeby tam miała usiąść taka menda jak Roman.
Karol wrócił. Skończył mu się kontrakt na wygnaniu i wrócił. Ojciec już do niego podchody robił, że dobrze że wrócił, że on wiedział że wróci, że zawsze go szanował, a z jego ojcem to do samego końca byli przyjaciele najlepsi. Karol nie dał sie nabrać. W------e ma na niego aż miło, ale postanowił się lekko zemścić na moim staruszku.
Zbliżał się 01. kwietnia wiec Karol uprosił gościa od karnetów/biletów/wyjazdów żeby mu pomógł ojca w c---a zrobić. Wysłali do niego maila z klubowego adresu, że od przyszłego sezonu nie będzie miał możliwości przedłużenia karnetu na swoje miejsce bo, nowy sponsor, miejsca zarezerwowane i ma w---------ć, ale tylko jeden sektor dalej i to w miejsce za słupem gdzie niewiele widać xD ale żeby nie czuł sie pokrzywdzony w ramach rekompensaty klub przekazuje voucher na 15 zł zniżki czapkę z daszkiem xD
O k---a... co sie w chacie działo to przemilczę.
Po kolejnym meczu wszyscy wyszli. A stary siedzi. Światła gaszą, stary siedzi. W końcu przychodzi ochrona i mówią że już po meczu, że zamykają i zapraszają w---------ć. A stary im pokazuje że przykuł się łańcuchem do krzesełka, a kłódka jest na kod i go nie poda, chyba ze mu obiecają że mu to miejsce oddadzą. Ochroniarze nic o żarcie Karola nie wiedzieli, więc stwierdzili, że jak Klub powiedział że ma w---------ć, to znaczy że ma w---------ć a oni mu w tym pomogą.
Efekt szarpaniny to podbite oko ochroniarza, wykręcony bark starego i połamane krzesełko na hali. Jak się okazało, że to wszystko to mega wkręta Karola, to Karol zyskał sobie śmiertelnego wroga numer jeden w postaci mojego stauszka.
Z Romanem kłócił się o szacunek, barwy, honor itp czyli coś co w mniemaniu mojego ojca jest bezcenne ale nie ma też realnej wartości mierzonej w pieniądzu. Inba z Karolem wyceniona została natomiast na 574 zł i 29 groszy za naprawę krzesła. A tego to już mój staruszek nie daruje.
#pasta #sport #handball #fanatyk #ojciec